Aventador wciąż przy życiu – edycja Nes Countach w ostatnim bastionie wolnossących V12

Fenomen Lamborghini Aventador opiera się na silniku V12, masie spoilerów i multimediach sprzed 10 czy 15 lat, ale Nes Countach będzie nieco inny

Lamborghini bez wątpienia może uznać model Aventador za ogromny sukces. Udało im się stworzyć godnego następcę takich pojazdów jak Miura, Countach, Diablo czy Murcielago zachowując przy tym wolnossący silnik V12 mimo trudnych dla tego typu ogromnych jednostek napędowych eko-czasów. Choć wydawać by się mogło, że po wielu latach i powstałych edycjach produkcja tego jakby nie patrzeć kultowego już byka chyliła się ku końcowi, tak zdjęcia które docierają z Sant’Agata sugerują coś innego. Jak się okazuje bowiem, Włosi nie mają dość, a kolejna edycja Aventadora już jest w drodze.

Aventador

Aventador został zaprezentowany na genewskich targach w lutym 2011 i z miejsca stał się fenomenem. Zupełnie nowe wolnossące V12 o pojemności 6,5 litra wyciskało w sumie 700 koni mechanicznych, a to dzięki przeniesieniu napędu na wszystkie koła za pośrednictwem siedmiobiegowej skrzyni automatycznej pozwala na rozpędzenie tej bestii w niecałe 3 sekundy do setki oraz rozpędzenie się do maksymalnej prędkości 350 kilometrów na godzinę. Jednakże lata leciały, a Lamborghini nie próżnowało. Kolejne odsłony czy pojazdy powstałe na bazie Avendatora wychodziły jak grzyby po deszczu.

Ostatecznie dotarliśmy do takiego momentu, kiedy 3 najmocniejsze i najszybsze samochody Lamborghini powstały właśnie na jego bazie. Czy to Aventador SVJ, który zmiażdżył rekord północnej pętli Nürburgringu dla samochodów drogowych, czy pierwsza produkcyjna hybryda z Sant’Agata jaką jest Sian, czy to niedawno zaprezentowana torowa bestia jaką jest Essenza. Wszędzie do czynienia mamy z tą samą bazą, oraz tym samym silnikiem, czyli V12 o pojemności 6,5 litra.

Aventador

Jak jednak się okazuje, SVJ raczej na pewno nie zostanie ostatnim Aventadorem w historii. Dzięki wieściom z Włoch wiemy, że Lamborghini nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w tej materii. Ze zdjęć które wyciekły do sieci zobaczyć możemy zupełnie nową wersję niemal dziesięcioletniego już modelu.

Choć ujęcia pokazują jedynie tył, tak już widać ogromne zmiany w obrębie tylnego zderzaka i pokrywy jednostki napędowej, która została niemalże odsłonięta. Jak podaje profil Gran Turismo Events na Facebooku, edycja ma się nazywać „Nes Coutach”, co jest oczywistym nawiązaniem do kultowego Lamborghini z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ma ona być limitowana do jedynie stu egzemplarzy, a moc 800 koni mechanicznych którymi będzie dysponować przeniesiona zostanie jedynie na tylną oś. Cena przewidywana jest na ponad milion euro.

Doniesienia o kolejnym Aventadorze bez wątpienia przyniesie spore emocje, a sama kontynuacja jego produkcji powinna nas cieszyć. W końcu model ten jest obecnie w ostatnim bastionie supersamochodów ze starej szkoły, z ogromnym wolnossącym V12 pod maską. Takich aut w najbliższych latach nie przybędzie, co tym bardziej podkreśli wyjątkowość Aventadora.

Foto. Gran Turismo Events