Le Mans

24h Le Mans 2020 – nocny raport z kolejnego etapu wyścigu

Wyścig Le Mans 24H wszedł w nocną fazę. Zapraszamy na relację z wydarzeń, które odbywały się pod kurtyną nocy. Stan na godzinę 7:00

Noc w Le Mans jak zwykle nie zawodzi. Choć po godzinie 22 brakowało sensacji pokroju karambolu ByKollesa, tak bez wątpienia nie wiało nudą. Kolejny rok z rzędu pech nie ominął zespół ByKolles. Niewiele po godzinie 23 z wyścigu oficjalnie wycofali się z rywalizacji po kilkugodzinnej próbie naprawy ich prototypu. Do największych pechowców nocy bez wątpienia należał także zespół MR Racing. Wszystko zaczęło się od postoju, podczas którego zapaliła się okolica tylnego, prawego koła. Później Takeshiego Kimurę obróciło przy szykanie Dunlopa. Nic by oczywiście się nie stało, gdyby nie fakt że Japończyk przy zawracaniu wjechał w żwir, w którym od razu utknął. Wymusiło to żółtą flagę, a samochód wrócił na tor przy pomocy dźwigu.

Nie był to jednak koniec przygód załogi z numerem 70, bo przez uszkodzenia zawieszenia szurali się po torze sypiąc masę iskier. W klasie LMP2 z największą liczbą problemów walczył zespół G-Drive. W ich obu pojazdach kilkukrotnie dochodziło do sytuacji, w których prototypy zatrzymywały się na poboczu, po czym kontynuowały jazdę i zjeżdżały do garażu sprawdzić co znowu zawiodło. Oczywiście MR Racing i G-Drive nie byli jedynymi ekipami z usterkami. Do innych zespołów które miały jakieś problemy zaliczyć możemy między innymi High Class Racing, ekipa AF Corse z numerem 71 czy Team Project 1.

Cisza przed “burzą”

Było to jednak nic w porównaniu z tym co stało się w okolicach trzeciej w nocy. Auto Kobayashiego musiało przejść wymianę kilku elementów silnika. Był to wielki dramat zwłaszcza, iż przed tym Japończyk jechał pewnie na pierwszej pozycji. Poczynaniom Toyoty uważnie przypatrywała się ekipa Rebellion, gdyż pojawiła się dla nich nieoczekiwanie szansa na podwójne podium.

Sędziowie ponadto sypali karę za karą, za przewinienia podczas trwania Slow Zone. Te były zróżnicowane, bowiem kilka załóg dostało 10 sekund karnego postoju w boxie, a jedna aż minutę. Nadzieję fanów na deszcz zostały szybko stłumione. Prognozy się nie sprawdziły i poza kilkoma kroplami w zakrętach Porsche, nic wielkiego się nie podziało. Warto dodać także, iż po raz kolejny widzowie mieli okazję zobaczyć jak wygląda noc w zespołach od wewnątrz.

Le Mans

W klasie GTE Pro raz za razem tasowały się Ferrari oraz Astony Martiny. Była to dosyć ciekawa walka, z której zwycięsko w dalszej perspektywie wyszła brytyjska marka. Mniej więcej o godzinie czwartej zderzyły się ze sobą auta LMP2 oraz GTE Pro. Fin Toni Vilander nie zauważył Nicka de Vriesa i obaj zawodnicy wylecieli z toru. Dla zespołu Risi Competizone był to koniec zawodów,z kolei Holendrzy po długiej naprawie wrócili na tor. Pech nie oszczędził także polskiego zespołu inter EuroPol Competition. W Ligierze naszych rodaków padły aż 3 rzeczy na raz- pasek alternatora, pompa paliwowa oraz prawa tylna oś. Po ponad półgodzinie udało się rozwiązać problemy i Rene Binder powrócił na tor.

Le Mans

Z samej czołówki LMP2 problemy miała jedna z załóg zespołu United Autosports. Samochód oznaczony numerem 32, był naprawiany przez prawie 45 minut. Jakby tego było mało, zespół przed awarią pewnie zmierzał po dublet w tej klasie. Zawodnicy jak i szefowie z pewnością byli wściekli. Ponadto w garażu jednego z amerykańskich zespołów doszło do małego pożaru. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Foto: materiały prasowe Le Mans; zespołów