Kobayashi trochę niezadowolony po sesji Hyperpole

Kamui Kobayashi zapewnił Toyocie start z pierwszego pola startowego, do wyścigu Le Mans 24h. Japończyk nie jest jednak do końca zadowolony

Kamui Kobayashi mimo, iż nie zawojował świata Formuły 1 świetnie sobie radzi w wyścigach długodystansowych. Reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni, chociażby trzykrotnie wraz z kolegami z załogi zajmował drugie miejsce w legendarnym wyścigu Le Mans. W tym roku jest duża szansa na wygraną. Japończyk bowiem zapewnił swojemu zespołowi start z Pole Position do jutrzejszych zmagań. Jednak jak się okazało Kobayashi jest trochę rozczarowany, gdyż nie zdołał poprawić własnego rekordu toru w konfiguracji z szykanami. Japończyk w podczas kwalifikacji Hyperpole pokonał okrążenie w czasie 3 minuty, 15 sekund i 267 tysięcznych. Z kolei w 2017 r. zdołał to uczynić w 3 minuty, 14 sekund i 791 tysięcznych. Co ciekawe pętla toru po której jechał 3 lata temu, była dłuższa o 3 metry.

Szczerze mówiąc czuję się trochę rozczarowany, ponieważ podczas drugiej próby wydawało mi się, że mogę pobić własny rekord okrążenia. Świetnie czułem samochód, warunki na torze podczas Hyperpole były dobre, byliśmy bardzo pewni siebie i skupialiśmy się na osiągach. Myślę, że był to dobry ruch, ale niestety zostało mi anulowane okrążenie, więc musiałem się zatrzymać. Zyskałem już siedem dziesiątych, co pozwalało pobić rekord, więc szkoda, że nie udało się utrzymać tego stanu rzeczy. Zespół wykonał naprawdę świetną robotę i byłem dość pewny siebie w samochodzie. Co do Hyperpole jest to świetna okazja do pokonania toru bez ruchu. Bardzo dobrze się wtedy bawiłem.

Po tym co wydarzyło się w zeszłym roku, jesteśmy zdecydowanie głodni zwycięstwa. Zawsze byliśmy tu dość szybcy, ale jak dotąd nigdy nie wygraliśmy. To samo działo się w Spa, ale w tym roku udało nam się tam triumfować. Le Mans zawsze jest czymś wyjątkowym, nawet jeśli masz jeden z najlepszych samochodów i nadal nie możesz wygrać tych zawodów.

Kamui Kobayashi
Kobayashi

Jak widać optymizm nie odpuszcza Kamuiego. Jutro możemy mu życzyć, by on i jego załoga wygrali ten legendarny wyścig.

Foto: Materiały prasowe Toyoty