24h Le Mans

Noc w 24h Le Mans – zaskakujący spokój, WRT #41 wraca na czoło LMP2

Niesamowicie spokojna noc w 24h Le Mans dała szansę naszym ekipom. WRT #41 wróciło na prowadzenie, a IEC #34 utrzymywał szóstą lokatę w LMP2.

Początek nocy był niezwykle zdradliwy dla kierowców, gdyż nad torem kropił deszcz. W jednym momencie z trasy wypadło bodajże sześć samochodów, o czym informowaliśmy w pierwszej części podsumowania 24h Le Mans. Później srogie żniwo zbierała szykana Mulsanne, która była świadkiem obrotu ekipy Cetilar Racing #47, a następnie konkretnego uderzenia ze strony Teamu Project 1 #56. W wyniku tego zdarzenia uszkodzeniu uległy bandy z opon, a na torze pojawiły się Samochody Bezpieczeństwa. W międzyczasie kolejne przygody zaliczyli Słowacy z ARC Bratislava #44, tym razem urywając tylne sekcje swojego prototypu. Po wznowieniu rywalizacji kolejne atrakcje gwarantowało nam Ferrari z numerem 47, zatrzymując się na bandzie w zakręcie Tertre Rouge. Bardzo dobre minuty zaliczała ekipa WRT #41, która dzięki neutralizacji osiedliła się w czołowej czwórce klasy LMP2, ze sporą przewagą nad resztą grupy. Louis Deletraz utrzymywał “naszą” Orecę na pozycji lidera, podczas gdy zespół Inter Europol Competition #34 utrzymywał świetne, szóste miejsce w klasie.

Cetilar Racing

Istotnym wydarzeniem po godzinie 23 był błąd Matthieu Vaxiviere’a z Hypercara Alpine #36. Francuz na dojeździe do szykany Mulsanne najechał na mokry fragment nawierzchni i przeleciał przez szykanę bokiem. Jego maszyna zatrzymała się w żwirze i potrzeba było dźwigu, aby przywrócić francuski pojazd do walki. Chwilę później Alpine pojawił się w boksach, spadając za Glickenhausa #708 oraz oba prototypy zespołu WRT. W międzyczasie belgijskie ekipy wymieniły się pozycjami i to Oreca z numerem #31 przewodziła w klasie LMP2. Wśród samochodów GTE z walki odpadło jedno z Ferrari, wpadając w bandy na wyjściu z zakrętu Indianapolis. Około północy potężnego dzwona zaliczył G-Drive #25 (Rui Andrade), roztrzaskując się w pierwszym sektorze okrążenia. To wymusiło naprawę uszkodzonej bariery, a także wyjazd Samochodów Bezpieczeństwa.

24h Le Mans

Dziesiąta godzina jazd rozpoczęła się od zderzenia Racing Team Nederlands #29 z JMW Motorsport #66 w zakręcie Dunlop. Prototyp LMP2 musiał być wyciągany ze żwiru, z kolei Ferrari zatrzymało się po przejechaniu prawie pełnego kółka. Około 1:50 swoją Orecę na drugim miejscu oddał Robert Kubica, w jego miejsce wskoczył Yifey Ye. Kolejne kłopoty dopadły pojazd z klasy GTE Am, tym razem ekipę Kessel Racing #57, która zatrzymała się tuż przed Tertre Rouge. Spowodowało to niemiłosiernie długiego slow zone’a, który trwał blisko pół godziny. Wówczas pałeczkę w problemach przejął WeatherTech #79, który obrócił się w szykanie Forda i solidnie rozbił przód swojego samochodu. Po godzinie drugiej tempo 24h Le Mans kompletnie siadło i na torze nie działo się praktycznie nic. Wszystkie załogi zjeżdżały na postoje, jednak brakowało nam bezpośredniej walki. Z tej musiało wycofać się wcześniej wspomniane Porsche #79, którego uszkodzenia były zbyt poważne.

Kessel Racing #57

Jakiś czas później drobny błąd popełnił także kierowca ekipy Realteam Racing #70, obracając się przed Tertre Rouge. Na swoim stincie świetnie prezentował się Yifey Ye, który sukcesywnie podganiał załogę WRT #31. Do zmiany lidera doszło około godziny 4:10, gdy to “nasza” ekipa objęła prowadzenie w klasie LMP2. Ogrom wydarzeń spadł na nas tuż po 4:30, gdy z toru wypadały ekipy #29 i #22 z LMP2, jedno z Ferrari w GTE Am oraz Toyota #7. Kamui Kobayashi przestrzelił hamowanie do Indianapolis, na szczęście zdołał wyhamować. W międzyczasie na czoło stawki wrócił Louis Deletraz, który przejął samochód od Chińczyka Ye. Tuż przed godziną piątą masa problemów spadła na zespół High Class Racing. Najpierw tył pojazdu #49 uderzył G-Drive #26, a chwilę później Jan Magnussen uderzył w ścianę w eskach na początku okrążenia.

Wszystkie wydarzenia możecie bez problemu prześledzić w naszej nieprzerwanej, 24-godzinnej relacji na żywo, którą znajdziecie tutaj. Zachęcamy do przeżywania tego wyścigu razem z nami, gdyż do mety zostało już tylko jedenaście godzin!

Fot. materiały prasowe serii; materiały prasowe organizatora