Aston Martin Vantage prosto z DTM trafia pod młotek za 1 680 000 euro

Jeśli ktoś ma duży portfel to za prawie 8 milionów złotych może nabyć samochód Aston Martin Vantage, który miał ścigać się w niemieckiej serii DTM. Prawda, że świetna okazja?

Wygląda na to że tragiczna saga Astona Martina w DTM zakończyła się na dobre rok po jej rozpoczęciu. R-Motorsport i HWA ostatecznie się nie dogadali, a samochody nie wrócą do rywalizacji w niemieckiej serii. Tym samym Niemieckie Mistrzostwa Samochodów Turystycznych wracają do stanu sprzed 2011, czyli sprzed powrotu do serii marki BMW. Jeśli jednak mimo wszystko macie sentyment do tego krótkiego występu Astona Martina w DTM i macie głęboki portfel, to macie szansę zachować kawałek tej historii w postaci wystawionego na sprzedaż modelowi Vantage.

Jeśli nie śledziliście afery jaka narosła wokół operacji wyścigowej Astona Martina w DTM to w dużym skrócie: R-Motorsport, czyli zespół wystawiający samochody przygotowane przez HWA było niezadowolone z ich pracy, a w szczególności z ich silnika. Współpraca została zakończona, a Szwajcarzy pozostali na lodzie bez jednostki napędowej. Rozpoczęły się poszukiwania dostawcy, które zakończyły się fiaskiem. W ten sposób wycofano model Vantage z rywalizacji.

Długo niewiadomym pozostawało, co stanie się z gotowymi samochodami. Jak się okazało, zostały one wystawione na sprzedaż. Na ten moment jednak wiemy o jednym z pięciu zeszłoroczych, który trafił na niemiecki odpowiednik Otomoto jakim jest Mobile.de. Dzięki sprzedawcy o tym konkretnym egzemplarzu dowiedzieliśmy się dość sporo.

Ten zielony Aston Martin Vantage DTM jest samochodem testowym i miał być rezerwowym w nadchodzącym sezonie. Ciekawy jest natomiast aspekt koloru, bo jak wiadomo R-Motorsport od zawsze w każdej serii ściga się w barwach czarno-niebieskich bądź srebrno-niebieskich. W tym wypadku mamy do czynienia z jak to opisał sprzedawca „typową zielenią” wraz z żółtymi akcentami. Z racji jednak na to, że mamy tutaj do czynienia z samochodem z zeszłego sezonu, myślę że malowanie to jest jedynie fantazją osób, do których po wycofaniu ze ścigania trafiło to auto. No dobrze, ale zostawmy kwestie stylistyczne, bo sam sprzedawca mówi że malowanie można wykonać według własnego pomysłu.

Przejdźmy zatem do cyferek, choć skupimy się bardziej na ciekawszych aspektach, nie mam zamiaru tutaj przytaczać ponownie regulaminu technicznego Class One z którego korzysta seria DTM, o którym się już kiedyś rozpisywałem w tym artykule. Samochód ma na swoim liczniku nabite jedynie 10 kilometrów. Wyjątkowo ciekawie wypada deklarowane przez producenta spalanie, którego wartości raczej zostały podane bez pokrycia z rzeczywistością. 10 litrów w cyklu mieszanym, 15 w pozamiejskim i 17 w mieście. Nie ma szans żeby to było prawdziwe, szczególnie że nikt oczywiście nie miał prawa tego testować na publicznych drogach ze względu na oczywisty brak homologacji drogowej.

Dobra, ale jeśli jesteś fanem motorsportu, DTM, Astona Martina lub wszystkich wcześniej wymienionych na raz, masz głęboki portfel i chrapkę na ten pojazd, to na pewno powinien cię zadowolić zapewniany przez sprzedawcę dostęp do części zamiennych. Nie mam natomiast pewności o co sprzedawcom chodziło w punkcie z „odpaleniem samochodu i dwudniowym evencie jezdnym”, ale być może sprzedawca wraz ze sprzedażą samochodu zaoferuje dwudniowe przejazdy na torze, choć jak mówiłem, pewien nie jestem.

Jeśli zatem jesteście chętni na zakup, to musicie naprawdę głęboko sięgnąć do portfeli. Cena 1 680 000 euro sprawia, że jest to trzeci po Vulcanie i One 77 najdroższy model Astona Martina na tym serwisie aukcyjnym. Mimo to jednak, w przeciwieństwie do droższych braci, wraz z nim nie nabywacie jedynie samochodu. Wraz z nim staniecie się posiadaczami części historii motorsportu, w tym przypadku niespełnionych ambicji debiutantów.

Mi pozostaje mieć nadzieję, że pojazd ten trafi w ręce osoby, która pozostanie chętna do dzielenia się tą historią, czy to w muzeach, czy na wydarzeniach pokroju Festiwalu Prędkości w Goodwood, nie trzymając jej za zamkniętymi drzwiami swojego hangaru.

Foto. @matza_25