W jaki sposób F1 musi zmienić silniki, by zachęcić nowych producentów?

Wycofanie się Hondy powinno w gabinetach osób zarządzających F1 zapalić czerwoną lampkę. Trzeba działać i widzą to wszyscy w padoku.

Gdy Honda ogłosiła, że po sezonie 2021 opuści Formułę 1, cały świat motorsportu był zszokowany. Japończycy weszli do sportu w 2015 roku i po koszmarnym małżeństwie z McLarenem zaczęli rozwijać skrzydła jako dostawcy dla rodziny Red Bulla. Dwadzieścia podiów i pięć triumfów w dwa lata to liczby robiące naprawdę spore wrażenie, a eksperci i kibice wierzyli, że Red Bull i Honda dopiero się rozkręcają. Ogromne koszty rozwoju obecnych hybrydowych silników V6 oraz niezadowalające rezultaty przekonały ostatecznie producenta, że dalsze działanie w F1 nie ma większego sensu.

Ten pierwszy powód nie zdziwił tak naprawdę za wielu osób. Aktualnie silniki wykorzystywane w F1 są kolosalnie drogie w rozwijaniu, głównie przez systemy odzyskiwania energii. Te konkretne podzespoły, które są tak naprawdę tworzone tylko na poczet jednostek w bolidach, nie mają swojej alternatywy w cywilnej motoryzacji. Z tego też względu bardzo mało marek chce wchodzić do F1 z własnym napędem. Głośno było o Porsche, które miało już gotowy projekt, lecz czekało na zmianę przepisów dotyczących MGU-H oraz MGU-K. Oba komponenty jednak nie zostały usunięte, więc Niemcy postanowili odpuścić sobie starania o wejście do sportu. Ciężko im się tak naprawdę dziwić – obecni dostawcy wyrzucili na ten system za dużo pieniędzy, by teraz z niego zrezygnować i nie móc go wykorzystać nigdzie indziej. Ten okropny paradoks odstrasza nowe firmy, a jak widać po ostatniej sytuacji – nawet te już od jakiegoś czasu obecne w Formule 1.

F1 Honda Engine

Formuła 1 zawsze przyciągała nowe zespoły oraz producentów nie tylko ze względu na prestiż. To właśnie tutaj rodziły się technologie, które w bliższej lub dalszej przyszłości wkraczały na drogi publiczne. F1 było poligonem doświadczalnym dla niekiedy szalonych projektów, które czasem okazywały się przełomowymi. Było kreatorem trendów i wzorem dla innych serii motoryzacyjnych. Teraz jednak jednostki napędowe są kompletnie nieopłacalne pod kątem zarówno technologicznym, jak i ekonomicznym. Brak racjonalnego wykorzystania nowinek w cywilnych autach, horrendalne koszta oraz dźwięk, z którym niektórzy fani F1 do teraz nie mogą się pogodzić to największe bolączki obecnych regulacji. Aktualnie wejście do królowej sportów motorowych nie przynosi markom nic poza rozgłosem, który ostatnio dzięki działaniom Liberty Media rzeczywiście jest coraz większy.

Potrzebę zmiany przepisów widzą również szefowie zespołów, a Cyril Abiteboul, szef zespołu Renault bardzo konkretnie skomentował całą sprawę Hondy. Mimo że to on w teorii utarł właśnie nosa Red Bullowi, Francuz wcale nie jest zadowolony z odejścia Japończyków. Według niego ucierpi na tym cały sport.

Sytuacja z Hondą wcale nie jest dla nas satysfakcjonująca. Musimy nazwać rzeczy po imieniu – F1 nie rozwija się dobrze. Chcemy F1 z producentami samochodów i dostawcami silników, a ograniczenie się do trzech marek nie jest pozytywnym wydarzeniem.

Musimy z tej sytuacji wyciągnąć jasne wnioski i nalegam na organy zarządzające, by przyjrzały się tej sprawie. Albo zmienimy obecną architekturę silników, albo musimy mocno przyspieszyć przyjęcie nowej. Spodziewam się jednak, że rozwój obecnych jednostek utrudni planowanie kolejnej generacji.

Cyril Abiteboul, szef Renault F1 Team
F1

Na ten moment zmiany w jednostkach napędowych planowane są na 2026 rok, lecz może to być dla niektórych podmiotów zbyt odległa perspektywa. Działać należy już teraz, a odejście Hondy wraz z końcem aktualnej generacji bolidów powinno być ostatecznym dowodem, że trzeba bić na alarm. Oczywiście takich rzeczy, jak kompletnie nowe silniki nie da się ustalić w rok czy dwa. Co może więc pomóc F1? Objęcie sterów przez Stefano Domenicalego, który zna tę dyscyplinę jak własną kieszeń i na pewno ma lepsze spojrzenie na sytuację niż ustępujący mu miejsca Chase Carey. Irlandczyk był odpowiedzialny raczej za wyciągnięcie Formuły 1 z marketingowych nizin, a z tej misji wywiązał się bardzo dobrze.

Odnosząc się do tytułu mojego tekstu, pewnych rzeczy już nie da się cofnąć. W erze stawiania na ekologię oraz ograniczania spalin i produkcji zanieczyszczeń możemy być pewni, że hybrydy z F1 nie znikną. To jest jednak wręcz idealna okazja, by słabość zamienić w siłę. Nieopłacalne systemy MGU-H/K wymagają zmiany na rozwiązanie tańsze i bardziej perspektywiczne, które w niedalekiej przyszłości może zagościć na drogach cywilnych lub już tam jest. Możliwość rozwoju takowych podzespołów może przyciągnąć nowych producentów i dostawców. Niektórzy z nich nawet teraz nie ukrywają, że w razie wprowadzenia zmian są gotowi na wejście do F1.

To może być recepta, której od kilku lat szukają FOM oraz Liberty Media. Zresztą działania mające na celu zachęcenie nowych ekip widzimy już od jakiegoś czasu. Rewolucja w budowie bolidów i aerodynamice, która wejdzie w 2022 roku, cost cap oraz budowanie globalnej marki sprawiają, że pod względem marketingowym F1 jest w końcu naprawdę atrakcyjna. Niestety gorzej jest w aspekcie technologicznym i finansowym. Piłeczka jest teraz po stronie zarządców oraz FIA. Formuła 1 stoi przed niezwykle poważnymi decyzjami.

F1

Foto. materiały prasowe serii; Honda F1