#TEST – Dacia Sandero Stepway 0.9 TCe 90 KM – elegancik dla każdego

Od niecałych dwóch dekad rumuńska marka rozwija się pod skrzydłami koncernu Renault jako marka przystępna, otwierająca okno na osobisty transport dla wielu osób, ale przede wszystkim dla przedsiębiorców potrzebujących floty samochodów, dla których koszty są głównym kryterium w wyborze auta.

Nie oczekiwałem zbyt wiele po podwyższonym kompakcie tej marki. Jest to wszakże samochód przystępny, tani, często flotowy. Należy jednak pamiętać iż mamy tu do czynienia z nowym samochodem, który posiadamy jako pierwsi, w kwocie zamykającej się często w granicach cenowego terytorium kilkunastoletnich aut z segmentu E czy D, oraz który wcale nie jest zrobiony niedbale. W takiej sytuacji, Dacia Sandero, czy to Stepway czy zwykła dla niektórych może być naprawdę kuszącą propozycją. Postaram się pokazać dlaczego.

Dobry PR to podstawa

Dacia

Dla kogo może być kusząca? Moim zdaniem szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorców. Wiele firm potrzebuje floty aut, najlepiej jak najprostszych konstrukcyjnie, jak najoszczędniejszych i ładnie się prezentujących.

No właśnie, wygląd. Jesteśmy wzrokowcami i kształtujemy swoje opinie patrząc przez pryzmat pierwszego wrażenia, szczególnie wizualnego, czy tego chcemy czy nie. W robieniu dobrego pierwszego wrażenia testowany egzemplarz był świetny. Wersja Stepway, (która notabene jest właściwie najwyższą wersją w konfiguratorze) wyróżnia się szeregiem dodatków wizualnych mających w pewnym stopniu przypominać atrybuty auta terenowego, takie jak masywne relingi czy osłony zderzaków i progów. Mimo iż z bliska widać, że nie są to super wytrzymałe elementy, robią one świetne wrażenie wizualne i w dodatku dodają akcentu i kontrastu, którego brakuje w zwykłym Sandero.

Przedniemu zderzakowi powagi dodają światła przeciwmgielne, powiększone dodatkowo wizualnie przez otaczające je osłony w jasnym kolorze. Pas świateł oraz atrapy chłodnicy, który mocno się zmienił po faceliftingu przeprowadzonym w 2016 roku wygląda bardzo dobrze i poprawnie. Wszystko do siebie pasuje i ze sobą współgra. Widoczne na fotografiach felgi to 16-tki w jedynym dostępnym wzorze w tej wersji oraz w zwykłej, nie podniesionej Laureate. Prawdę mówiąc, nie potrzeba innych opcji – według mnie te felgi wyglądają naprawdę świetnie.
Linia boczna jest dość prosta i właściwie nie wymaga moich wywodów ponad to, co każdy widzi na zdjęciach.

Z tyłu natomiast jest nieco ciekawiej, prawie tak ciekawie jak z przodu. Tył jest bardzo poprawny i zachowuje proporcje. Na uwagę zasługuje pomysłowe rozwiązanie, które Dacia zastosowała w lampach tylnych, polegające na imitacji czterech oddzielnych świateł w technologi LED przy pomocy najpewniej jednej konwencjonalnej żarówki. Początkowo sam dałem się oszukać, więc działa dobrze. Warto też wspomnieć, że lakier którym pokryty został testowy egzemplarz jest dostępny tylko w wersji Stepway. Ten i inne kolory metalizowane wymagają dopłaty 1800 zł.

No dobra, a jeździ to?

Jeździ. I to całkiem przyzwoicie!

Znajdujący się pod maską turbodoładowany, 3-cylindrowy silnik 0.9 TCe osiąga 90 KM przy 5000 obr/min i 140 Nm już przy 2250 obrotach. Dzięki temu, ten niepozorny, ważący jedynie 980 kilo kompakt jest jest naprawdę dynamiczny i świetnie radzi sobie w granicach prędkości miejskich. Trzeba zaznaczyć, że w tym roku Dacia zastąpi 90-konny silnik 100-konnym 1.0 TCe 100.

Zdecydowanie gorzej zaczyna on funkcjonować przy prędkościach powyżej 120 km/h. Problem tkwi w elektrycznym wspomaganiu, które, momentami miewałem wrażenie że nie było zestrojone tak jak być powinno. Już przy prędkości 110 km/h szybko zorientowałem się, że prowadzenie wymaga odrobinę więcej skupienia. Powyżej 130, gdy wieje wiatr – to już właściwie walka o pozostanie w pasie ruchu. Nie przesadzam. Miejski układ kierowniczy w Sandero niestety bardzo nie lubi prędkości autostradowych. Aby mieć już niedogodności z głowy, muszę się też niestety przyczepić do zjawiska, którego absolutnie się nie spodziewałem w tym samochodzie – tourqe steer.

Dokładnie tak, przy którymś z pierwszych dynamicznych, lecz w żadnej mierze rajdowych przyspieszeń w mieście począłem czuć, że przednie koła bardzo lubią uciekać w prawo podczas przyspieszania, (najczęściej po wyjeździe z drogi podporządkowanej), praktycznie za każdym razem. I nie trzeba wcale wpychać gazu w podłogę aby to tego doświadczyć. Bardzo mnie to dziwi, zwłaszcza, że jest to zjawisko zarezerwowane zazwyczaj dla aut o mocach powyżej 170, no może 150 KM. Ten problem absolutnie nie istniał w Suzuki Baleno SHVS, które testowałem w październiku ubiegłego roku. Nie doświadczyłem tego w żadnym przednionapędowym aucie poniżej 100 KM, które prowadziłem.

Natomiast do póki poruszamy się z prędkościami do 110 km/h, trzymamy kierownicę i skupiamy się na jeździe, mała Dacia prowadzi się naprawdę dobrze. Zawieszenie, jak na koncern Renault przystało – jest idealnie miękkie i komfortowe, przy równoczesnym zachowaniu stabilności podczas awaryjnego omijania przeszkody. Nierówności są dobrze tłumione, a fotele są wystarczająco wygodne do kilkugodzinnej jazdy, choć brakuje w nich regulacji podparcia odcinka lędźwiowego. Wyciszenie adekwatne do ceny i przeznaczenia – w mieście dobrze, w trasie dość głośno.

Światełkiem tunelu jest za to spalanie. Średnie nie wzrastało powyżej 7 podczas całego testu. Podczas prowizorycznych przejazdów pomiarowych na autostradzie komputer pokazywał zawsze w okolicach 5,4 l/100 km przy prędkości 90 km/h, a po “przyklejeniu się do ciężarówki” i schowaniu się w jej strumieniu aerodynamicznym, spadło ono do 4,7 l/100 km. Niestety, podczas jazdy 130-140 cierpią nie tylko nerwy kierowcy, ale również bak paliwa. Przy prędkościach autostradowych Sandero Stepway spala średnio 7 l, co jest wynikiem bardzo zbliżonym do spalania w mieście.

Dacia

A jak wewnątrz?

Nie tak dobrze jak z zewnątrz, lecz nadal przyzwoicie (biorąc pod uwagę cenę). Owszem, w środku napotkamy masę tanich tworzyw sztucznych. Jednakże wszystko wygląda schludnie i do póki za nic nie szarpiemy, nic nie skrzypi ani nie trzeszczy podczas jazdy. Renault o to zadbało.

Wnętrze Sandero jest proste, minimalistyczne i ergonomiczne. Drążek skrzyni pożyczony z modeli Renault oraz panel środkowy są w zasięgu ręki, panel sterowania wentylacją i klimatyzacją jest prosty i intuicyjny. Same nawiewy są niezbyt przyjemne w dotyku i sprawiają wrażenie delikatnych, ale w tych kategoriach cenowych takie cechy wnętrza są całkowicie akceptowalne.

Jeśli chodzi o system info-rozrywki, w który wyposażone są wersje Laureate oraz Stepway, posiada on wszystkie podstawowe funkcje na miarę 2020 roku, takie jak łączność Bluetooth z obsługą telefonu i multimediów, całkiem nieźle grający system audio, z uproszczonym equalizerem, czy system nawigacyjny za dopłatą 950 zł (+300zł jeśli chcemy rozszerzoną mapę Europy Wschodniej). Sandero Stepway posiada również wspomaganie kierownicy, niestety elektryczne, komputer pokładowy, klimatyzację manualną (automatyczna to wydatek rzędu 1000 PLN) oraz tempomat z regulatorem prędkości i funkcją ogranicznika prędkości. Tylne szyby w prądzie to wydatek rzędu 300 zł. Dacia oferuje również czujniki cofania za 750 zł, lub czujniki wraz z kamerą za 1500 zł. O prawy łokieć kierowcy, niestety z powodów konstrukcyjnych o lewy pasażera już nie, zadba składany podłokietnik za 400 zł.

Jednak sam fotel, mimo tego że jak wcześniej wspomniałem jest on wystarczająco wygodny, system jego regulacji oraz pozycja za kierownicą nie rozpieszczają zbytnio kierowcy. Otóż fotel, najprościej mówiąc jest zawsze zbyt nisko lub za wysoko. Wynika to z nietypowego sposobu regulacji wysokości siedziska, która posiada jedynie 3 pozycje, znacznie oddalone od siebie. W dodatku praktycznie niemożliwe jest korzystanie z tej regulacji siedząc w fotelu, gdyż ciężar ciała nie pozwala na uniesienie siedziska. Bardzo dziwne rozwiązanie i nie rozumiem dlaczego ktoś miałby je stosować zamiast klasycznej “pompki” z boku fotela. Minusem jest również regulacja kierownicy jedynie w jednej płaszczyźnie, wertykalnej, lecz przypomnę w tym miejcu cenę doposażonego Stepwaya – 56 760 PLN. Taki egzemplarz ma wszystkie z powyższych opcji.
W środku jest dość przestronnie.

Nad głową miejsca nie brakuje, kierowca standardowych wymiarów, gdy już znajdzie najodpowiedniejszą pozycję za kierownicą może bez problemu prowadzić przez kilka godzin, wszyscy pasażerowie mają dużo miejsca nad głową i sporo na nogi. Ci z tyłu maja nawet swoje własne gniazdo 12-woltowe!

Bagażnik jest zaskakująco duży jak na auto o takich rozmiarach zewnętrznych. Bez składania siedzeń mamy do dyspozycji 320l, jak widać na załączonym obrazku, symetrycznej przestrzeni. Gdy złożymy oparcia w proporcji 60/40, uzyskamy 1200l. Bagażnik jest oświetlony, lecz dostęp do niego jest delikatnie utrudniony dość wysokim progiem załadunku, w dodatku bez osłon na lakierze. Wykończenie bagażnika jest dość ubogie, ale ponownie – cena, oraz fakt, że przecież w konkursie piękności nasz bagażnik udziału brał nie będzie, a użytkownik i tak za dużo go nie ogląda.
Jak już pisałem, mimo iż wnętrze jest bardzo plastikowe, spasowanie materiałów jest na bardzo dobrym poziomie. Nic nie trzeszczy, nie szeleści. Mimo iż obcowanie z tym autem może powodować flashbacki u niektórych byłych posiadaczy Clio II generacji (przykładowo jestem prawie pewien, że klamki pochodzą z tego właśnie auta), wrażenie jest raczej pozytywne, zwłaszcza jeśli nie zapomnimy o cenie. Po aktualny cennik odsyłam na stronę producenta.

Więcej za mniej?

Słyszałem wiele głosów, że Sandero Stepway to auto dla młodej rodziny, do miasta i na wakacje. Ja mam nieco odmienny pogląd na to zagadnienie. Model Sandero widzę głównie jako samochód flotowy, czy to należący do firmy prywatnej czy służb państwowych. Generalnie jako samochód głównie do pracy oraz reprezentacyjny. Jest to samochód prosty, tani, technologicznie mało zaawansowany, ale jednocześnie wyposażony według obecnych standardów, spełniający wszystkie normy emisji spalin i bezpieczeństwa, oraz który wygląda na zdecydowanie droższy niż faktycznie jest, zwłaszcza w wersji Stepway. Wersja ta, poza dzielniejszym wyglądem oferuje również może nie tyle właściwości terenowe, co zwyczajnie większą tolerancję na nieprzyjazne miejskim autom nawierzchnie. Prześwit zwiększony o 40 mm pozawala na pokonanie wszelkich krawężników czy progów, oraz ułatwia wsiadanie i wysiadanie. Wszystkie te cechy zdają mi się być cechami idealnego kandydata na na przykład auto służbowe kierownika budowy, albo przedstawiciela handlowego, lub przykładowo wozu patrolowego straży granicznej. Możliwości jest wiele.

Dacia Sandero Stepway w mojej opinii jest świetną propozycją dla firm i służb, z powodu wszystkich wymienionych powyżej cech. Patrząc na konkurencję można jedynie utwierdzić się w tym przekonaniu, gdyż konkurencji… w zasadzie nie ma. Dacia jest ostatnią tak tanią marką, w której można dostać tak wiele za tak niewiele i w tak prostym i klarownym wydaniu. Oczywiście, jeśli dysponujesz ograniczonym budżetem a chcesz nowe auto, sprawdzi się ono również jako prywatne, czy nawet do pewnego stopnia rodzinne. Jednak użytkowanie tego auta nie będzie miało nic wspólnego z emocjami czy dziecięcą frajdą. To po prostu samochód, środek transportu. W możliwie najczystszej i najprostszej formie.

Samochód do testów dostarczyła Dacia Polska, dziękujemy!

Dacia Sandero Stepway 0.9 TCe 90 KM

od 49 800 zł
6.2

Wygląd

9.0/10

Zawieszenie

7.5/10

Dyamika

6.5/10

Silnik

5.5/10

Wydech

7.7/10

Pozycja za kierownicą

4.0/10

Użytkowanie

8.5/10

Radość z jazdy

3.0/10

Fejm na ulicy

4.0/10

+ Plusy

  • Cena
  • Bardzo cichy silnik
  • Spalanie w mieście
  • Prostota
  • Prezencja - wygląda na droższe
  • Bogate wyposażenie w stosunku do ceny
  • Względna dynamika

- Minusy

  • 3-cylindrowy wysokoobrotowy silnik, niezbyt przyjemny w obyciu
  • Dziwna praca pedału gazu i przepustnicy - ciężko ruszyć gładko i dynamicznie zarazem
  • Dziwna i irytujące regulacja wysokości fotela
  • Brak regulacji kierownicy w płaszczyźnie przód - tył
  • Walka o życie przy prędkościach autostradowych