Saturn Seria S – Kosmiczny duch w kompaktowym ciele

Jak uratować koncern przed ofensywą małych i ekonomicznych aut konkurencji? Najlepiej swoim własnym małym i ekonomicznym autem.

Jest połowa lat osiemdziesiątych XX wieku. Świat amerykańskiej motoryzacji pogrążony jest w rozpaczy i tęsknotą za czasami dominacji, a wręcz monopolu na swoim rodzimym rynku. Najgłośniej płacze General Motors- niegdysiejszy król sprzedaży. Dziś wciąż kąsany przez japońskich agresorów z Toyoty czy Nissana staje się coraz słabszy. Na gwałt potrzebne jest opatrzenie ran i antybiotyk, aby znów walczyć o klienta. Dotychczasowe leki w postaci mniejszych, ale wciąż staromodnych i fatalnie wykonanych Chevroletów Citationów i innych modeli z X Body jedynie “uśmierzały” ból. W końcu stwierdzono, że należy zadziałać zdecydowanie i bez półśrodków. Tak mniej więcej narodziła się w głowach zarządu GM nowa marka- Saturn. Czym jednak miała ona być, co sobą reprezentować i do jakiej grupy docelowej miała trafiać?

Saturn – Nowa marka dla nowych klientów

Po tym wstępie niczym z reklamy leków na grypę odpowiedzmy sobie co takiego miały japońskie samochody czego nie miały amerykańskie? Nowoczesne nadwozia, mniejsze, ekonomiczniejsze silniki i zdecydowanie lepsze wykonanie. GM o tym wiedziało i to właśnie Saturn miał być nowym otwarciem. Marka nie miała być bowiem tylko zmianą znaczka z Chevroleta czy Pontiac’a, a czymś zupełnie nowym. Dla Saturna powstała nowa linia silników, zupełnie odmienny design, a samochody były produkowane w osobnych zakładach. Całe auto oparto o nową platformę Z, która była endemiczna dla tej marki. Starano się także przykładać większą uwagę do jakości wykonania. Gdy rozpoczęto pracę nad wyglądem popularnego auta przyszłości zastanawiano się nad koncepcją karoserii. Bardziej klasyka czy coś futurystycznego? Pierwsze prototypy w połowie lat osiemdziesiątych zapowiadały raczej stonowane kształty. Z czasem jednak styliści doszli do wniosku, że efektywniejszym i zarazem efektowniejszym rozwiązaniem będzie bardziej odważny design, który nie tylko będzie doganiał resztę świata, ale też sam w sobie będzie przyciągać uwagę.

Kto miał być głównym odbiorcą docelowym? Chciano trafić przede wszystkim do młodszej klienteli, zarówno tych tej z rodziną jak i bez. Zdecydowano, że dla takich osób odpowiedni będzie kompakt w trzech wersjach nadwoziowych- sedan, kombi i coupe. Saturny S w celu odchudzenia, uodpornienia na wgniecenia i zniwelowania korozji posiadały elementy karoserii wykonane z tworzywa sztucznego, co było jak na tamte czasy wyjątkowym i nowatorskim rozwiązaniem. Pod koniec lat osiemdziesiątych nowa marka i jej pierwsza seria modelowa była gotowa do walki o klienta.

Jednolitość, minimalizm i fascynacja klinem, czyli design Saturna S sedan

W 1990 roku, kiedy Saturn ujrzał światło dzienne prezentował bardzo nietuzinkowy, zwłaszcza jak na kraj pochodzenia, wygląd. Zacznijmy od sedana. Ostre linie na kształt klina, przypominające te z Citroena XM w połączeniu z brakiem grilla pomiędzy minimalistycznymi, prostokątnymi, wąskimi reflektorami wyglądały zadziornie. Futuryzmu z kolei dodawały mu takie smaczki designerskie jak spore przeszklenie czy ogromna, tylna, wygięta szyba zachodząca na boki nadwozia. Do tego jednolitość karoserii bez nie potrzebnych ozdobników, wytłoczony na tylnym zderzaku napis “Saturn” czy tylna klapa zaprojektowana tak, że jej górna krawędź wyglądała niczym mały spoiler dodawały uroku. Krótko mówiąc Saturn S w odmianie sedan to naprawdę bardzo ładnie, ciekawie i nowocześnie zaprojektowany samochód i zdecydowanie mógł się podobać.

Zgrabne, niebanalne, małe kombi? Można jak najbardziej!

Kombi także zdecydowanie nie było brzydkie. Pomimo że taka, a nie inna forma wymaga odpowiedniego kształtu tyłu, stylistom General Motors udało się stworzyć całkiem sympatycznie wyglądającego kompakta dla rodzin. W tej odmianie, dzięki dodatkowemu oknu za tylnymi drzwiami uwypukliła się kapitalna wręcz widoczność. Tak jak w sedanie widzimy słupki “przykryte” przyciemnianą szybą co daje złudzenie wielkiej, szklanej kapsuły. Z tyłu nie ma już takich fantazyjnych linii co w sedanie, ale to nie znaczy, że Saturn S kombi wygląda źle. Szkoda jedynie, że próg załadunkowy jest dość wysoki.

Saturn SC to definicja mody na nadwozia Coupe lat dziewięćdziesiątych

Na deser nadwozie mające zaspokoić apetyt na sportowe wrażenia (głównie wzrokowe) młodych kierowców. Odmiana coupe pod oznaczeniem SC, co nietypowe na GM, w niczym nie przypomina pozostałych wersji. Praktycznie każdy widoczny element karoserii był zupełnie inny. Widzimy więc bardzo aerodynamiczną i lekko zaobloną bryłę. Sportowe nawiązania w postaci podnoszonych reflektorów i szerokich, niemal stykających się tylnych lamp świetnie współgrają z po raz kolejny wielkim przeszkleniem kabiny, co razem daje kwintesencję przełomu dwóch ostatnich dekad XX wieku. Do tego detale takie jak “turbinowe” felgi, szeroka czcionka napisów czy aerodynamiczne lusterka nie tylko świetnie tu pasują, ale także mają takie nieco “synthwave’owe” i lekko kosmiczne konotacje, tak charakterystyczne dla tamtych lat. Saturn SC to futuryzm, połączenie kantów z obłościami, pop-up’y i prostota formy. Stylistom udało się zaprezentować tę esencję mody tamtych lat w tak małym nadwoziu w stu procentach. Pewnie wielu z Was pomyśli, że nie ma czymś się podniecać. Przecież to zwykły, mały kompakt o trzydrzwiowym nadwoziu ze słabym silnikiem. Być może. Ja widzę tu jednak raczej piękny przykład namiastki sportowości połączonej z bogactwem motoryzacyjnych artefaktów minionych czasów. Patrząc na Saturna SC żałuję, że ta moda jest już dawno za nami.

Kosmiczne wnętrze na każdą kieszeń

Po otwarciu drzwi Saturn witał swoich pasażerów po raz kolejny nietuzinkowym wzornictwem. Z projektu kokpitu biły w oczy dwie cechy: lekkość i obłość. Patrząc na deskę rozdzielczą mam wrażenie, że waży 5 kilogramów. Mówię to znaczeniu pozytywnym. Wszystko wyglądało tak subtelnie, samochód nam się nie narzucał. Nie przypomina to innych amerykańskich aut. Ciekawie zaprojektowana konsola centralna w połączeniu z wyokrąglonym miejscem poduszki powietrznej dla pasażera i niską wysokością całego kokpitu według mnie robiła bardzo dobre wrażenie.

Nowa mechanika z poszanowaniem ekonomii

Idea Saturna zakładała zupełną odrębność względem pozostałych marek koncernu. Częścią tej niezależności była gama silnikowa. Seria S posiadała jeden motor benzynowy, ale w trzech wersjach. Silnik ten miał pojemność 1.9, posiadał oznaczenie l4, aluminiową głowicę i był stworzony specjalnie na potrzeby tego auta. W zależności czy mamy do czynienia z ośmio bądź też szesnastozaworową odmianą jednostka ta mogła mieć moc odpowiednio 85, lub 124 konie mechaniczne. Do wyboru były też dwie skrzynie biegów- pięciobiegowy manual i czterobiegowy automat. Być może ten silnik nie robił z Saturna rakiety, ale dzięki niewielkiej masie wynoszącej nieco ponad tonę i niezłej aerodynamice nowy samochód GM wstydu nie przynosił. Wręcz przeciwnie. W końcu oferowano auto, którego de facto oczekiwali odbiorcy, zwłaszcza młodzi, zachłyśnięci importem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Warto przy tej okazji wspomnieć o osiągnięciu, o które mało kto posądziłby Amerykanów. Saturn S z podstawowym silnikiem był jednym z najekonomiczniejszych aut na ówczesnym rynku. Spalał bowiem zaledwie 5,9 l / 100 km w cyklu mieszanym, co było nie lada sukcesem.

Odbić klientów Hondzie i Toyocie

Amerykanie wydali ogromne pokłady swoich funduszy odbierając od ust swoim pozostałym markom aby jak najskuteczniej nasycić nowy, obiecujący projekt. Innowacyjny, nowoczesny i przyszłościowy samochód choćby nie wiem jak dobrze wyglądał na zdjęciach, prezentacjach i papierze, musi na siebie zarabiać. Zwłaszcza, kiedy wydano na niego bardzo dużo i pokłada się w nim spore nadzieje. General Motors liczyło więc na wielkie zainteresowanie i równie dużą sprzedaż. Ta okazała się naprawdę niezła, choć nie tak dobra jak życzyliby sobie szefowie GM. Aby spłacić fundusze powierzone na konstrukcje i odseparowanie techniczne marki od reszty, Saturn powinien być bestsellerem w swojej klasie, a tak niestety nie było. Stawał się jednak coraz popularniejszym widokiem na ulicach, a klienci chwalili go za obszerne wnętrze, ciekawy design i świetną mechanikę. Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że Saturny S były sprzedawane nie tylko w USA, ale także w Kanadzie, Japonii i Tajwanie.

Drugie podejście

Potencjał Saturna zdecydowanie nie był jeszcze w pełni wykorzystany. Moda jednak przemijała i bardzo prędko okazało się, że kanciaste kształty pierwszej generacji serii S stały się passe. Większość aut stawała się coraz bardziej okrągła. Saturn nie pozostał obojętny wobec nowych trendów i już w 1996 roku pojawiła się nowa, a tak naprawdę bardzo mocno zmodernizowana, generacja kompakta. Drugie wcielenie było kontynuacją pierwotnej idei z końca lat osiemdziesiątych. Mamy tu więc te same silniki, skrzynie biegów, zawieszenie, a także technika plastikowych elementów nadwozia. Zmianie uległ głównie wygląd.

Unowocześnione rodzinne wersje nadwoziowe

I tak wszystko co było dotychczas kanciaste stało się owalne. Krągłości pojawiły się dosłownie wszędzie: na zderzakach, błotnikach, lusterkach czy klamkach. Owalne stały się nawet ramki bocznych szyb. Oprócz tego powiększone zostały przednie reflektory zbliżając je nieco do siebie. Sedan stracił niestety charakterystyczną tylną szybę na rzecz tradycyjnej. Pojawiły się także nowe tylne światła.

Coś dla młodszych odbiorców

Poważniejszą metamorfozę przeszedł model SC. Stracił on uwielbiane przeze mnie, ale odchodzące wówczas do lamusa podnoszone reflektory. W zamian Coupe dostał bardzo podobne do tych z sedana i kombi. Obła aerodynamiczna linia nadwozia została zachowana, jednak po stronie kierowcy zobaczyć mogliśmy dwoje drzwi. Z drugiej strony natomiast tylko jedno. To osobliwe rozwiązanie (znane z późniejszego Hyundaia Velostera) pozwalało na wygodniejsze wsiadanie na tylny rząd siedzeń. Dodatkowe drzwi otwierały się w przeciwnym kierunku co przednie, a pomiędzy nimi karoserię pozbawiono słupka. Dlaczego? Po pierwsze większa wygoda wsiadania, a po drugie sztywność nadwozia została zachowana dzięki grubości tylnych drzwi i ich braku z drugiej strony. Tył został zmodernizowany otrzymując, według mnie, paskudne, wielkie i zabijające sportowo-zabawkowy charakter poprzedniej generacji. Wygląda to bardzo ciężko.

Nowe-stare wnętrze

Z kolei wnętrze praktycznie nie przeszło żadnych zmian. Faktycznie w 1996 roku wciąż wyglądało świeżo i w mojej opinii atrakcyjnie. Nie trzeba było więc na siłę obciążać i tak pękającego w szwach budżetu General Motors.

Coś poszło nie tak…

Pomimo tego Saturn nie był wystarczająco dochodowy. Koszty zaprojektowania były niewspółmierne do wyników sprzedaży. Początek nowego tysiąclecia przyniósł drugi, lekki lifting obejmujący delikatne zmiany w wyglądzie reflektorów i deski rozdzielczej. Nic jednak nie było w stanie poprawić sytuacji. Saturn S po prostu się zestarzał i jego czas powoli nieubłaganie przemijał. Ponadto coraz cięższa kondycja finansowa General Motors zdecydowanie nie pomagała młodej marce w pokonaniu impasu. W 2002 roku z taśmy montażowej w Spring Hill w stanie Tennessee zjechał ostatni egzemplarz serii. Następcą stał się Saturn ION, który pomimo wciąż oryginalnego wyglądu i zachowaniu kilku charakterystycznych cech poprzednika nie był już tym samym. Był bowiem, typowo dla GM, zwykłym Chevroletem w innej karoserii. Pierwotny duch marki odszedł w 2002 roku.

Przemyślana idea, zbyt futurystyczna forma

Czy jest w tym coś dziwnego, że Saturn S nie był panaceum na wszystkie kłopoty GM? Wydaje mi się, że nie. Koncern wziął na swoje barki bardzo kosztowny i ambitny, a zarazem od początku dość trudny do zrealizowania pomysł. Konstruowanie i projektowanie zupełnie od zera popularnego samochodu produkowanego w osobnych zakładach z własnymi silnikami to nie lada wyzwanie dla producenta jak i gotowego samochodu na rynku. Saturn S był bardzo ciekawym, wręcz futurystycznym jak na USA kompaktowym autem z ciekawymi rozwiązaniami. Wydawać by się mogło, że jest to przepis na sukces i odbicie się od dna. Saturn S pokazał ostatecznie General Motors, że nie warto inwestować spore fundusze w osobny, całkiem odseparowany od reszty portfolio model, bo zwyczajnie bardzo ciężko jest na nim zarobić.

Zdjęcia: Wikipedia, FavCars.com, consumerguide.com, carstyling.ru