[RECENZJA] Drive to Survive S4 – gniot czy naprawione błędy sprzed roku?

11 marca 2022 roku Netflix opublikował czwarty sezon serialu Drive to Survive. Niestety po raz kolejny są mieszane uczucia.

Formuła 1 od długiego czasu cieszy się ogromną popularnością. Nie tylko dlatego, że jest królową sportów motorowych, ale też właśnie od niedawna dzięki Netflixowi. Serwis VOD z Los Gatos wypromował w ten sposób Formułę 1 głównie w Stanach Zjednoczonych, ale i nie tylko tam. Takowy serial, który został po raz pierwszy wypuszczony na tę platformę, ukazał się w 2019 roku. Mówi nam, co się dzieje za kulisami padoku F1, ale też pokazuje to, czego nie zobaczymy podczas transmisji wyścigu. Kiedy wypuszczono pierwszy sezon, każdy był dosłownie zachwycony tą produkcją, lecz z roku na rok nowe sezony coraz bardziej odstawały od pierwszego. Wypuszczono kolejne 10 odcinków i niestety trochę zawodu było. Sezon F1 oczywiście się opierał głównie na walce o mistrzostwo świata między Hamiltonem i Verstappenem, który odmówił udziału w tym serialu. Max oczywiście pojawiał się, lecz nie udzielał tam wywiadów, a zamiast tego twórcy Drive To Survive postanowili brać urywki ze wszelakich wywiadów telewizyjnych. Oczywiście, żeby napisać dla was wszystkich tę recenzję, musiałem obejrzeć tę fantastyczną produkcję.

Daniel Ricciardo McLaren

Zacznijmy od pozytywnych rzeczy, które przykuły oczy wszystkich oglądających. Generalnie można wyróżnić pewne odcinki – jeden bardzo dobry i kilka genialnych. Tym dobrym był w moim odczuciu odcinek z Haasem. Wtedy pokazali to, co każdy lubił w poprzednich edycjach – jak mroźne były relacje między rodziną Mazepinów, a zespołem. Dimitrijowi Mazepinowi non stop coś się nie podobało i jak synalkowi nie wychodziło, uznawał, że ma to głęboko gdzieś i groził odejściem ze sponsorowania. Genialnymi odcinkami nie mogły być inne niż dziewiąty i dziesiąty, które odzwierciedlają batalię między Maxem a Lewisem. Dodając do tego soczyste wypowiedzi Toto Wolffa i Christiana Hornera mogę uznać, że gdyby serial polegał tylko na tych dwóch wyścigach, brałbym to w ciemno.

Drive to Survive

Niestety nie obyło się bez minusów, których była masa. Pierwszym z nich to wypowiedzi dwóch osób, a dokładniej Willa Buxtona i Toto Wolffa. Amerykanie wepchnęli dziennikarza moim zdaniem dosłownie wszędzie, gdzie się dało. Halo? Netflix? Może niech Will Buxton w następnym sezonie będzie narratorem – tak często się pojawia – a jak się pojawiał, to gadał jak potłuczony. Najbardziej spodobał mi się komentarz: “Lewis Hamilton jest niesamowicie czystym kierowcą.”. Wcale Lewis nie wysłał swojego rywala do szpitala, po tym jak uderzył w bandę z siłą 51G, a potem cieszył się, jak gdyby nigdy nic. Toto też nie próżnował w głupotę przy swoich wypowiedziach, gdzie to Verstappen “zabił” Hamiltona na Monzy. Owszem, mogło coś się Hamiltonowi stać, ale nic poważnego się nie wydarzyło.

Drive to Survive

Drugą rzeczą na minus jest skupienie się na kilku wyścigach. Do porzygu powtarzane były Monako, Silverstone, Monza i Hungaroring. Pojawiały się też oczywiście Bahrajn, Imola, Portimao, Losail, Dżedda i Abu Dhabi, ale są też inne tory w kalendarzu. Kolejny minus to pomylone sceny i komunikacje radiowe, które kompletnie nie pasowały. Było tak rok temu, ale Netflix dalej śpi. Pominięcie całej ekipy Astona Martina i Alfy Romeo też jest wielkim minusem. Ani słowa nie było o tym, że Kimi Raikkonen kończy karierę. Wplątanie “bezstronnej” Susie Wolff w wątek z Toto oraz Christianem było kompletnie od czapy. Nie no, przecież Susie wcale nie wzięła z Toto ślubu, nie mają dzieci oraz nic ich nie łączy. Kompletnie nic.

Przyszedł czas na creme de la creme, czyli na “walkę debiutantów” między Tsunodą i nie uwierzycie… Oconem. Zapomnieli chyba, że Ocon jeździ w Formule 1 od 2016 roku. Owszem, miał przerwę w 2019, ale rok później on już wrócił. Też rozbawiające jest to, że dramatyzowali ich walkę podczas GP Francji o bardzo poważną stawkę, jaką była trzynasta pozycja.

Moim zdaniem Drive To Survive dalej będzie produkcją, która będzie przyciągać fanów do tego sportu. Jednakże, czy uważam, że warto obejrzeć nowy sezon? Jeżeli zaczniecie oglądać od początku – nie bardzo, bo po drugim lub trzecim odcinku położycie się spać. Akcja dzieje się dopiero od czwartego odcinka, gdzie występuje Haas. Potem znowu nic, ale dwa ostatnie odcinki to swoista wisienka. Pierwotnie miała być na pierwszym torcie, który okazał się zakalcem, a wylądowała ostatecznie na tym drugim, który był dobry.

foto. oficjalny trailer serialu, Formuła 1