Nasze przewidywania na ostatnie wyścigi sezonu 2021 F1

W tym tekście chcielibyśmy nieco poopowiadać bajki albo pobawić się w wróżbitę. Postaramy się zanalizować to, co może się wydarzyć w nadchodzących siedmiu wyścigach w walce o tytuł F1 w 2021 roku. Jest wiele zmiennych, które mogą mieć kluczowe znaczenie w tej walce – rozwój samochodu i silnika, kiedy (nie czy) Lewis Hamilton sięgnie po czwarty silnik i jak obaj kandydaci do mistrzostwa będą się ścigać między sobą na torze. Zapraszamy na analizę.

Tory, które nam zostały

Zostało siedem bardzo różnych i ciekawych torów w tegorocznym kalendarzu. Jedne znane, jedne mniej znane, a dwa (Arabia Saudyjska i Katar) w ogóle dla fanów F1 nieznane. Niektóre są bardziej kręte, inne mają więcej prostych… Ale po kolei:

  • Istanbul Park – tor bardzo techniczny i wymagający. Nie powinno być tak dużych problemów z przyczepnością, jak rok temu, ponieważ niemało innych serii wyścigowych ścigało się tu wcześniej. Oczywiście najbardziej charakterystycznym miejscem jest słynny, czterowierzchołkowy zakręt numer 8. Kierowcy ważą tu chwilowo około 350 kg (siła przeciążenia – 5G). Poza tym mamy tutaj sporo prostych i mocnych dohamowań. Zakręty są tutaj zarówno bardzo wolne, jak i bardzo szybkie. Można tutaj wyprzedzać, z tym powinno być znacznie prościej niż na torze w Soczi. Kierowcy ścigali się tu ostatnio, nie licząc zeszłego roku, w sezonie 2011. Dane z zeszłego roku będą raczej bezużyteczne ze względu na stopień przyczepności i bardzo niesprzyjającą pogodę podczas ostatniego Grand Prix. Tym razem nawierzchnia nie powinna zachowywać się jak tafla lodu.
    Mercedes czy Red Bull? Trudno powiedzieć. Z jednej strony silnik Mercedesa na prostych powinien dać przewagę, o której mówił między innymi Pierre Gasly. Z drugiej strony kręte sekcje z wieloma ciekawymi zakrętami powinny dać lekką przewagę zespołowi z Milton Keynes. Stawiałbym tu raczej na Mercedesa. Poza tym, Hamilton bardzo lubi ten tor. Pamiętamy, w jak wspaniałym stylu wygrał tu w zeszłym roku. Również tutaj, jeszcze w GP2 w 2006 roku, zaliczył jeden z najbardziej spektakularnych “comebacków” w seriach juniorskich w historii, przebijając się po niesamowitych manewrach wyprzedzania na 2. pozycję (brzmi znajomo).
  • COTA – tor już dobrze znany, również dość techniczny. “Klejanka” z najlepszych torów na świecie w wydaniu Hermanna Tilke daje nam często emocjonujące wyścigi. Wyprzedzanie jest tu dość łatwe. Sekcja stadionowa po najdłuższej prostej oferuje nierzadko wspaniałe pojedynki między kierowcami. Tutaj wyróżniającym miejscem jest pierwszy zakręt, do którego podjazd wynosi aż 40,5 metra w ciągu 200 metrów. Dzięki temu starty są tutaj bardzo ciekawe. Ten tor bardzo lubi Lewis Hamilton. Wygrał na tym torze aż pięciokrotnie, często dominując w wyścigu. Max jednak także bardzo ceni sobie COTA. Tutaj w 2018 roku, bez żadnych dziwnych okoliczności, z 18. miejsca przebił się na 2. pozycję, prawie wyprzedzając Kimiego Raikkonena. Rok później też jechał w wyścigu dość blisko Mercedesów, mimo posiadania znacznie wolniejszego auta od ekipy z Brackley. Tutaj dajemy szansę pół na pół obu kierowcom. Być może jednak tutaj Lewis wystartuje z nowym silnikiem z końca stawki.
  • Autodromo Hermanos Rodriguez – tor z niesamowitą atmosferą i cudownymi kibicami, wspierającymi Sergio Pereza. Sekcja stadionowa wypełniona po brzegi kibicami jest absolutnie wyjątkowa. Sam tor jednak sporo stracił na przebudowie. Jest niezbyt płynny, sekcja szybkich zakrętów jest teraz mało ekscytująca. Posiada też sporo wolnych zakrętów. Nie jest to ulubiony tor do jazdy dla kierowców F1. Mimo, iż ten tor ma ponad kilometrową prostą zakończoną dohamowaniem, to sekcja stadionowa z wolnymi zakrętami, która znajduje się przed długą prostą, utrudnia utrzymanie się za rywalem – trudno jest potem o manewr wyprzedzania. Żaden z wyścigów nie był tu zbyt ekscytujący, ale atmosfera panująca na tym torze daje ogromną wartość dodaną temu Grand Prix. Tutaj zawsze mocny był Red Bull i Max – Holender wygrał tu dwa wyścigi z dużą przewagą. Lewis też tu wygrał wyścigi 2-krotnie, ale zawsze miał tu problemy, a Mercedesowi nigdy ten tor nie leżał. Tutaj spodziewamy się sporej przewagi Red Bulla. Jest to ewidentnie ich tor. Przewidujemy, iż Lewis właśnie tu może wystartować z końca stawki za nieregulaminową zmianę silnika, bo raczej ciężko będzie mu tu walczyć na równi z Maxem.
F1
  • Interlagos – to klasyczny tor, lubiany przez wszystkich. To tutaj naszym zdaniem jest idealne miejsce na koniec sezonu F1. Często mamy tu emocjonujące wyścigi, Brazylijscy fani są również wspaniali. To tor, gdzie odbywają się wyścigi F1 już od 1973 roku. Nitka toru jest bardzo krótka, z dużą różnicą poziomów, dającą sporo frajdy kierowcom. Jest tu gdzie wyprzedzać, zawsze mamy interesujące pojedynki w “S-kach” Senny. W dodatku nierzadko zdarza się tu deszcz. Ten tor nigdy nie leżał Hamiltonowi, a Maxowi – a i owszem. To był jeden z torów, gdzie Hamilton wygrał dopiero w 10. sezonie swoich startów w 2016 roku, wcześniej zawsze coś lub ktoś zagradzał drogę do wygranej. Max za to prawie wygrał wyścig w 2018 (pamiętna kolizja z Oconem), a w 2019 był bezkonkurencyjny, cudownie atakując Lewisa po zewnętrznej w pierwszym zakręcie po restarcie. Red Bullowi pasuje ten tor. Spodziewam się na tym obiekcie lekkiej przewagi Maxa.
  • Losail International Circuit – jeden z dwóch nowych obiektów w końcówce tego sezonu. Warto zobaczyć okrążenie toru tutaj. Tor, który głównie jest znany fanom MotoGP, jest bardzo wymagający technicznie, z niewielką ilością prostych poza ponad kilometrową prostą startową. Dla kierowców może się okazać on bardzo interesujący. Spodziewam się jednak niezbyt wielu manewrów wyprzedzania, ponieważ trudno będzie się utrzymać w zakrętach przez całe okrążenie tak blisko, aby móc zaatakować na końcu długiej prostej. Ewentualnych manewrów możemy spodziewać się też przed zakrętem cztery i szesnaście, ale raczej nie będą one tam częste. Spodziewam się tu dość sporego zużycia opon i ciekawych szachów strategicznych. Losail przypomina nam nieco tory w Portugalii i Hiszpanii, które w tym roku trochę bardziej odpowiadały Mercedesowi. Dlatego wydaję nam się, że zespół z Brackley może mieć tutaj lekką przewagę.
F1
  • Jeddah Street Circuit – to kolejny zupełnie nowy tor w 2021 roku. Ten obiekt w założeniu ma być szybkim i ekscytującym obiektem. Okrążenie toru warto zobaczyć tutaj. Połączenie barier blisko toru z szybkimi zakrętami ma dać nieprzewidywalne wyścigi. Czy tak będzie – wątpimy. Nitka obiektu jest najdziwniejsza od wielu lat. Dużej części zakrętów mogłoby równie dobrze nie być, a miejsc do wyprzedzania są dwa, może trzy. Jednak powinniśmy zobaczyć tu ciekawe pojedynki. Tutaj spore znaczenie będzie miał silnik, ale kręte sekcje i nieco niestandardowa nitka może dać przewagę Red Bullowi. Spodziewam się tu bardzo wyrównanej walki między oboma zespołami. Ten obiekt przypomina tor w Baku, więc jeden wypadek lub Safety Car może wywrócić nam całą stawkę do góry nogami. Stawiamy jednak na Byki.
  • Yas Marina – tor dobrze znany kierowcom i fanom. “Lotnisko” od lat kończy sezon F1. Sceneria jachtów oraz wyścig zaczynający się o zmierzchu, a kończący przy zupełnych ciemnościach są znakami rozpoznawczymi dla tego miejsca. W tym roku tor zostanie przebudowany, dzięki czemu mamy oglądać ciekawsze wyścigi. Znacznie łatwiej będzie się utrzymać za rywalem w obecnej “piątce” niż starej “siódemce”, a nawrót na początku trzeciego sektora przypomina mi nieco zakręt 11 w Le Castellet, gdzie oglądaliśmy kilka bardzo ciekawych pojedynków między kierowcami. Historycznie to Mercedes tu rządził, ale w zeszłym roku to Max wygrał tu ze sporą przewagą. Uważam, że Mercedes może mieć tu lekka przewagę, ale to będzie ostatni wyścig w tej walce, więc naprawdę trudno powiedzieć, co się wydarzy.

Pojedynek na torze i nie tylko

Walka o tytuł w tym sezonie to przede wszystkim pojedynek dwóch prawdopodobnie najlepszych kierowców w obecnej stawce. Na takie starcie F1 czekała od lat. Dotychczas to Lewis częściej odpuszczał Maxowi, ale nie zawsze. Dwukrotnie zderzyli się już ze sobą, dwukrotnie spektakularnie. Na pewno dojdzie do kolejnej kolizji między tymi zawodnikami, być może jeszcze nie jednej. Max wydaje się bardziej zrelaksowany od Lewisa. Mimo iż to Brytyjczyk jest bardziej doświadczony w tej walce, to ostatnio popełnia dziwne błędy. W kwalifikacjach w Rosji dwukrotne uderzył w bandę, wcześniej w treningu potrącił mechanika, a we Włoszech zaliczył bardzo słaby start, który mocno utrudnił walkę o, jak się zdawało, łatwe zwycięstwo. W dodatku musi wziąć czwarty silnik. Przejechanie 22 weekendów wyścigowych na trzech silnikach jest praktycznie niemożliwe do wykonania.

Jednak walka o tytuł to nie tylko walka na torze. To także wojna technologiczna między zespołami, forma i użyteczność dla Lewisa i Maxa ich team-mate’ów – Valterriego i Sergio – oraz pojedynek psychologiczny między kierowcami i zespołami. Red Bull przywozi więcej poprawek w tym sezonie do bolidu oraz ma nieco większy potencjał rozwoju auta jeszcze w tym sezonie. Mercedes nie ma tylu pakietów na ten sezon, ale ciągle ma porównywalne osiągi z Red Bullem. Co do kierowców, to Bottas wydaje się teraz zdecydowanie lepszy i skuteczniejszy niż Perez. Meksykanin znowu się pogubił. W sześciu ostatnich wyścigach zdobył tyle punktów co… George Russell w Williamsie. W ten sposób Perez zdecydowanie nie pomaga Red Bullowi. Jeżeli Sergio się nie poprawi, to Mercedes powinien wygrać ten pojedynek ze stajnią z Milton Keynes.

Pojedynek psychologiczny

Tutaj dotychczas lepiej wypada Mercedes. W wojnie po kolizji z Grand Prix Wielkiej Brytanii między szefami zespołów dużą klęskę poniósł Christian Horner. Widać to było przy okazji Grand Prix Węgier, gdzie Red Bullowi nic nie szło, dodatkowo mieli pecha, a nastroje były generalnie co najmniej ponure. W dodatku Mercedes teraz zdołał zyskać lekką przewagę mocy silnika, dzięki lepszemu spalaniu oleju w komorze. Rozwiązanie wydaje się nie do końca legalne, ale Red Bull nie potrafi udowodnić winy zespołowi z Brackley. Jednak teraz, pod koniec sezonu, emocje mogą narastać i ciężko powiedzieć, który zespół lepiej zniesie presję.

F1 Verstappen Hamilton

Natomiast w pojedynku psychologicznym między Lewisem a Maxem to Holender wydaje się być górą. Wydaje się być naprawdę zrelaksowany tak samo, jak by walczył o jedenaste, a nie o pierwsze miejsce w klasyfikacji kierowców. Zdołał wytrzymać presję w Zandvoort, gdzie oczekiwania były ogromne. Niewielu kierowców byłoby w stanie tak dobrze znieść presję lokalnej społeczności. Popełnia też mniej błędów niż Lewis. Szczególnie w Rosji wcześniej wspomniane błędy Brytyjczyka były… dziwne i nie przystające do siedmiokrotnego mistrza świata. Verstappen w zamian odważnie atakuje, efektownie przebijając się z końca stawki. Lewis z kolei jeździ ciągle na niesamowicie wysokim poziomie. Potrafi być cierpliwy – jak w Rosji czy w Portugalii, zabójczo skuteczny – jak w Hiszpanii czy w Wielkiej Brytanii. Dalej jest piekielnie szybki. Ciężko powiedzieć, czy to najlepszy sezon Lewisa, ale na pewno wspina się aktualnie na swoje wyżyny.

Oboje nie są niezniszczalni i zdarzają im się wpadki. Czekamy jeszcze na sztuczki Lewisa, których albo nie było, albo były nieskuteczne. Ciekawe, jak do nich odniesie się Max. Na razie znakomicie daje sobie radę sobie z presją walki o tytuł Mistrza Świata F1. Lewis jednak ma olbrzymie doświadczenie i nierzadko potrafi wyczarować coś z niczego. Pytanie, czy realnie pomoże ono Lewisowi w tej walce.

Podsumowanie – F1 nareszcie dostarcza piękny spektakl

Aktualnie to Max Verstappen jest w lepszej pozycji, aby zdobyć tytuł. Jeżeli chodzi o silniki jest teoretycznie bezpieczny, a Lewis nie. Nie będzie raczej już w tym sezonie torów, które wyraźnie sprzyjają Mercedesowi, a będą takie, które zdecydowanie bardziej powinny odpowiadać Red Bullowi.

Niesamowity pojedynek dwóch gigantów zbliża się do końca. Dzięki temu mamy do czynienia z prawdopodobnie najlepszym sezonie F1 od 2008 roku. Miejmy nadzieję, iż to czysta walka kierowców zadecyduje o tym, kto zdobędzie tytuł, a nie awarie, dziwne kraksy, sędziowie czy inne pozasportowe względy. Cieszmy się tym sezonem i pojedynkiem, który nas czeka. Fani Formuły 1 dostali w końcu batalię, na którą po latach posuchy po prostu zasłużyli.

Foto. Autodromo Hermanos Rodriguez, Losail, Formuła 1