Esteban Ocon

Esteban Ocon wygrywa niewiarygodnie szalone GP Węgier!

Esteban Ocon uniknął problemów w szalonym starcie i odniósł piękne zwycięstwo. Podium uzupełnili Sebastian Vettel i Lewis Hamilton.

Weekend na Węgrzech praktycznie zawsze jest tym, który zamyka pierwszą część sezonu. Nie inaczej jest w tym roku, gdy Hungaroring gości jedenastą rundę, po której będziemy mieli cztery tygodnie przerwy. Dlatego tak ważne jest, żeby zaprezentować się tutaj jak najlepiej i w dobrych humorach udać się na zasłużone wakacje. Po sobocie pozytywne nastroje mogły panować w obozie Mercedesa. Lewis Hamilton zdobył Pole Position, z kolei pierwszy rząd uzupełnił Valtteri Bottas. Dopiero trzeci był Max Verstappen, w którego bolidzie po czasówce wymieniono silnik i jego komponenty. Drugi rząd na starcie dopełniał Sergio Perez, za którym ustawili się Pierre Gasly i Lando Norris. W czołowej dziesiątce znaleźli się także Charles Leclerc, Esteban Ocon, Fernando Alonso i Sebastian Vettel. Tuż przed rozpoczęciem rywalizacji nad torem zebrały się chmury, z których zaczął padać deszcz. Taki rozwój sytuacji zwiastował niezapomniane, niedzielne emocje.

GP Węgier start

Po zgaśnięciu czerwonych świateł prowadzenie utrzymał Lewis Hamilton, jednak Brytyjczyk miał za sobą Maxa Verstappena. Na piąte miejsce spadł Valtteri Bottas, który zbyt późno zahamował do pierwszego zakrętu i wjechał w Lando Norrisa. Kierowca McLarena w tym momencie stał się pasażerem i stratował Maxa Verstappena, z kolei Bottas wyrzucił z toru Sergio Pereza. Do przodu próbowali się przebić Ricciardo i Leclerc, jednak obaj zostali uderzeni przez nieodpowiedzialnego Lance’a Strolla. Ostatecznie w wyniku całego zamieszania z wyścigu odpadli: Bottas, Leclerc, Stroll i Perez. Na torze zostało niezwykle dużo odłamków, więc sędziowie zadecydowali o wywieszeniu czerwonej flagi. Z powodu karambolu niecodziennie prezentował się także układ sił, który prezentował się następująco: Hamilton, Ocon, Vettel, Sainz, Tsunoda, Latifi, Alonso, Russell, Raikkonen, Schumacher. W międzyczasie z rywalizacji musiał wycofać się Lando Norris, ponieważ uszkodzenia w jego bolidzie były zbyt poważne.

GP Węgier start, Esteban Ocon

Po kilkunastu minutach tor został uprzątnięty i zawodnicy mogli ustawić się na polach startowych. O dziwo uczynił to tylko Lewis Hamilton, gdyż reszta momentalnie zjechała do alei serwisowej po slicki. Brytyjczyk jako jedyny został na przejściówkach, więc po swoim postoju spadł na sam koniec stawki. W boksach popołudnie zakończył Nikita Mazepin, w którego bolid uderzył Kimi Raikkonen, błędnie wypuszczony przez swoich mechaników. Na prowadzenie wysunął się Esteban Ocon, za którym podążali Sebastian Vettel i Nicholas Latifi. Kłopoty z przebijaniem się przez stawkę mieli Verstappen i Hamilton, Brytyjczyk po dziesięciu okrążeniach znalazł się przed Antonio Giovinazzim. Kierowca Alfy Romeo chwilę później otrzymał karę 10 sekund stop&go za przekroczenie prędkości w boksach. Za kolizję z Nikitą Mazepin ukarany został Kimi Raikkonen, tym razem “normalnymi” dziesięcioma sekundami. W międzyczasie Max Verstappen stoczył zacięty pojedynek z Mickiem Schumacherem, z którego wyszedł górą po świetnym ataku w drugim zakręcie.

Max Verstappen, Mick Schumacher

Na 19 okrążeniu do swoich mechaników zjechał Lewis Hamilton, mając na celu podcięcie większości stawki. Na ten manewr odpowiedzieli Daniel Ricciardo i Max Verstappen, jednak obaj znaleźli się za Brytyjczykiem. Zaproszenie do boksu otrzymał także Carlos Sainz, jednak Hiszpan zdecydował się pozostać na torze. W alei serwisowej chwilę później pojawili się Yuki Tsunoda oraz Nicholas Latifi, dając kierowcy Ferrari pole do popisu. Po postoju wiatr w żagle złapał z kolei Hamilton, który momentalnie przeskoczył na siódme miejsce. Kolejnym celem Brytyjczyka był Yuki Tsunoda, który musiał skapitulować na 32 kółku. Przez długi czas świetną defensywę prezentował Mick Schumacher, jednak w końcu musiał oddać wyższość Russellowi. Niemiec wyraźnie zgubił przez to momentum, ponieważ przed kierowcą Haasa znaleźli się również Ricciardo z Verstappenem. Z przodu stawki tuż za Oconem trzymał się Vettel, który zdecydował się na podcięcie. Jego boks nie był niestety idealny, więc kierowca Alpine po swojej wizycie w alei serwisowej wciąż znajdował się z przodu.

Esteban Ocon, Sebastian Vettel

Przez moment na prowadzeniu znalazł się Fernando Alonso, dla którego była to pierwsza taka sytuacja od GP Węgier 2014. Hiszpan przejechał na czele 2 okrążenia i 31 kółek przed metą zameldował się w boksach. Walkę o trzecie miejsce toczyli Carlos Sainz i Lewis Hamilton, jednak Brytyjczyk nie mógł znaleźć sposobu na zawodnika Ferrari. Przez to Mercedes zdecydował się na wymianę opon w bolidzie swojego lidera. Do końca wyścigu pozostawały 22 okrążenia, więc momentalnie na myśl przyszła nam rywalizacja sprzed dwóch lat i świetna zagrywka strategiczna stajni z Brackley.

Lewis Hamilton, Carlos Sainz

Siedmiokrotny mistrz świata momentalnie rzucił się w pogoń i dość sprawnie dogonił Fernando Alonso. Kierowca Alpine pokazał swoje doświadczenie i fenomenalną jazdę defensywną, gdy był w stanie utrzymywać Brytyjczyka za sobą. W samej końcówce na dziesiąte miejsce wskoczył Verstappen, z kolei Lewis Hamilton wciąż nie mógł uporać się z Alonso. Pięć okrążeń przed metą Hiszpan musiał wreszcie skapitulować, co pozostawiło Carlosa Sainza w niebezpieczeństwie. Zawodnik Ferrari nie miał szans w starciu z Brytyjczykiem i stracił podium na trzy kółka przed końcem. Ostatecznie po ponad dwóch godzinach na pierwszym miejscu linię mety przeciął Esteban Ocon, który nie ukrywał swojego wzruszenia. Drugi dojechał równie szczęśliwy Sebastian Vettel, trzecie miejsce przypadło Lewisowi Hamiltonowi. Za podium przyjechali Carlos Sainz i Fernando Alonso, dalej znalazł się duet AlphaTauri. Ósme miejsce dowiózł Nicholas Latifi, tuż przed Georgem Russellem. Czołową dziesiątkę zamknął sfrustrowany Max Verstappen.

Lewis Hamilton, Fernando Alonso

Po wyścigu o GP Węgier na prowadzenie w klasyfikacji generalnej wrócił Lewis Hamilton. Brytyjczyk wyprzedza obecnie Maxa Verstappena o 3 punkty, trzecie miejsce utrzymał Lando Norris. Kierowca McLarena nie ukończył niedzielnej rywalizacji, podobnie jak jego najwięksi rywale, czyli Sergio Perez i Valtteri Bottas. Wśród konstruktorów na czoło wysunął się Mercedes, jednak Red Bull z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Mocno wyrównał się także pojedynek McLarena z Ferrari, który powinien trwać do samego końca sezonu. Po tak szalonym wyścigu wszyscy powinniśmy odpocząć, na szczęście teraz mamy na to aż cztery tygodnie. Dwunasta runda mistrzostw odbędzie się na Spa-Francorchamps, w ostatni weekend sierpnia.

Foto. materiały prasowe serii; Red Bull Content Pool