YouTube jako sponsor, spłacanie długów na eBay’u – historia US F1 Team

Formuła 1 ma za sobą kilka absurdalnych wpadek z zespołami w roli głównej, lecz historia US F1 Team jest na swój sposób wyjątkowa.

W poprzednim roku cały świat motorsportu patrzył z niedowierzaniem na to, co dzieje się w zespole Gene’a Haasa. Afera z Rich Energy w roli głównej była obiektem zarówno żartów, jak i zażenowania skierowanego w stronę włodarzy firmy produkującej napoje energetyczne. Forma zespołu również zleciała dość drastycznie. W ciągu zaledwie roku z lidera środka stawki zrobił się jeden wielki bałagan. Jednak nie każdy wie, że jeszcze w tym wieku inny zespół zza Oceanu Atlantyckiego był dostawcą komicznych scen w padoku. Chodzi rzecz jasna o US F1 Team.

Geneza

W latach 2008-2009 do FIA napłynęło ponad 10 kandydatur dotyczących ewentualnej możliwości wystawienia swojego zespołu w sezonie 2010. 12 czerwca 2009 roku ogłoszono, że przyjęto kandydatury trzech zespołów:

– Campos Grand Prix;
– Virgin Racing;
– US F1 Team.

Jak nietrudno się domyślić, nas zainteresuje ten ostatni. W 2008 r. Ken Anderson (były pracownik m.in. Williamsa) został zaproszony przez Hondę na GP Kanady. Nasiliło to wiele plotek – japoński producent miał zostać dostawcą silników dla nowego zespołu. Jak się wkrótce okazało, Amerykanie poparli pomysł i coraz więcej osób chciało zainwestować w zespół F1. Fakt o spotkaniu Kena z Rossem Brawnem i Nickiem Fryem jeszcze bardziej rozżarzył światek motorsportu.

Na początku 2009 roku do projektu dołączył się dziennikarz Peter Windsor, który w przeszłości był menadżerem topowych marek, na przykład Ferrari. Wkrótce sam Max Mosley potwierdził, że zespół złożył papiery, by w przyszłym sezonie wystawić swoje bolidy. Założyciele postanowili ulokować siedzibę w kolebce NASCAR – Charlotte. Europejski oddział miał natomiast znajdować się niedaleko toru Motorland Aragon w Alcaniz. Pierwszego dnia jesieni 2009 potwierdzono, że zespół dołączył do FOTA. Do tej pory wszystko szło pięknie. 

Początek kompromitacji i wybór kierowców

22 grudnia Bernie Ecclestone publicznie wyraził swoją wątpliwość, czy US zdoła wystawić swoje samochody, lecz Windsor zaprzeczył jakoby mieli jakieś problemy. Jak się okazało, pomimo wsparcia licznych inwestorów (m.in. Chada Hurleya, ówczesnego CEO YouTube’a) zespół miał poważne problemy finansowe. W związku z tym czekał ich trudny dylemat w wyborze kierowców – czy brać kierowców doświadczonych, czy płacących. Ponadto cały sztab kłócił się o to, na jaki duet postawić. Pierwotnie mieli to być sami Amerykanie, lecz każdy wybór okazałby się nietrafiony. Zarząd myślał m.in. nad Scottem Speedem – awanturniczym i w dodatku często pakującym się w kłopoty oraz Conorem Dalym. Conor był zdecydowanie za młody na starty w F1, a jego późniejsza kariera w GP2 potwierdziła, że królowa motorsportu do dla niego za wysokie progi.

Wprawdzie w plotkach medialnych przewinęły się gwiazdy amerykańskich serii jak Danica Patrick, lecz ich przesiadka z aut z dachem do bolidu mogła równać się utratą ich potencjału. W końcu zdecydowano, że kierowcami będą dwaj doświadczeni zawodnicy spoza USA – Argentyńczyk Jose Maria Lopez, który zobowiązał się do wpłaty 8.000.000$ i były tester Hondy James Rossister, choć w roli drugiego kierowcy nikt oficjalnie nie został potwierdzony.  W lutym z powodu problemów finansowych zespół był zmuszony odłożyć testy zderzeniowe, po czym poproszono Berniego, by US F1 Team opuścił pierwsze cztery wyścigi sezonu 2010.

Gdy okazało się, że prace nad autem są na bardzo wczesnym etapie (nie zamontowano nawet silnika Cosworth, nie mówiąc o braku zawieszenia) poproszono o odroczenie debiutu do sezonu 2011. 1 kwietnia Charlotte Business Journal poinformował, że zespół upadł, powołując się na „poważne wyzwania gospodarcze i finansowe”. Dwa miesiące później zespół sprzedał swoje aktywa za 1,4 mln $, w tym niedokończony bolid. Podczas sprzedaży okazało się, że zespół zakupił dwie przyczepy do transportu samochodów Formuły 1 od Brawn GP. Ponieważ team nie zdążył spłacić długu, sąd wyższej instancji wystawił przyczepy na sprzedaż w serwisie Ebay, aby spłacić jednego z wierzycieli zespołu.

US
Niedokończony bolid US F1 Team

Wściekłe FIA nałożyła na zespół karę w wysokości 309 tys. euro. Ponadto US musiało pokryć koszty procesu dyscyplinarnego. Zespół otrzymał również zakaz brania udziału w jakiejkolwiek serii pod patronem FIA.

Na początku 2010 r. Pojawiły się plany dołączenia do stawki innego amerykańskiego zespołum znanego jako Cypher Group. Oficjalnie potwierdzono, że ekipa ma powstać na fundamentach US F1 Team. Ani Kent Anderson, ani Peter Windsor nie byli jednak z tym projektem związani. Po raz kolejny skończyło się na planach i zespół sam zrezygnował z ubiegania się o miejsce w F1.

US okiem „Pechito”

W 2019 roku Jose Marią Lopezem zdradził w prywatnej rozmowie swoje zdanie na temat tamtej sytuacji. Argentyńczyk wyznał, że drugim kierowcą miał być wspomniany James Rossister. Ponadto, niedoszły kierowca F1 stwierdził, że może to nawet lepiej, że zespół skończył, jak skończył. Jak widać, Pechito mimo zmarnowanej szansy na debiut w F1 potrafi z uśmiechem opowiadać o całym bałaganie.

Amerykanie po raz drugi w ciągu 10 lat mają problemy organizacyjne. W przeciwieństwie do poprzednika, Haas zbudował naprawdę konkurencyjny bolid. Jednakże dalsze tego typu sytuację mogą spowodować spadek popularności F1 w USA oraz zmniejszenie zainteresowania wystawieniem własnego zespołu w tym sporcie. Dość powiedzieć, że po kompromitacji z US, FIA jeszcze dokładniej sprawdza, czy dany zespół ma odpowiednie wsparcie finansowe i technologiczne. Może to i lepiej.

W 2019 r. jeden z moich znajomych miał okazję porozmawiać z Jose Marią Lopezem na temat tamtej sytuacji. Argentyńczyk wyznał, że drugim kierowcą miał być wspomniany James Rossister. Ponadto, niedoszły kierowca F1 stwierdził, że może to nawet lepiej, że zespół skończył, jak skończył. Jak widać, Pechito mimo zmarnowanej szansy na debiut w F1 w przeciwieństwie do wielu innych kierowców potrafi z uśmiechem opowiadać o całym bałaganie.

Foto. eBay; US F1 Team