Toyota

Toyota #7 wygrywa chaotyczne 6 Hours of Spa, Prema z Kubicą dziesiąta

Druga runda tegorocznego sezonu WEC rozegrała się pod znakiem zmiennych warunków pogodowych. Ostatecznie to Toyota zgarnęła zwycięstwo.

Tegoroczne 6 Hours of Spa-Francorchamps było naprawdę chaotyczną rundą Światowych Mistrzostw Długodystansowych. Wyścig rozegrany w zmiennych warunkach pogodowych obłożony był licznymi incydentami, które skutkowały sporą ilością neutralizacji, wyjazdów samochodu bezpieczeństwa czy przerwania rywalizacji czerwonymi flagami. Ostatecznie to Toyota powróci z Belgii zwycięsko.

Toyota

Pierwszy wyjazd samochodu bezpieczeństwa nastąpił tuż po starcie. Z przodu stawki rywalizacja przechodziła co prawda czysto. Toyoty przebiły się przed Alpine, a Glickenhaus pewnie utrzymywał się na prowadzeniu. Z tyłu jednak Ferrari klasy GTE AM zespołu Iron Dames zakopało się w żwirze na wyjściu pierwszego zakrętu.

Nie musieliśmy czekać długo na udany atak pierwszego z samochodów Toyoty na Glickenhausa, bo ten nastąpił po 35 minutach rywalizacji. Minutę później z amerykańskim Hypercarem rozprawiła się druga ekipa Japończyków, tym razem z numerem #7.

Po godzinie i dwóch minutach rywalizacji doszło do incydentu, który ostatecznie doprowadził do wywieszenia pierwszej czerwonej flagi wyścigu. Prototyp zespołu ARC Bratislava rozbił się w drugim sektorze. Zniszczenia nie pozwoliły na uprzątnięcie bałaganu z jeżdżącymi wokoło samochodami, przez co zdecydowano się po praz pierwszy przerwać ściganie.

Przy restarcie, który nastąpił godzinę i 25 minut po starcie wyścigu zaczęły się problemy z pojazdem lidera. Toyota z numerem #8 prowadzona przez Sebastiena Buemi doznała awarii układu hybrydowego. Ostatecznie podczas restartu za samochodem bezpieczeństwa japoński Hypercar musiał zatrzymać się na poboczu. Zagrożenie porażenia prądem dodatkowo utrudniło akcję usunięcia pojazdu z toru. W międzyczasie rozpętała się ulewa, która doprowadziła do kolejnej czerwonej flagi.

Wyścig jeszcze kilkukrotnie przerywany był czerwonymi flagami. Jedną z nich tuż po półmetku wywołał Alex Brundle, który rozbił samochód Inter Europolu, ostatecznie wykluczając polską ekipę z dalszej rywalizacji. W międzyczasie przez chaos dookoła neutralizacji, czerwonych flag i zmiennych warunków powodowych na stanowisko lidera wysunął się Robin Frijns w LMP2 zespołu WRT. Zespół spadł jednak za Hypercary, kiedy na dwie godziny przed końcem sytuacja się unormowała.

Porsche

Na nieco ponad godzinę przed końcem w Glickenhausie doszło do problemów z komunikacją. Przez zakłócenia w radio zespół założył niewłaściwy typ opon, co wymusiło nadmiarowy pit-stop w celu skorygowania tego błędu. Amerykański Hypercar spadł przez to w głąb stawki LMP2 i nie był w stanie nadrobić strat do końca wyścigu.

Cały wyścig przepełniony był błędami kierowców na przysychającym asfalcie. Do tego grona zaliczyć można Louis Deletraza, który uszkodził prototyp zespołu Prema ORLEN Team, w której składzie jest również Robert Kubica. Zespół zakończył zmagania dopiero na siódmym miejscu w klasie, czyli dziesiątej pozycji w klasyfikacji generalnej.

WRT

Do samego końca śledziliśmy również zaciętą walkę w niższych klasach. Przede wszystkim w GTE PRO obserwowaliśmy rywalizację o zwycięstwo w klasie między Ferrari AF Corse z numerem #51 a Porsche 911 z numerem #92. Ostatecznie to Włosi zakończyli to starcie zwycięsko.

Toyota pewnie ukończyła wyscig na stanowisku lidera z przewagą ponad 27 sekund nad Alpine. Glickenhaus przekroczył linię mety jako dziewiąty w klasyfikacji generalnej z okrążeniem straty do lidera. Zwycięzcami w klasie LMP2 została ekipa WRT #31 z Gelaelem, Frijnsem i Rastem. Najlepszą ekipą GTE PRO zostało Ferrari AF Corse #51, a w GTE AM triumfował zespół Porsche #77 Dempsey-Proton Racing.

https://twitter.com/FIAWEC/status/1522989804069216256

Kolejna runda WEC będzie zarazem największym wyścigiem w kalendarzu. Mowa mianowicie o 24-godzinnym wyścigu Le Mans, który rozegra się w dniach 11-12 czerwca.

Foto. materiały prasowe serii