Mattia Binotto na gorącym krześle, informują włoskie media

Szef zespołu Ferrari, Mattia Binotto, może w ciągu kilku najbliższych tygodni pożegnać się z pracą. Ostatnie wydarzenia wcale nie poprawiają jego sytuacji.

Ferrari wciąż nie wybudziło się z zimowego snu. I nie chodzi tu tylko o przespanie startu sezonu – Włosi tkwią w ciągłym koszmarze. Konstrukcja SF1000 okazała się milowym krokiem w tył, a stajnia z Maranello zamiast walczyć z Red Bullem i Mercedesem, cudem łapie się do trzeciej części czasówki. Wystarczy zresztą przytoczyć fakt, że podium Charlesa Leclerca było określane mianem cudu. Atmosfera wewnątrz teamu także nie należy do najlepszych, a temat Sebastiana Vettela nie działa na nią wzmacniająco. Wytłumaczyć się z braku woli przedłużania umowy można na naprawdę wiele sposobów, lecz argumentowanie decyzji koronawirusem (i to w takim stylu) po prostu nie przystoi. Binotto nigdy nie był znany z bycia dobrym PR-owcem, lecz po jego ostatnich wyskokach naprawdę przydałoby mu się szkolenie.

Kolizja obu kierowców podczas Grand Prix Styrii było tylko zwieńczeniem katastrofalnego pobytu na Red Bull Ringu. Poprawki miały sprawić, że w drugim wyścigu Ferrari w końcu wróci do bycia w czołowej trójce konstruktorów. Tymczasem okazało się, że poprawki po prostu nie działają. Ta sytuacja może być gwoździem do trumny dla Binotto, którego posada szefa zespołu wisi teraz na włosku. Grand Prix ostatniej szansy mogą być zawody na Hungaroringu. Tor jest specyficzny i nagradza bolidy z lepszą aerodynamiką i podwoziem niż potężnym silnikiem. Węgierska arena będzie więc najlepszą weryfikacją szarej rzeczywistości w Ferrari.

Binotto

Na Węgrzech przetestujemy zachowanie auta przy maksymalnym obciążeniu aerodynamicznym. Musimy też lepiej przygotować się do kwalifikacji biorąc pod uwagę, że wyprzedzanie jest o wiele rzadsze niż w Austrii. Jesteśmy świadomi, że poziom osiągów samochodu nie spełnia oczekiwań naszych i naszych fanów, ale ciężko pracujemy nad każdym aspektem. Chcemy jak najszybciej się poprawić.

Mattia Binotto

Dla Włocha może być to drugi i zarazem ostatni rok jako szef zespołu. Wraz z sezonem 2019 Binotto objął tę funkcję kosztem Maurizio Arrivabene. Wcześniej Mattia był dyrektorem technicznym zespołu. Jako potencjalnego następcę, Corriere della Sera wskazuje Antonello Colettę, który w Ferrari jest aktualnie odpowiedzialny za dział GT.

Binotto

Foto. materiały prasowe F1