Stroll

Lance Stroll zawiedziony brakiem kary dla Charlesa Leclerca

Po fenomenalnym starcie, Lance Stroll mógł liczyć na dowiezienie świetnego wyniku. Niestety wszystkiemu przeszkodził Charles Leclerc.

Sochi Autodrom goszczący Grand Prix Rosji nieprzerwanie od sezonu 2014 nie słynie z dostarczania nam ciekawego widowiska. Nie brakuje jednak pojedynczych sytuacji, które podnoszą tętno w trakcie oglądania wyścigu. Jednym z nich bez wątpienia była sytuacja na pierwszym okrążeniu tegorocznej edycji. Już w pierwszych czterech zakrętach doszło do aż dwóch kraks. Pierwszą z nich było rozbicie się samochodu Carlosa Sainza, który nieudolnie próbował przejechać przez wyznaczoną przez sędziów drogę ucieczki. Natomiast przy wyjściu z czwartego zakrętu Leclerc doprowadził do kontaktu z kierowcą Racing Point, co ostatecznie zakończyło wyścig dla Kanadyjczyka. Lance Stroll natomiast nie był zadowolony z sędziów i ich reakcji, a dokładniej mówiąc jej braku.

Leclerc

„Z jego strony manewr był bardzo niechlujny, a dałem mu sporo miejsca. Jestem dość zaskoczony, że nie dostał kary. Dałem mu dużo miejsca i przejechałem cały zakręt po zewnętrznej, a on po prostu uderzył w mój prawy tył. Dałem mu tyle miejsca, ile mogłem i to było pechowe, ale mógł tego uniknąć. Nie musiał wjeżdżać tak szeroko prosto we mnie, więc myślę, że to trochę śmieszne, że nie dostał kary.”

Lance Stroll

Cała sytuacja boli tym bardziej, jeśli spojrzymy, w jakim miejscu był wówczas Lance. Stroll do wyścigu ustawił się na 12 pozycji i do pechowego dla niego czwartego zakrętu zdołał awansować na imponujące, siódme miejsce. Wszystko szło pięknie, do czasu aż nie zjawił się Leclerc.

Stroll

„Wiele było możliwe. W tamtym momencie byliśmy na siódmym miejscu, miałem świetny start, byliśmy na dobrej mieszance opon, więc szkoda.”

Lance Stroll

Bez wątpienia ciężko przewidzieć, jak przebiegłby wyścig dla Strolla. Bez wątpienia jednak bardziej od Kanadyjczyka na wypadku ucierpiał jego zespół. Jest to bowiem drugi tydzień z rzędu, kiedy Lance otrzymał pakiet poprawek. Obu nie z jego winy nie udało się niestety ukończyć. Tym samym Racing Point nie mogło ani sprawdzić najnowszych części w boju, ani zebrać na ich temat cennych danych. Co innego bowiem testowanie na treningach, a co innego sprawdzenie samochodu w warunkach wyścigowych.

Foto. materiały prasowe serii