Organizatorzy Grand Prix Australii celują w normalny, marcowy termin

Grand Prix Australii planowane jest na typową dla tej imprezy datę marcową. Na drodze jest kilka przeszkód, które są jednak do przeskoczenia.

Epidemia w Australii przybrała całkiem pozytywny obraz. Zarażenia oscylują w granicach zaledwie kilkunastu dziennie, a na wykresach z łatwością można dojrzeć mocną tendencję spadkową w porównaniu z początkiem sierpnia, kiedy to na Antypodach wystąpił peak zarażeń. Tak skuteczna walka z wirusem nie byłaby możliwa, gdyby nie naprawdę restrykcyjne zasady życia podczas pandemii. Jak widać jednak, sytuacja powoli, acz sukcesywnie wraca do normy, choć środki bezpieczeństwa (a w niektórych miejscach wręcz lockdown) wciąż są utrzymywane. Powoli wraca jednak temat organizacji wydarzeń sportowych i kulturalnych, a nas najbardziej interesuje oczywiście Grand Prix Australii Formuły 1.

Wedle źródeł brytyjskiego Autosportu, organizatorzy wyścigu celują w klasyczną już dla tego wydarzenia datę w środku marca. Okienkiem ma być weekend 12-14 marca. Co prawda granice Australii wciąż pozostają zamknięte i nie zanosi się, że coś w tej materii zmieni się w najbliższym czasie, lecz premier Australii, Scott Morrison przyznał, że dla przybyszów z regionów mniej zagrożonych pandemią będzie można zastosować ,,alternatywne metody izolacji”. Prawdopodobnie więc kwestia wjazdu do Australii nie będzie dla F1 problemem.

Grand Prix Australii

Jeśli chodzi o kibiców, to i w tym przypadku może nie być aż tak pod górkę, jak przewidywano. Oczywiście procent wypełnienia trybun zapewne zostanie ograniczony, lecz po spełnieniu wszystkich wymogów prawdopodobnie będziemy mogli ujrzeć fanów na trybunach.

Przypomnijmy, że tegoroczne Grand Prix Australii zostało odwołane po tym, jak z wyścigu wycofał się McLaren. Jeden z mechaników brytyjskiego zespołu został zakażony koronawirusem, co pchnęło kierownictwo ekipy do zrezygnowania ze ścigania się. Władze F1 po kilku godzinach odwołały wyścig, lecz wszystko przebiegło w bardzo napiętej atmosferze. Organizatorzy obdarzyli nas nie lada farsą – kilkadziesiąt tysięcy kibiców czekało w ścisku przed bramkami na informacje, czy w ogóle zostaną wpuszczeni na teren toru. Jednak świat jest teraz mądrzejszy w kwestii norm sanitarnych i nie ma raczej mowy o powtórce z rozrywki chociażby ze względów bezpieczeństwa.

Grand Prix Australii

Foto. materiały prasowe serii