Max Verstappen wygrywa Grand Prix Francji

Max Verstappen wygrał z łatwością wyścig we Francji na torze Paul Ricard, dramat Charlesa Leclerca i świetny wyścig Mercedesa.

Max Verstappen dobrze wystartował, ale Charles Leclerc nie dał się wyprzedzić i utrzymał prowadzenie. Świetny start zaliczył Fernando Alonso, Hiszpan przebił się po starcie z siódmego pola na piąte miejsce. Fenomenalnie wystartował Kevin Magnussen, zawodnik Haasa z ostatniego miejsca przebił się na trzynastą lokatę. Nie najlepiej natomiast wystartował Carlos Sainz, zawodnik Ferrari po pierwszym kółku był dziewiętnasty, a to dlatego, że na ostatnie miejsce spadł Yuki Tsunoda, który został uderzony przez Estebana Ocona. Warto jednak dodać, że Hiszpan startował na twardych oponach. Esteban Ocon za kolizje z Tsunodą dostał pięć sekund.

Verstappen i Leclerc już po czterech okrążeniach mieli ponad 3 sekundy przewagi. Obrońca tytułu naciskał na Leclerca, ale Monakijczyk utrzymywał Holendra przed sobą. Na szesnastym kółku kierowca Red Bulla zjechał do boksu po nowe opony, Holender wyjechał tuż przed Carlosem Sainzem, który w tym czasie zdążył się już przebić do pierwszej dziesiątki. Na osiemnastym okrążeniu doszło do prawdziwego dramatu, Charles Leclerc stracił przyczepność w jedenastym zakręcie i uderzył w bandę. Monakijczyk strasznie rozzłoszczony krzyczał, że pedał gazu zablokował się i przez zbyt duży przypływ mocy się obrócił. Trzeba pogratulować Ferrari, które ten sam problem miało w Austrii i jak dotąd nie rozwiązało tego.

Na torze pojawił się Samochód Bezpieczeństwa, w tym czasie pozostali zawodnicy zjechali do boksu w tym Sainz. Ferrari ponownie się wykazało, trzymając długo Hiszpana, a następnie wypuszczając go tuż przed kołami Albona. Za to przewinienie Sainz dostał pięć sekund kary, chociaż inżynier Sainza był święcie przekonany, że mają karę pięciu sekund Stop&Go. Na szczęście Carlos Sainz, wiedział lepiej, jednak w tym zespole nie jest to zbyt duże osiągnięcie intelektualne.

Max Verstappen

Hiszpan przebijał się jak szalony, najpierw wyprzedził McLareny, później Fernando Alonso, a następnie wziął się za Russella i Pereza. Podczas wyprzedzania Pereza zawodnik Ferrari mógł poczuć się jak Zygzak Mcqueen, a to dlatego, że Hiszpan był skupiony na walce o pozycje, a inżynier mówił jakieś mało istotne w tym momencie informacje. Ostatecznie Sainz zjechał kółko później do boksu i walczył tylko o piąte miejsce.

Pod koniec wyścigu pojawiła się jeszcze wirtualna neutralizacja, a to dlatego, że Guanyu Zhou zatrzymał się na poboczu. Podczas VSC trzeba przestrzegać delty, jednocześnie łatwo można przespać restart i stracić na tym więcej, niż podczas normalnej neutralizacji. Tak właśnie zrobił Sergio Perez, Meksykanin zagapił się i stracił trzecie miejsce na rzecz Russella. Verstappen dojechał na pierwszym miejscu niezagrożony, 10 sekund za nim dojechał Lewis Hamilton, a podium uzupełnił George Russell.

Fot: materiały prasowe serii