Kuba Przygoński – „myślałem o małych krokach” [WYWIAD]

Kuba Przygoński jest zawodnikiem Orlen Team i jednym z najbardziej utytułowanych kierowców w rajdach terenowych na świecie. Swoją przygodę z motorsportem zaczął w wieku trzynastu lat i nigdy nie zakładał, że uda się tak wiele osiągnąć. Obecnie najnowszą kategorią, w której startuje Kuba jest Rallycross. W rozmowie także pojawi się ten wątek.

Kuba, swoją przygodę ze sportem zacząłeś w wieku trzynastu lat. Już wtedy wiedziałeś, że chcesz wystartować w Rajdzie Dakar na motocyklu?

Kuba: Na początku nie myślałem o tych wszystkich aspektach. Skupiałem się, by podejmować małe kroki, które w dłuższej perspektywie zadziałały. Chciałem jeździć motocyklem i stopniowo się rozwijać. Przechodziłem do coraz poważniejszych zawodów, realizowałem następne małe kroki. Nigdy sobie nie wyobrażałem, że będę startował w Rajdzie Dakar na motocyklu albo jeździł tam samochodem.

Po sukcesach w Rajdach Enduro w 2007 roku nawiązałeś współpracę z PKN Orlen. Jak wspominasz ten moment?

Oczywiście przeskok z zawodów krajowych, czy europejskich na Dakar był potężny. Cieszę się, że wówczas Orlen mi zaufał, ponieważ pozwoliło mi to rozwijać się i cieszyłem się, że w młodym wieku mogę dołączyć do poziomu światowego i przygotować się do startu w pierwszym dla mnie Dakarze.

2009 rok, debiut w Rajdzie Dakar, jak oceniasz swój pierwszy start?

Oczywiście pierwszy start w Rajdzie Dakar u wszystkich zawodników wymaga walki o przetrwanie, a nie jazdy po wygraną.  Dotyczy to także zawodników z doświadczeniem w innych kategoriach – liczy się przede wszystkim dojechanie do mety. Więc próbowałem jechać możliwie szybko, ale gdy jedzie się szybko z niewielkim doświadczeniem, zdarzają się błędy. Stąd meta okazała się najważniejsza.

Co jest najtrudniejsze w jeździe na motocyklu podczas Rajdu Dakar?

To wszystko zależy od tego, jaki chcesz osiągnąć cel. Są duże różnice, gdy dojeżdżasz do mety dwudziesty lub pięćdziesiąty, wtedy masz zupełnie inne wyzwania i stresy niż osoba, która aspiruje do pierwszej dziesiątki. Dużą sztuką jest walka o najlepszą piątkę na Dakarze. Wtedy jedziemy przez dwa tygodnie ekstremalnie szybko, dużo ryzykujemy i nie można mieć problemów z żadnym terenem ani autem. Jednym aspektem, który może zadecydować, jest wytrzymałość, kondycja organizmu, no i szczęście.

Rajd Dakar to też poważne wypadki, czasami śmiertelne, gdy dojdzie do takiej tragedii, rywalizacja schodzi na dalszy plan. Jak sobie radzić z tak poważnymi przeżyciami?

Tak, to prawda, na Dakarze zdarzają się bardzo różne wypadki. Na pewno motocykle są dużo bardziej podatne na wywrotki, a zawodnicy są narażeni na obrażenia. Jednak nie można do tego w ten sposób podchodzić. Nie można o tym myśleć. Jadąc w Rajdzie Dakar, musisz być dobrze przygotowanym i być świadomym tego, że trzeba szybko jechać. Oczywiście, jeśli zdarzy się wypadek, to jest ekstremalnie przykre doświadczenie, nawet określiłbym je jako najgorsze.  Szczególnie jeśli tragedia dotyka bliskiego nam zawodnika, wtedy ma to duży wpływ na psychikę. W takiej sytuacji faktycznie rywalizacja schodzi na dalszy plan i każdy musi sobie samemu to wszystko w głowie przepracować.

Czy podczas upadku na motocyklu można jakoś zminimalizować ewentualne obrażenia ciała?

Nie, nie da się tego uratować wypracowaną techniką. Zawsze to tak działa, że gdy przydarzy się sytuacja ekstremalna, trzeba dodać gazu, zrobić wszystko, żeby spróbować się uratować, ale nie ma na to sprawdzonej metody. Nie można się tego nauczyć. Jedynie kondycja fizyczna może nam delikatnie pomóc. Tutaj trzeba zdawać sobie sprawę, że cała czołówka motocyklistów jest bardzo silna fizycznie. Większość zawodników ma na swoim koncie wiele upadków, w tym zabiegów medycznych i trzeba się z tym pogodzić.  Paradoksalnie liczba wypadków pomaga nam nieco zminimalizować następne uszkodzenia ciała, ponieważ mamy już pewne doświadczenie i jesteśmy trochę bystrzejsi, ale nadal dużą rolę odgrywa przypadek.

W 2014 roku miałeś poważny wypadek na motocyklu podczas Abu Dhabi Desert Challenge. Długa rehabilitacja i sukces. Czego dowiedziałeś się o sobie podczas powrotu do zdrowia?

Na pewno w 2014 roku było kilka trudnych chwil. Pierwszego dnia podczas Abu Dhabi Desert Challenge reanimowałem innego zawodnika, którego starałem się przywrócić do życia. Jednak mimo pomocy medycznej z mojej strony i transportu śmigłowcem do szpitala zmarł. Na pewno było to bardzo traumatyczne przeżycie, które do końca życia będzie w mojej głowie. Następnego dnia postanowiłem jechać dalej, ponieważ był to mój pomysł na odcięcie się od tych wydarzeń, chciałem się skoncentrować na rajdzie. Niestety sam miałem poważny wypadek, na którego skutek złamałem kręgosłup. Tak naprawdę miałem dużo szczęścia i dziś mogę powiedzieć, że wszystko się dobrze skończyło.

Z pewnością dwa tygodnie w szpitalu w Abu Dhabi nie było przyjemne. Później skomplikowany transport do Polski i od razu współpraca ze specjalistami. Przedstawiono mi trzy różne pomysły na leczenie. Wybrałem jeden z nich i przede mną była trudna rehabilitacja, która trwała blisko pięć miesięcy. Pierwsze miesiące były tylko na leżąco, jednak trenowałem swój organizm i wzmacniałem mięśnie. Rehabilitacja trwała po sześć godzin dziennie, więc cały dzień koncentrowałem się tylko na jednym zadaniu. Tak udało się powrócić do zdrowia.

Na pewno nauczyłem się, że trzeba wierzyć w to, że wszystko się uda. To był też nieco inny okres w moim życiu, gdzie wszystko się zatrzymało. Wtedy starałem się czerpać korzyści z tego, co w danej chwili miałem i w ten sposób do tego podszedłem. Postawiłem sobie cel, że wsiądę na motocykl po tej kontuzji i pojadę na tyle dobrze, by pokazać, że jestem w formie i sobie radzę. Udało się, przejechałem Rajd Dakar na motocyklu, jednak tam zrozumiałem, że będzie mi bardzo trudno wrócić do poprzedniej formy. Wówczas znów zaryzykowałem i postanowiłem kolejny Dakar pojechać samochodem.

Tak nadszedł czas na Twój debiut w Rajdzie Dakar za kierownicą. Jak bardzo różnią się te zawody od tych na motocyklu?

Rajd Dakar na motocyklu jest dużo prostszy. Bardziej są to zawody na prędkość i wytrzymałość, a zawodnicy są ze sobą mocno związani. Motocykle są bardzo trwałe, więc aspekt niezawodności odgrywa mniejszą rolę. W samochodach jest wszystko bardziej złożone. Rajdówka jest bardziej skomplikowana technicznie, wokół niej pracuje zespół ludzi, więc pojawia się zdecydowanie dużo więcej elementów składowych na końcowy wynik. Same ustawienia samochodu są czymś skomplikowanym. Dodatkowo zawodnicy w samochodach sobie zdecydowanie mniej pomagają. Wynika to prawdopodobnie z tego, że jest więcej kłopotów technicznych niż medycznych, a to one łączą ludzi. Jednak na pewno wyzwanie sportowe jest tak samo duże, ponieważ przez dwa tygodnie trzeba jechać absolutnie wszystko, ekstremalnie szybko, podobnie jak na motocyklu.

Od około 2008 roku interesujesz się także driftem. Za co lubisz jazdę w uślizgu?

Poza  jazdą motocyklem interesowały mnie zawsze samochody. Na pierwszym roku studiów poznałem kolegę, który pokazał mi drift. To było z dobre dziesięć lat temu. Wtedy postanowiłem jeździć motocyklem i hobbistycznie rozwijać ten projekt. W tamtych czasach drift w Polsce był na bardzo początkującym poziomie. Na pewno w 2014 roku, gdy miałem wypadek na motocyklu i po rehabilitacji postanowiłem spróbować swoich sił w samochodzie rajdowym, miałem już doświadczenie w autach do driftu i na pewno łatwiej było mi przejść z motocykli do samochodu rajdowego właśnie dzięki temu projektowi. Nadal jestem mocno zaangażowany w tę dyscyplinę. Startuję praktycznie od początku jej istnienia w Polsce. Permanentnie rozwijamy nasz samochód, mamy ciekawy rozwój technologii i z punktu widzenia inżynierskiego bardzo mi się to podoba.

Kuba Przygoński

Masz duże doświadczenie za kierownicą różnych pojazdów. Motocykle, samochód do driftu, terenówka cross country i na koniec Super Cars. Czy te wszystkie kilometry w tych pojazdach sprawiają, że łatwo jest Ci odnaleźć się w nowych konstrukcjach?

Na pewno tak jest. Co ciekawe, gdy postanowiłem spróbować swoich sił w rallycrossie wiele osób mówiło mi, że to będzie duże wyzwanie. Miałem trochę stresu, jednak byłem przekonany, że moje doświadczenia pomogą mi się zaadaptować dość szybko. Na szczęście tak było i kiedy wsiadłem do samochodu, nie przeżyłem szoku i totalnego przestraszenia. Samochód już od początku jechał tak, jak chciałem. Już w kilka dni udało mi się przystosować do jego wymagań.

Trzy lata temu wystartowałem Skodą w zawodach rallycrossowych, jednak było to mocno spontaniczne działanie. Obecnie jesteśmy mocno zaangażowani i robimy wszystko profesjonalnie, ponieważ chcemy być najszybsi. To naprawdę duże wyzwanie.

Jaka jest Twoja najmocniejsza strona jako kierowcy?

Na pewno to, że umiem trzymać nerwy na wodzy i nie poddaję się presji. Jestem też przewidywalnym zawodnikiem, który praktycznie zawsze dojeżdża do mety. Nie jestem szaleńcem za kółkiem, ale profesjonalistą. To we współczesnym motorsporcie jest plusem.

Czy jest coś jeszcze w Rajdzie Dakar, co chciałbyś u siebie poprawić?

Na Dakarze jesteśmy na tyle wysoko, że potrzebujemy dobrego samochodu i trochę szczęścia. Po prostu trzeba trzymać gaz i mieć ten odpowiedni moment, który pozwoli wygrać.

Myślałeś nad startami w rajdach płaskich?

Z jednej strony tak, rajdy płaskie są fajne. Jednak jest to następna kategoria, w którą trzeba zainwestować sporo czasu, a ja już go dawno nie mam (śmiech).

Kuba Przygoński

Tempo na pewno byłoby dobre, jednak ilość pracy do wykonania sprawia, że jest to trudne, ponieważ w każdej dyscyplinie daję z siebie wszystko. Jestem maksymalnie zaangażowany w testy i treningi. Musiałbym mocno popracować nad opisem trasy, ponieważ moje doświadczenie tutaj jest niewielkie. Moja prędkość i tempo na odcinkach na podstawie doświadczenia byłoby odpowiednie, jednak opis jest podstawą, a na jego naukę nie mam obecnie czasu.

Jakie masz zainteresowania lub pasje poza motorsportem?

Na pewno poza motorsportem rodzina jest najważniejsza, dlatego ten czas pomiędzy zawodami staram się z nią spędzać. Teraz z powodu wirusa tego czasu było dużo więcej, co jest fajne. Jeśli uda się być gdzieś nad wodą to kitesurfing, jest czymś ciekawym. Nie ma silnika, hałasu, jest przyjemnie.

Kuba Przygoński

Foto. materiały zawodnika