Adrian Chwietczuk – “Wiele czynników poszło we właściwą stronę” – wywiad

Adrian Chwietczuk w 2020 roku zaprezentował dobre tempo na odcinkach specjalnych. Jazda na miarę swoich umiejętności oraz solidne przygotowanie przed każdym startem to solidne doświadczenie na przyszłość. Porozmawialiśmy z Adrianem tuż przed przygotowaniami do startu w Estonii. Czego brakuje w Polskim Związku Motorowym, oraz dlaczego wiele czynników poszło we właściwą stronę? O tym przeczytacie poniżej.

Na początek gratuluję udanego sezonu 2020, gdzie z rajdu na rajd było widać postępy w różnych aspektach. Przyjemnie patrzy się na nowych zawodników jeżdżących z pomysłem po oesach. Czy mimo ograniczeń, przetasowań w kalendarzu i sporej niepewności związanej z tym, jaki rajd ostatecznie dostanie zgodę na start, był to dla Ciebie dobry rok?

Adrian:


Miło mi, że ktoś zauważył moją obecność na odcinkach w tym sezonie 😉. Dla mnie był to rok zdecydowanie udany, a można wręcz powiedzieć, że spełnienie marzeń. Praca z takimi nazwiskami jak Hołowczyc, Baran, Szczepaniak, Kresta czy Grzyb dała mi dużą satysfakcję – kiedyś marzyłem, aby mieć autografy tych osób, a w sezonie 2020 mogłem z nimi współpracować, więc ten rok bez wahania oceniam na plus.

Przejdę teraz do innej kwestii. W rozmowach z ludźmi zaangażowanymi w motorsport często zwracamy uwagę na medialność rajdów. W tym aspekcie można jeszcze dużo ulepszyć. Ty praktycznie od początku startów w RSMP bardzo mocno stawiasz na komunikację w mediach. Dostrzegasz realne korzyści z takiej działalności?

W działaniach naszego zespołu i ludzi, którzy mnie otaczają, nie chodzi o realną korzyść, a bardziej o wykonanie każdego etapu na wysokim poziomie, począwszy od przygotowania samochodu, poprzez jego serwis i moją jazdę, na materiałach video i foto kończąc. To taka moja chęć budowania dobrej jakości w rajdach, więc nie do końca patrzymy, czy to wiąże się z wymiernymi korzyściami. Cieszę się po prostu, że każdy efektywnie wykonuje swoją pracę i myślę, że gdyby inni zawodnicy podchodzili w ten sposób do komunikacji, rajdy docierałby do większej liczby odbiorców.

Ze względu na Twoje duże zaangażowanie w promocję, wywiady, filmy z podsumowaniem każdego startu i szereg innych działań medialnych masz już doświadczenie w tym, jakie materiały cieszą się popularnością. Co według Ciebie powinno zmienić się w polskim motorsporcie pod kątem promocji? Czy według Ciebie rajdy mogą wrócić do poziomu zainteresowania z początków XXI wieku?

Moim zdaniem główny czynnik to mentalność ludzi w Polskim Związku Motorowym, gdzie brakuje świeżej krwi i nowej wizji dopasowanej do obecnych technologii. Wystarczy popatrzeć na cykl Tarmac Masters, gdzie Marcin Jankiewicz wykonuje kawał dobrej roboty. Jest to osoba, która poszła w kierunku technologii, Internetu i kompaktowej organizacji rajdów. Listy zgłoszeń Tarmac Masters zawsze zapełniają się w ekspresowym tempie. Sądzę, że organizatorzy powinni przykładać większą wagę do mediów społecznościowych oraz materiałów foto i video, ponieważ tylko serwując odbiorcy dobry materiał, możemy zainteresować ludzi rajdami i pozyskać nowych fanów. Na pewno rajdy nie wrócą do poziomu zainteresowania z początku stulecia, bo wtedy motoryzacja i „kosmiczne samochody”, jakimi były ówczesne rajdówki klasy WRC, to była najnowocześniejsza technologia, te auta robiły wrażenie i dlatego ludzie się tym ekscytowali. Teraz idziemy w stronę elektryfikacji pojazdów i obawiam się, że za kilka lat rajdy staną się nudną dyscypliną sportu, tak, jak Formuła E – wyścig odkurzaczy. Oczywiście społeczeństwo i koncerny muszą dopasowywać się do zmieniających się potrzeb zmieniającego się świata, jeżeli ma to pomóc w jego funkcjonowaniu i w zakresie ekologii, to tak niestety musi być.

Jeśli chodzi o początki XXI wieku to prawdopodobnie ważny etap także dla Ciebie. Pochodzisz z Olsztyna, miałeś okazję obserwować polskie legendy rajdów na odcinkach specjalnych. Aktualnie współpracujesz z zespołem Krzysztofa Hołowczyca – Hołowczyc Racing. Czy kiedykolwiek myślałeś, że będziesz miał taką okazję?

Szczerze? Nie. Ten sport jest ekstremalnie skomplikowany pod względem możliwości startów na wysokim poziomie. Kiedyś marzyłem, żeby mieć autograf Hołka, a teraz mogę z nim spokojnie porozmawiać na testach lub wypić kawę przy okazji spotkania w warsztacie Hołowczyc Racing. Wiele czynników poszło we właściwą stronę i udało się nawiązać współpracę.

Krzysztof Hołowczyc i Jarosław Baran to prawdziwi eksperci w motorsporcie. Masz okazję czerpać z ogromnego doświadczenia tych dwóch wyjątkowych postaci. Jak bardzo współpraca z Jarosławem Baranem odmieniła Twoje postrzeganie opisu trasy, ważnych elementów na odcinku specjalnym? Wspominałeś, że dzięki doświadczeniu swojego pilota dojechaliście do mety Rajdu Świdnickiego 2020.

Myślę, że Jarek podczas naszego spotkania we wtorek przed Rajdem Śląska był trochę zdziwiony bazą mojego opisu. Podobnie było z Maćkiem Szczepaniakiem, z którym robiłem pierwsze kroki w nauce opisu rajdowego w 2020 r. Od zawsze oglądałem on-boardy, jeździłem po odcinkach i miałem dobrą wizję drogi oraz plus minus wiedziałem, co zapisać. Oczywiście Jarek dał mi swoją wiedzę, wsparł w wielu kwestiach, pomógł mi zrozumieć nowe fajne komendy w opisie, które się sprawdzają. Dzięki jego głosowi i pewności tego, co czyta, ukończyliśmy Rajd Świdnicki. Od chwili nawiązania współpracy z Jarkiem zmieniłem bazę opisu. Obecnie stosujemy komendy 4L/3P, a wcześniej było to L4/P3 itd. Zmieniłem to dzień przed zapoznaniem z trasą Rajdu Śląska, więc Jarek miał sporo pracy i ciągle mnie poprawiał, gdy mówiłem mu np. „prawy 3”, a nie „3 prawy”. Tak naprawdę dopiero w tym momencie odruchowo działałem na komendy i właściwie je podawałem. Ciężko zmienić tego typu przyzwyczajenia – to tak jakbyś nagle zmienił rękę, którą piszesz.

W temacie pilotów warto wspomnieć, że w marcu 2020 roku pracowałem jeszcze z Jakubem Wróblem, następnie z Danielem Siatkowskim (który podczas rund RSMP tworzył załogę szpiegowską wraz z Łukaszem Szterleją) oraz Danielem Dymurskim, który także wspierał mnie podczas jednego ze startów.

Porozmawiajmy teraz o Twoich samochodach rajdowych. Na początku swojej przygody z tym sportem rywalizowałeś Fiatem 126p. Teraz korzystasz z możliwości Subaru Imprezy oraz Skody Fabii R5. Czy Subaru to dobry samochód do treningów? Jak wiele elementów można z jazdy tym autem wykorzystać w R5?

Fiata 126p budowałem ze swoim kolegami, przygotowywaliśmy go sami, włącznie z malowaniem karoserii. To była fajna przygoda i dzięki temu mam też wiedzę, co jest w samochodzie i z jakich części się składa. Pomogło mi to również rozwinąć zdolności manualne i zmiana ustawień samochodu pomiędzy odcinkami, np. regulacja stabilizatora czy wysokości auta R5, nie stanowi dla mnie problemu. Co do Subaru, jest to relatywnie tania i sprawdzona konstrukcja do rozwijania się i robienia przede wszystkim kilometrów testowych, ale oczywiście także rajdowych. Jednak auto R5 to „inny świat” i nie da się za dużo przenieść z Subaru do R5-ki, tej rajdówki trzeba uczyć się od nowa. Z Subaru w sezonie 2021 nie będziemy już korzystać, w Olsztynie mamy do dyspozycji testowe auto, jakim jest Skoda Fabia R5.

W Polsce dominują rajdy asfaltowe, jednak Ty bardzo mocno stawiasz na jazdę po szutrach, a także po śniegu. Dzięki temu Twoje wyczucie samochodu także na asfalcie jest bardziej uniwersalne?

Szuter i śnieg to inny świat niż asfalt. Całe życie spędziłem na szutrach, bo po prostu mam ich w okolicy pod dostatkiem. Jednak mimo wszystko mój przebieg autem rajdowym na oponie szutrowej aż do sezonu 2020 był znikomy. Fiatem 126p oraz Peugeotem 206 zrobiłem po szutrze łącznie nie więcej niż 400-500 kilometrów oesowych, z kolei przebieg na oponach asfaltowych i odcinkach asfaltowych wynosił może 130 kilometrów oesowych, więc tak naprawdę byłem amatorem 😉. Dopiero sezon 2020 rozwinął mnie jako kierowcę. Ale zdecydowanie lepiej czuję się na luźnej nawierzchni i pewnie będę na niej szybszy. W tym roku chcę w większym stopniu poprawić tempo na asfalcie i myślę, że zrealizuję ten plan, przykładając się mocno do pracy i prostując bardziej prawą nogę 😉.

Adrian Chwietczuk

Miałeś okazję współpracować z różnymi zespołami rajdowymi – Eurosol Racing Team, Hołowczyc Racing, Kresta Racing Team. Co jest najlepszego i najtrudniejszego dla zawodnika ze stosunkowo niewielkim doświadczeniem, gdy do dyspozycji są inżynierowie, mechanicy i mnóstwo doświadczenia?

Najlepsza jest wiedza i doświadczenie każdego zespołu. Według mnie każda osoba, czy to mechanik, czy inżynier, pozwala Ci się rozwijać. Zespół Eurosol to pasjonaci tego sportu, dostarczyli nam w tym roku nowy samochód, którym później startowali Andreas Mikkelsen oraz Oliver Solberg, więc z pewnością są to dobrzy specjaliści w swojej dziedzinie.

Hołowczyc Racing pod dowództwem „Korka” (Paweł Paź) to wysokiej klasy mechanicy, którzy z Hołkiem zjedli zęby na tym sporcie. Zespół już niebawem będzie miał nowoczesną siedzibę, także w sezonie 2021 jeszcze bardziej się rozwinie, co bardzo mnie cieszy. Co ciekawe, z mechanikami Hołowczyc Racing, z którymi obecnie współpracuję, znałem się już ponad 14 lat temu i są to dla mnie dobrzy koledzy, więc mamy fantastyczną atmosferę.

Roman Kresta to chyba jeden z najlepszych specjalistów w Europie, auta jego zespołu Kresta Racing są zawsze perfekcyjnie przygotowane. Roman to człowiek orkiestra: wyśmienity kierowca, inżynier oraz szef zespołu. Jego plusem jest to, że rozumie potrzeby kierowcy i potrafi ustawić samochód pod danego kierowcę. Miałem okazję posłuchać uwag Romana podczas grudniowych testów, kiedy to wsiadł na prawy fotel i jeździł ze mną, instruując. Nie zrobiłem niestety pełnego planu testowego w Czechach, ponieważ tego dnia przytrafiło mi się zatrucie pokarmowe. Wymiotowałem chyba z sześć razy, więc ten dzień nie był pracą, tylko męczarnią. Mogę tylko przeprosić zespół za taki stan rzeczy. Mógłbym tego nie mówić, ale myślę, że warto o tym wspomnieć, żeby podkreślić, że ten sport, jak i wszystko wokół, nie zawsze wygląda kolorowo.

Jaka jest Twoja najmocniejsza i najsłabsza strona, jako kierowcy rajdowego?

Myślę, że najmocniejsza to chęć nauki i rozwoju oraz zaangażowanie. Najsłabsza? Jest wiele obszarów i trudno je wymieniać, ale generalnie tempo nie jest jeszcze właściwe.

Adrian Chwietczuk

Co jest Twoim największym osiągnięciem i największą porażką w 2020 roku?

Największym osiągnięciem była fajna, równa i konsekwentna jazda podczas Rajdu Podlaskiego, gdzie udawało nam się budować przewagę 2 sekund na kilometrze. Była to dobra rajdowa jazda po szutrze. Udało mi się nawet sprawić radość z jazdy Jarkowi, który przecież pokonał już tysiące kilometrów na szutrach. Natomiast największa porażka to Tor Modlin Rally Show. Na testach przed tą imprezą zabrakło mi jazdy w warunkach adekwatnych do tych, które zastaliśmy w dniu startu i niestety nie przygotowałem dobrych ustawień. Miałem dużą podsterowność, auto nie chciało skręcać. Plusem jest to, że po rajdzie znaleźliśmy przyczynę i wiemy, z czego wynikał problem w ustawieniach. Do tego konkurencja przywiozła samochody, powiedzmy R5+, z innymi zwężkami i strojeniami silnika, a my przyjechaliśmy standardowym autem R5 bez modyfikacji. To była jednak cenna lekcja i zaprocentuje to w przyszłości.

Adrian Chwietczuk

W 2021 roku zostajesz w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski?

Nasze plany na 2021 rok się klarują, ciężko pracujemy z zespołem, aby zrealizować jak największy pakiet startów, tak żebym mógł w zbliżającym się sezonie jeszcze mocniej rozwinąć się jako kierowca. Na tę chwilę zaczynamy starty w drugi weekend lutego, wyjazdem do Estonii. Zapowiada się fajny rajd w zimowych warunkach. Planem, który stoi wciąż pod znakiem zapytania, jest jeszcze jeden start w lutym, ale to wyjaśni się za kilka dni. Powinniśmy pojawić się w RSMP, Tarmac Masters oraz 1-2 rajdach na Litwie. Liczymy też, że ponownie uda się zorganizować Leszkowi Kuzajowi Tor Modlin Rally Show. A na koniec sezonu oczywiście kultowy Rajd Barbórka Warszawska. Trochę się rozmarzyłem, bo wybiegam prawie rok do przodu, a wiadomo, że życie weryfikuje wszystkie plany.

W ostatnich kilku latach na arenie międzynarodowej pojawiło się kilka markowych pucharów. Między innymi Fiata 124 Abarth i Renault Clio? Chciałbyś spróbować w nich swoich sił?

Puchary są fajną sprawą, ale brakuje ich w Polsce, a na wyjazdy zagraniczne na pełen cykl pucharowy nie mam czasu i obecnie nie mam ich w planach. Ciekawym pucharem, ale w rajdach cross-country był Dacia Cup, organizowany przez Hołowczyc Racing. Takie same samochody, relatywnie niska cena startu w porównaniu do ogólnych kosztów motorsportu, nagrody finansowe na każdej rundzie i samochód jako nagroda główna. Brakuje takiego pucharu w rajdach samochodowych w Polsce.

Foto. materiały zawodnika