Sim Dane

Nagrywa piosenki o Kubicy, słuchał go Lando Norris – wywiad z Sim Dane

Sim Dane to duński YouTuber, który tworząc piosenki i covery wciela się w kierowców F1, a przebieg wyścigów opowiada… muzyką.

Sim Dane to pseudonim artystyczny Emila Sebastiana Bircha, 20-latka mieszkającego aktualnie w stolicy Danii, Kopenhadze. Popularność zdobył on dzięki swojemu kanałowi YouTube, na którym nagrywa autorskie piosenki oraz remixy poświęcone Formule 1. Najpopularniejsza piosenka Sim Dane’a – remix Smooth Criminal – w chwili publikowania wywiadu jest bliska przekroczenia bariery 700 tysięcy wyświetleń, a jego kanał ma prawie 60 tysięcy subskrypcji. W ekskluzywnym wywiadzie, jakiego nam udzielił, zdołaliśmy porozmawiać o początkach tworzenia jako Sim Dane, jego rozwoju, innych muzycznych projektach, a także o Formule 1 i jej popularności w Danii.


Kamil Niewiński: Myślę, że wiele osób, które nie śledzą twojego kanału regularnie, może nie wiedzieć, jak to się tak naprawdę zaczęło. Skąd wziąłeś pomysł na tworzenie piosenek o Kubicy, w szczególności kawałka ,,Comeback”?

Emil ,,Sim Dane”: To było dość spontaniczne wydarzenie. W tamtym czasie byłem aktywnie zaangażowany w Facebookową grupę “Trollmula 1”. Pojawiają się na niej głównie memy z F1. Był pewien gość, zdaję mi się, że z Polski, zresztą skontaktowałem się potem z nim. Opublikował on mema, na którym była okładka domowej roboty albumu hip-hop z Robertem Kubicą jako raperem.

Pamiętam ją, też mi się swego czasu przewinęła.

Wyglądał tam jak prawdziwy gangster! Myślę, że mogę ci ją gdzieś znaleźć, jeśli byś chciał.

Bardzo chętnie, bo gdzieś mi zaginęła (śmiech).

Sim Dane

Gdy znalazłem ten obrazek, zadecydowałem, że zrobię pierwszy kawałek z tracklisty, którą ten gość stworzył. Wydawało mi się to dość śmiesznie, bo utwór nazywał się “Comeback” z gościnnym udziałem Nico Rosberga, który także był poza sportem. Pomyślałem, że jestem w stanie zrobić z tego coś memicznego. Więc stworzyłem piosenkę, a na następny dzień wrzuciłem ją na nowo stworzony kanał YouTube i w komentarzu do tego obrazka. Wszystko natychmiast wystrzeliło w górę. Film zdobył 17 tysięcy wyświetleń w kilka dni, a pod nim pojawiło się mnóstwo komentarzy. Próbowałem odpowiedzieć na wszystkie, bo byłem na tyle podekscytowany tym całym nowym zainteresowaniem wokół mnie. Okazało się, że to była dość nietrafiona decyzja, bo YouTube zdjął moje wideo i cały kanał pod pretekstem spamu.

Pomyślałem: ,,Nie, straciłem wszystko! Miałem tyle wyświetleń z tylko jednej piosenki i to po prostu zniknęło“. Ale pomyślałem: ,,Okej, skoro przyjęło się to raz, to musi mieć coś w sobie“. Stworzyłem więc nowy kanał i wrzuciłem piosenkę po raz drugi. Nie urosło to aż tak bardzo, ale zacząłem wierzyć w tę formę. Byli też ludzie, którzy czekali na to wideo, gdy zostało zdjęte i byli szczęśliwi, gdy ono wróciło, więc pomyślałem, że społeczność wokół kanału jest naprawdę fajna. Zdecydowałem, że będę to kontynuować.

Teraz ta społeczność jest całkiem duża, jeśli patrzymy na inne kanały poświęcone Formule 1. Początki jednak z tego, co widzę nie były łatwe. Co prawda diss na Lance’a Strolla był naprawdę popularny, ale twoje kolejne piosenki wypadały dość słabo na tle ,,Daddy’s Cash”. Miałeś też dużą przerwę w zeszłym roku od lipca do października. Dlaczego?

To było głownie przez fakt, że miałem wakacje i pojawił się problem z nadążaniem za wyścigami. Skończyłem właśnie liceum i wyjechałem, by odpocząć, a gdy tylko wróciłem z wakacji, poszedłem do pracy, by troszkę zarobić. Kiedy zrobiłem swój własny comeback (śmiech) z ,,Bohemian Robsody”, napisałem na początku filmu, że praca mnie wykańczała. Miałem wtedy dość ciężką pracę i nie byłem nawet w stanie oglądać Formuły 1. Sytuacja zaczęła w pewnym stopniu się normalizować gdzieś w październiku i zacząłem ekscytować się wizją powrotu do robienia muzyki. Od tamtego momentu jestem całkiem systematyczny.

Można w sumie powiedzieć, że ,,Bohemian Robsody” było przełomowym punktem dla twojej kariery na YouTubie. Ta piosenka naprawdę rozpowszechniała się viralowo.

Absolutnie!

Mogliśmy również od tamtego kawałka obserwować nowy trend, ponieważ przestałeś skupiać się tylko na rapowaniu i zacząłeś używać popularnych, ikonicznych lub memicznych piosenek. Okazało się potem, że generuje to o wiele więcej wyświetleń.

To prawda i to nie było spowodowane tym, że nie chciałem robić własnej piosenki. Po prostu była to dla mnie łatwiejsza droga do zrobienia tego kawałka, ponieważ go znałem. Kiedy byłem w szkole, byłem w chórze i śpiewaliśmy dokładnie tę piosenkę [Bohemian Rhapsody od Queen; przyp. red.]. Znałem wszystkie głosy, nagrałem je w ciągu 12-13 podejść i połączyłem je w jedno. Dlatego właśnie wybrałem ten kawałek – znałem wszystkie głosy, a także jest to jedna z moich ulubionych piosenek.

Doceniam gust muzyczny. Robienie remixów i parodii popularnych piosenek niesie ze sobą jednak problemy natury prawnej. Miałeś już kilka sytuacji, kiedy to twoje piosenki były wyciszane lub demonetyzowane. Jak sobie obecnie z tym radzisz?

YouTube ma na to rozwiązanie, które dla mnie jest dość w porządku. Kiedy wykryją, że prawa autorskie zostały naruszone, co zdarza się na prawie wszystkich kawałkach, które wypuszczam, blokują mi możliwość zarabiania na filmach. Dla mnie nie jest to problemem i pozwalam im to robić. Jednakże w paru przypadkach miałem problemy z Formula One Management, ponieważ używałem ich klipów. Są oni dość restrykcyjni w przypadku osób, które korzystają z ich materiału. Miałem pecha dwukrotnie i dwa razy zdjęli mi filmy. Zresztą, im więcej filmów robię, tym bardziej dbam o takie rzeczy. Zacząłem na przykład używać zdjęć zamiast filmików. Staram się używać tak mało materiału z copyrightem, jak tylko jest to możliwe, by mieć pewność, że mój kanał nie zostanie zdjęty, lub nie dostanę ,,strike’a”. Na razie nie miałem ani jednego. YouTube’owi wystarczyło tylko zdejmowanie filmów, co patrząc na okoliczności było sporym szczęściem (śmiech).

Zdaje mi się, że twoje piosenki są raczej słuchane przez fanów F1, więc zdjęcia i twoje numery wydają się być wystarczające do zaprezentowania wyścigu. Szczególnie, że większość widzów zapewne go widziała.

Tak, bo tu chodzi bardziej o przekazanie opowieści w piosence. Z estetycznego punktu widzenia – oczywiście, że byłoby lepiej używać lepszych materiałów, by tworzyć ładniejsze klipy, lecz nie wydaje mi się, że jest możliwe z filmikami z wyścigów. Z każdym innym formatem zawsze znajdę jakieś rozwiązanie. Zaczynam też powoli nabierać wprawy w edycji wideo i jestem w stanie tworzyć wysokiej jakości klipy. Zwykle moje filmy były bowiem posklejane w bardzo prosty sposób.

Im więcej ich robisz, tym więcej nabierasz doświadczenia.

Dokładnie. Z doświadczeniem przychodzą pewne umiejętności.

YouTube nie jest obecnie twoją pracą i musisz iść na kompromisy, by te obie rzeczy wzajemnie ze sobą nie kolidowały. Nauczyłeś się łączyć pracę z pasją?

Tak, całkowicie mi się to udało. Im więcej filmów na YouTube robię, tym większą częścią mnie się on staje. To jeden z moich priorytetów. Jeśli mam czas wolny, tworzę muzykę. Ale tak, nauczyłem się to łączyć. Obecnie mam dobrą pracę, która pozwala mi na spędzanie czasu na YouTube i innych rzeczach. Jest to dla mnie też formą relaksu. Wolę to, niż siedzenie na krześle i czytanie książki. Po prostu lubię tworzyć piosenki i tworzyć wideo.

To brzmi naprawdę świetnie. A rozważałeś w ogóle zostanie w przyszłości YouTuberem na pełny etat, jeśli miałbyś z tego wystarczającą ilość pieniędzy?

Jeśli mógłbym z tego zrobić pracę, to byłoby to spełnienie marzeń. Bez jaj, marzę o tym.

Ostatnio założyłeś Patronite’a, więc można uznać, że robisz w tym kierunku pewne kroki.

Rzeczywiście, zrobiłem to. Nie wiem, kiedy będziesz wypuszczać ten wywiad, ale szykuję niespodziankę, w której pomogło mi konto na Patronite [Niespodzianką jest giveaway repliki kasku Sebastiana Vettela]. W taki sposób chciałbym właśnie używać tych pieniędzy – by mogły one wrócić do osób, które mnie wspierają.

Pewna forma podziękowania za zaufanie.

Dokładnie. Mam też własny sklep z koszulkami, ale to wszystko jednak obraca się wokół hobby i zarobek nie jest moim głównym celem. Robię piosenki, ponieważ to kocham, a dopiero później dlatego, że jest to opłacalne. Myślałem o tym wiele razy, bo aktualnie tworzę wiele materiału. A jeżeli kiedykolwiek przyjdzie moment, w którym będzie to rzecz, którą MUSZĘ zrobić, zamiast rzeczy, którą CHCĘ zrobić, to nie wiem, czy powinienem to dalej ciągnąć.

Sim Dane

Cały czas mówimy o twoim kanale YouTube, a z tego co wiem, nie jest to twoja cała działalność muzyczna. Tworzysz też bardziej poważne rzeczy na swoim koncie na Soundcloudzie jako QED.

Tak, to prawda! Tworzę też inną muzykę, do której podchodzę równie poważnie, co do kanału YouTube. Oczywiście nie jest to taki sukces, jaki odniósł Sim Dane, ale może tak powinno być. Jest to projekt, nad którym pracuję już od paru lat. Będąc szczerym, Sim Dane jest swego rodzaju placem zabaw dla muzycznych eksperymentów, by być lepszym i ewoluować. Dzięki temu mogę w całości uwolnić siebie w muzyce i czerpać z niej przyjemność. Myślę, że to niezwykle ważne także w kontekście tworzenia poważniejszych treści – im lepiej się bawię, tym lepiej to brzmi. Marzę o tym, by zostać muzykiem. Czy to na YouTube, czy dzięki innym aktywnościom, to byłoby spełnienie wszelkich marzeń i pracuję na to. Nie wiem, jak dokładnie nazwać gatunek, w którym się obracam. To coś w stylu mixu elektroniki i RnB z dodatkami hip-hopu.

Tak bym to zaklasyfikował podobnie, lecz głównie jako RnB, trochę w klimacie twórczości The Weeknd.

Tak, jest on dla mnie wielką inspiracją, zdecydowanie.

W lipcu wypuściłeś nowy singiel, zatytułowany ,,DM’s”. Chcesz może podzielić się z czytelnikami, o czym on dokładnie jest?

DM’s jest o moim związku i jest to dość osobista piosenka. Jest ostrzeżeniem, by być sobą i robić swoje. By skupiać się na swojej drodze, co jest ciężkie, gdy kogoś kochasz. Czasem jednak jest to konieczne.

Możemy się spodziewać jakiejś EP-ki lub czegoś większego w ciągu najbliższych kilku miesięcy?

Tak sądzę. Pracuję nad tym projektem ostatnio całkiem sporo. Jeśli nie robię nic przy Sim Dane, to robię coś przy tym. Prawdopodobnie niedługo wypuszczę jedną lub dwie nowe piosenki. Na pewno będzie coś nowego! Przy okazji chcę też cały czas podnosić jakość muzyki. Pierwsza piosenka jako QED – wolę to wymawiać jako ,,Ked” – była w klimatach lo-fi i na pewno nie na najwyższym poziomie produkcji. Następna brzmiała już trochę lepiej i moją intencją jest podwyższanie tego poziomu. Celowo zacząłem dość nisko i kierunkiem tego projektu jest pięcie się w górę swoich możliwości.

W sumie po samym Sim Dane słychać, że poziom produkcji oraz wokali rośnie z każdym miesiącem.

Dzięki stary. Po prostu staję się coraz lepszy w produkowaniu muzyki. Łatwiej przychodzi mi dostrzeżenie, kiedy zmienić głośność, pobawić się pogłosem, jak odpowiednio zmixować wokale. To wszystko staje się dla mnie łatwiejsze i bardziej jakościowe.

[Emil wrzuca również swoje piosenki na Spotify jako ZublimE. Zapraszamy zarówno tam, jak i na Soundclouda]

Jesteś Duńczykiem więc uznałem, że muszę w tej rozmowie poruszyć tę kwestię. W ostatnim czasie w juniorskich seriach pojawia się sporo młodych talentów z twojego kraju. Mówię tutaj szczególnie o Christianie Lundgaardzie i Frederiku Vestim. Śledzisz ich kariery?

Śledzę akurat tę dwójkę i wspieram. Uważam, że jest to ważne dla nas, Duńczyków, by wspierać świetnych zawodników, jakich przecież mamy. W Danii bowiem dobrzy sportowcy nie są tak wielkimi gwiazdami, jakimi byliby w innych krajach. To bardzo ważne, by im kibicować za bycie w F3 i F2 i radzenie sobie tam naprawdę dobrze.

Powiedziałeś, że sportowcy w Danii nie są aż tak popularni, jak powinni być. To dziwne, ponieważ mieliście naprawdę wielu świetnych kierowców w swojej historii, na czele z Tomem Kristensenem.

No właśnie, ma najwięcej wygranych wyścigów Le Mans, a i tak nie jest tu uważany za gwiazdę, jaką przecież jest.

A jak duży skok zainteresowania Formułą 1 zaobserwowałeś, gdy Kevin Magnussen pojawił się w McLarenie?

To zdecydowanie wiele zmieniło. Media mają jednak tradycję pisania o kierowcach, gdy idzie im źle. Ludzie ekscytują się, gdy dzieje się coś dramatycznego.

A czy te media upatrują w Lundgaardzie lub Vestim potencjalnych następców Magnussena? Są podekscytowane na myśl o kolejnym duńskim kierowcy w F1?

Tylko sportowe media się tym interesują. Inne mówią tylko o Kevinie. Może jeśli Christian zgarnie kolejne zwycięstwo w F2, to zaczną w końcu o nim pisać. Naprawdę mam nadzieję, że tak się stanie, bo on na to zasługuje. Świetnie radził sobie w F3. Śledzę go od jakiegoś czasu i trzymam kciuki, by został w końcu doceniony. Jeśli Duńczycy byliby za nim, to mogło by mu być po prostu łatwiej.

Na koniec mam do ciebie kilka krótkich pytań dla humoru. Pierwsze płatki czy mleko?

Pierwsze do miski idą płatki. Zawsze.

Lundgaard czy Vesti?

Lundgaard.

Hamilton czy Bottas?

Hamilton.

Sim Dane czy QED?

Sim Dane.

Rob Kubitza czy Rob Kubitza?

Rob Kubitza! (śmiech)

Sim Dane

Foto. archiwum prywatne Emila