Magnussen

Kevin Magnussen tłumaczy wycofanie z wyścigu. Powód? Brak opon

Magnussen podczas Grand Prix 70-lecia był zmuszony zakończyć swój udział już na 43. okrążeniu. Jak się okazało winne były opony, a raczej ich brak.

Sezon Haasa nie należy do najlepszych. Nie dość, że wciąż poszukują problemów konstrukcyjnych, z którymi zmagają się od zeszłego sezonu, to jeszcze cierpią z powodu osłabionej jednostki napędowej Ferrari. O duecie kierowców wspominał już nawet nie będę, bo sytuacja nie zmieniła się aż od 2017 roku. W rezultacie zespół szlaja się po tyle stawki, bez realnej szansy na punkty. Jedynym przebłyskiem w obecnym sezonie było Grand Prix Węgier, gdzie zespołowi udało się ugrać punktowaną pozycję dzięki nietypowej strategii strategii. Nie obyło się jednakże bez kontrowersji, co ostatecznie spowodowało, że Amerykański zespół opuścił Budapeszt z połową zdobytych punktów. Tragedii nie widać końca, a kiedy wydaje się, że zespół osiągnął dno, od razu wyciągają łopaty i kopią głębiej. Grand Prix Siedemdziesięciolecia jest najlepszym przykładem absurdów do jakich dochodzi w zespole Gene Haasa. Kevin Magnussen, jedyny kierowca któremu nie udało się ukończyć niedzielnego zmagania, został wycofany z wyścigu z powodu braku opon…

Magnussen

Duńczyk ustawił się do wyścigu na pośredniej mieszance, a w trakcie rywalizacji zjechał do alei dwukrotnie w celu wymiany opon. Za pierwszym razem założył on używany wcześniej w trakcie weekendu komplet twardej mieszanki, a następnie zjechał po świeże hardy. Kiedy ostatni komplet opon z białą paskiem miał już przebieg 10 okrążeń, Kevin zaczął się uskarżać na ich degradację, a konkretniej pojawienie się blisteringu (pęcherze na powierzchni bieżnika). W tym momencie opcji zbyt wiele nie zostało. Magnussen musiałby albo ryzykować dalszą jazdę na zużytych oponach, albo być zmuszonym do wielokrotnych wizyt w alei ze względu na ogromną degradację pozostałych mieszanek, albo… wycofać się z wyścigu.

Właśnie na ostatnią z opcji zdecydował się zespół. Szef amerykańskiego zespołu, Günther Steiner przyznał, że wibracje jakie zaczęły wytwarzać opony stanowiły spore zagrożenie dla zawieszenia.

„Musieliśmy wycofać Kevina na koniec wyścigu, ponieważ pojawiły się wibracje i nie byliśmy już pewni, jak bardzo wpłyną one na zawieszenie”.

Günther Steiner

Sporą cegiełkę do tragicznej sytuacji dołożył sam bolid. VF-20, podobnie jak jego poprzednik z sezonu 2019, czyli VF-19 ma trudności z odpowiednią pracą opon. To sprawia, że kierowca ma dodatkowo utrudnione zadanie przy zarządzaniu ogumieniem.

„Samochód nie zachowywał się w ten weekend w sposób który potrafi. Wiemy, że bolid może się dobrze spisywać, zwłaszcza w niedzielę, w wyścigu. Po prostu nie grał w ten weekend”.

Kevin Magnussen

Kolejną kulą u nogi było zdarzenie z poprzedniego weekendu wyścigowego na Silverstone. Po potężnym wypadku spowodowanym kontaktem z Albonem zespół nie był w stanie zapewnić Magnussenowi optymalnych części, zostawiając Duńczyka ze starymi elementami, które znacznie gorzej radzą sobie w boju.

„Mieliśmy wypadek w niedzielę w zeszłym tygodniu i myślę, że części, które zamontowaliśmy przy podłodze na ten weekend wyścigowy, to były stare części. Naprawdę nie mogę powiedzieć, co innego mogłoby to być. Myślę, że to musi być to, nie wiem, bo samochód jest w stanie być dużo lepszy niż teraz”.

Kevin Magnussen

Magnussen opuszcza zatem Wielką Brytanię z dwoma niezaliczonymi wyścigami. Dla Duńczyka jest to weekend do zapomnienia. Sytuacja Kevina natomiast dobitnie pokazała, z jakimi dodatkowymi trudnościami zmagają się zespoły, w związku ze skondensowanym kalendarzem, który nie pozwala na zapewnienie odpowiedniej ilości zapasowych części z tygodnia na tydzień.

fot. materiały prasowe zespołu