Aston Martin Vanquish 25 – brzydkie kaczątko wyrosło na łabędzia?

Dzisiaj mówiąc nowy Aston Martin Vanquish wszyscy zaczną szukać auta z lat 2012–2018, jednak Ian Callum wziął na warsztat pierwszą generację tego modelu

Ian Callum nie powinien być obcą postacią dla fanów motoryzacji, a w szczególności tej wywodzącej się z Wysp Brytyjskich. W ciągu kilku dekad swojej działalności projektanckiej wypuszczono całą masę pojazdów powstałych na deskach kreślarskich spod jego ręki. Współpraca z kilkoma producentami zaowocowała takimi legendami motoryzacji, jak chociażby Ford Escort Cosworth, Nissan R390, Aston Martin DB9 czy Jaguar F-Type. Na początku 2019 roku zapowiedział on, że osłabił on swoją dotychczasową współpracę z Jaguarem w celu skupienia się na swoich własnych projektach. Jak powiedział, tak też zrobił. W ten sposób zajrzał on w przeszłość, do swoich starych projektów, patrząc, czy po latach nie dałoby się czegoś polepszyć. W przypadku pierwszej generacji modelu Aston Martin Vanquish odpowiedź na to pytanie brzmiała twierdząco, bo powiedzmy sobie szczerze, sam projekt do najładniejszych nie należał. Ian zatem zakasał rękawy, przedstawiając światu limitowaną do 25 egzemplarzy odświeżoną serię tego modelu Astona.

Przeprojektowywanie starych samochodów w taki sposób, aby wpisywały się w obecne trendy nie jest niczym nowym, czego najlepszym przykładem najprawdopodobniej jest kanał TheSketchMonkey. Jednakże mało kiedy zdarza się, aby projektant po latach zasiadał do swojego dzieła, aby je poprawić, a już tym bardziej później wdrożyć do życia takowe modyfikacje. Jednakże w tym przypadku się udało.

Jednakże patrząc na zdjęcia wspomnianego Vanquisha na usta ciśnie się jedno pytanie: po co? Po co po kilkunastu latach wracać do niezbyt udanego pod względem wizualnym pojazdu, a potem wdrażać w nim szereg modyfikacji? I to nie należących do najtańszych, bo przeróbka w przypadku posiadania własnego egzemplarza kosztuje 450 tysięcy funtów, a w przypadku braku takiego pojazdu w naszym garażu wybulić musimy dodatkowe 100 tysięcy. Odpowiedź jest prosta, bo jak się okazuje, wszystko zaczęło się od nabycia jednego egzemplarza Vanquisha przez Iana.

Aston Martin Vanquish

„Kupiłem jednego. Możecie wierzyć lub nie, ale nigdy nie posiadałem samochodu, którego sam zaprojektowałem. Wielu twierdzi że po prostu się dostaje po egzemplarzu, ale niestety tak nie jest”

Zatem marzenie o posiadaniu własnego samochodu swojego projektu wreszcie zostało spełnione, jednakże jak się okazało, dla Calluma było to za mało

Aston Martin Vanquish

„Spojrzałem na niego i stwierdziłem że są elementy, które nie są w porządku po rzeczach których się nauczyłem. Pamiętam że w tamtym czasie w kilku miejscach były pewnego rodzaju kompromisy, ponieważ budżet był napięty. Zacząłem przeprojektowywać pojazd dla siebie.”

I co by tu dużo nie mówić, udało się. Porównując współczesny „lifting” do oryginału bez wątpienia nie można odmówić faktu, że pojazd zyskał na urodzie. Nie jest to co prawda całkowite wymyślenie koła na nowo, bo widać że zachowano klimat pierwowzoru. Wciąż jest to ten sam Vanquish, sportowe GT z 5,9 litrową V12 pod maską. Tym razem jednak, z tych samych proporcji udało się wyrzeźbić znacznie bardziej stylowe nadwozie.

Aston Martin Vanquish

Jeśli jesteście posiadaczami pierwszej generacji Vanquisha, a wasze kieszenie pozwalają na lifting waszego ukochanego auta, to radzę się pośpieszyć, bowiem liczba odświeżonych egzemplarzy zostanie ograniczona do 25 sztuk. Trochę szkoda, ale bez wątpienia wpłynie to na wyjątkowość tej edycji, którą po latach fani Astona bez wątpienia będą cieplej wspominać.

Foto. materiały prasowe producenta