Nikola rzuca rękawicę Tesli na polu elektrycznych pick-up’ów

Kilka miesięcy po premierze Cybertrucka konkurent Tesli, firma Nikola, postanowiła rzucić rękawicę firmie Elona Muska na polu elektrycznych pick-up’ów.

Bardzo mnie ciekawi, jak Nikola Tesla zareagowały na sytuację która dzieje się na naszych oczach. Jego postać, mimo że za życia niedoceniana, dzisiaj, dziesiątki lat po śmierci, przeżywa odrodzenie. Doprowadziło to jednak do pewnej komicznej sytuacji, gdzie dwie firmy motoryzacyjne nazwane na jego cześć rywalizują między sobą. Mowa tu oczywiście o Tesli Inc. i Nikola Corp.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że najgłośniejszą prezentacją samochodową roku 2019 była ta Tesli Cybertruck. Pick-up ten z miejsca stał się fenomenem, podbijając Internet i media bez ani grosza wydanego na promocję. Wszystko to w dużej mierze zasługa niecodziennego i w pewnym sensie kontrowersyjnego designu. Sukces był tak spory, że rekordowej liczbie rezerwacji nie przeszkodziła nawet wtopa z pękniętą, ponoć pancerną, szybą, którą uszkodziło jedynie uderzenie metalowej kulki.

Minęło parę miesięcy, aby druga, mniej znana marka nazwana na część serbskiego wynalazcy pokazała swojego elektrycznego pick-up’a, jakim jest Nikola Badger. Niestety jedyne co na ten moment dostaliśmy, to same rendery. Na fizyczną prezentację modelu będziemy musieli poczekać do wydarzenia Nikola World 2020 zaplanowanego na wrzesień tego roku. Niewiadomą pozostaje również kiedy Badger trafi do sprzedaży.

Na pierwszy rzut oka widać, że Nikola nie poszła śladem Tesli. I nie mówimy tu tylko wyłącznie od wyglądzie, jednakże warto by o nim wspomnieć. Badger w przeciwieństwie do Cybertrucka nie odstaje wyglądem od tego, do czego po latach ewolucji pick-up’ów zdążyli nas przyzwyczaić inni amerykańscy producenci pokroju Forda, Chevroleta czy RAM’a (bo tak, obecnie RAM to marka oddzielona od Dodge’a). Swoim pospolitym wyglądem Nikola może przekonać osoby, którym kontrowersyjna stylistyka nie przypadła do gustu.

No dobrze, ale wygląd jest kwestią gustu. Przejdźmy zatem do mięska, czyli do tego, co Nikola oferuje w Badgerze pod względem technicznym. O ile jest to samochód elektryczny z krwi i kości, to nie będzie on czerpał energii wyłącznie z baterii. Do gry podobnie jak w przypadku elektrycznych ciężarówek tej marki mają wejść ogniwa wodorowe (w tym modelu o mocy 120kW).

Jeśli wcześniej o tym nie słyszeliście, to już tłumaczę. Ogniwa wykorzystując wodór w reakcji z tlenem wytwarzają prąd elektryczny, który następnie zasila silniki elektryczne. To pozwala na zmniejszenie znaczenia baterii (bo te mimo wszystko muszą wystąpić jako bufor energii), a lżejsze ogniwa zmniejszają masę pojazdu. Do tego dochodzi fakt tego, że ładowanie wodoru trwa niewiele dłużej niż tankowanie samochodów zasilanych „tradycyjnymi” paliwami. Tak, napęd elektryczny, w którym nie trzeba czekać kilkudziesięciu minut na ładowanie. Bo tutaj nie ładujesz baterii jak w telefonie, tylko „wlewasz” wodór pod ciśnieniem do baku z włókna węglowego. Do tego jedynym skutkiem ubocznym tego napędu jest para wodna.

Z racji na to, że to wciąż samochód elektryczny, warto wspomnieć o zasięgu. Badger w przeciwieństwie do Toyoty Mirai posiada baterie większe niż tylko buforowe. To ma pozwalać na przejechanie około 480 kilometrów na całej baterii. Natomiast zasięg na jaki pozwala pełen bak wodoru (czyli 8kg tego pierwiastka) wystarcza według producenta na tyle samo, co oferuje bateria. Zatem sumując zasięg baterii i ogniw dostajemy ponad 950 kilometrów na jednym ładowaniu i tankowaniu. Jest to wynik o ponad 150km lepszy od Tesli Cybertruck i to w najlepszym wariancie.

Na szczęście spory zasięg nie wpłynął na osiągi. Dostępny od zera moment obrotowy o wartości ponad 1300Nm pozwala na przyspieszenie do setki w czasie poniżej 3,3 sekund, co jak na ogromnego pick-upa robi wrażenie. Jeśli chodzi o moc która jest przekazywana niezależnie na każde koło, to Nikola w swoich danych technicznych podaje dwie wartości: moc „szczytową” oraz „ciągłą” i z tego co wywnioskowałem, to ta pierwsza, wynosząca 906 koni mechanicznych będzie stanowiła maksymalny potencjał tychże silników, który zapewne będzie wykorzystywany w ekstremalnych sytuacjach przy włączeniu odpowiedniego trybu jazdy. Natomiast moc ciągła, która jest podawana na 455 KM będzie pozwalać na przejechanie wspomnianych wcześniej ponad 950 kilometrów.

Oczywiście tego typu samochodów nie kupuje się, żeby ścigać się na jedną czwartą mili, a zazwyczaj służą one do przewożenia towarów czy przyczep. W związku z tym Badger będzie miał uciąg 3,5 ton, jednakże jest to wynik gorszy od Cybertrucka, u którego wartość ta wynosi 6,25 tony. Do tego oczywiście nie można zapomnieć, że przy podłączeniu masywnej przyczepy zasięg znacząco spadnie.

Nikola ma też zamiar w najbliższym czasie na terenie Ameryki Północnej powoli eliminować główną wadę samochodów wodorowych, jaką jest ilość stacji ładowania. Tych ma przybyć około 700, jednakże na ten moment ciężko powiedzieć kiedy zostanie to zrealizowane. Pozostaje jednak trzymać kciuki, bo na pewno zyska na tym napęd wodorowy, który może stać się dobrą alternatywą dla samochodów elektrycznych z akumulatorami.

Foto. materiały prasowe