Ferrari – Definicja Kompromitacji, czyli kilka słów o poleceniach zespołowych oraz o sezonie 2019 z perspektywy Włochów

Syzyf toczył kulę na górę, okazała się za silna. Zaczęła się staczać, a Syzyf wraz z nią. Tym Syzyfem jest zespół Ferrari.

Zespół Ferrari ma silne argumenty do wygrywania w tym sezonie:

  • Całkiem konkurencyjny bolid, który dobrze radzi sobie na prostych
  • Dwóch bardzo dobrych kierowców:
    • 4-krotengo mistrza świata Sebastiana Vettela
    • niesamowity młody talent w postaci Charlesa Leclerca,
  • Nowego szefa zespołu w postaci Mattia Binotto.

Na papierze wygląda to solidnie, ale w praktyce ten sezon dla ekipy z Maranello zaczyna się katastrofalnie, a szefostwo Ferrari prezentuje się na amatorskim poziomie.

Mercedes w przeciągu pierwszych pięciu wyścigów tego sezonów odniósł pięć podwójnych zwycięstw (dubletów), ustanawiając nowy rekord w Formule 1 pod tym względem. Ostatni raz taka dominacja miała miejsce w roku 1992 kiedy to zespół Williamsa odniósł trzy dublety pod rząd na początek sezonu. Obecnie Ferrari traci w klasyfikacji konstruktorów aż 96 pkt. do Mercedesa, a w klasyfikacji kierowców Sebastian Vettel traci 46 pkt. do Lewisa Hamiltona. Kierowca Red Bulla, Max Verstappen, skutecznie odbierał punkty kierowcom Ferrari stając dwa razy na najniższym stopniu podium i 3 razy zdobywając czwartą lokatę.

Sporo z tych sukcesów zespół Ferrari podarował bez wysiłku na własne życzenie. Kolejne posunięcia Ferrari prosiły wręcz o pomstę do nieba. GP Hiszpanii to już w ogóle jakaś tragikomedia. Widząc walkę Sebastiana Vettela i Charlesa Leclerca, czułem się jak bym oglądał jakąś komedię, w dodatku z powrotem do przeszłości, bo ta komedia powtórzyła się w późniejszym etapie tego samego wyścigu. A przyszłość wcale nie wygląda na bardziej kolorową. Jeżeli Ferrari drastycznie się nie zmieni to możemy
dostać powtórkę z sezonów 2015 i 2016, gdzie srebrne strzały kompletnie zdominowały rywalizację.

Problem Ferrari należy przedstawić od początku. Zespół Ferrari przed sezonem 2019 przeszedł poważne zmiany – śmierć prezydenta Ferrari Sergio Marchionne, zmiana szefa zespołu oraz zatrudnienie bardzo młodego Charlesa Lerclerca. I przy zatrudnieniu Monakijczyka popełniono pierwszy kardynalny błąd, który jak się okaże zaważył na wynikach Ferrari w sezonie 2019. Otóż ogłoszono publicznie informację że Sebastian Vettel będzie faworyzowany w zespole i to na nim zespół ma skupić się w walce o tytuł Mistrzowski, nawet kosztem wyników Charlesa Leclerca. Na pierwszy rzut oka to nie była zła decyzja i ,,łatwo mówić po fakcie”, a do tych faktów później przejdziemy. Należy jednak wspomnieć jakim kierowcą jest Sebastian Vettel.

Otóż Sebastian nie radzi sobie z konkurencyjnymi partnerami z zespołu, w sezonach 2010-2013 miał do dyspozycji najlepszy bolid w stawce, który dawał mu mistrzostwa, a kolega z zespołu był po prostu solidny. W sezonie 2014, kiedy jego partnerem był awansowany z Toro Rosso Daniel Ricciardo, to dostał solidne baty, od tego momentu musiał posiadać w zespole słabszego kierowcę w postaci Kimiego Raikkonena. Ferrari budowało skład pod niego, by nie załamał się psychicznie. Ale nawet z takim partnerem potrafił spisywać się fatalnie.

Sezon 2018 to narodziny Sebastiana Vettela. 4-krotny mistrz świata popełnił masę błędów i głupich decyzji, o których aż żal wspominać. Wypadał poza tor kiedy prowadził w wyścigu, atakował w ryzykownych miejscach Maxa Verstappena, gdzie mógł go bez problemu wyprzedzić na prostej z DRSem, próbował zaatakować Raikkonena na starcie GP Włoch i przypłacił to spadkiem na koniec stawki. Szanse na Mistrzowski tytuł, które miał niszczył z wyścigu na wyścig, a Mercedes korzysta garściami w takich sytuacjach. Natomiast Charles Leclerc miał bardzo dobry sezon 2018. Będąc kierowcą Saubera zdobył kilka razy więcej punktów od kolegi z zespołu, pokazywał kunszt wyprzedzania i jazdę świetnym tempem oraz co najważniejsze – dojrzałą mentalność i odwagę.

I po takim sezonie szefostwo Ferrari stwierdziło, żeby faworyzować Vettela kosztem Leclerca. Tak z góry, od razu, przed 1. wyścigiem, kiedy nie wiadomo jak dany kierowca się spisuje. Ekipa z Maranello powinna sobie zadać podstawowe pytania ,,Czy Sebastian Vettel rzeczywiście jest szybszy od Charlesa Leclerca?”, „ A co jeśli Leclerc będzie szybszy? Co wtedy zrobić ?”, ,,Jak to odbiorą nasi fani?”. I mam spore przeczucia, że te pytania nie zostały zadane. Poświęcenie talentu kosztem zawodzącego Vettela… ależ to była nieprzemyślana decyzja.

Mercedes podchodzi do takich spraw bardziej profesjonalnie, na początek każdego sezonu każdy ma czystą kartę i nie ustala z góry kto ma wygrywać – zdecydują wyniki. Tak było też w Ferrari, ale w przeszłości, w okresie kiedy Michael Schumacher i Rubens Barichello jeździli w jednym zespole. Zawsze Schumacher wypadał lepiej od Brazylijczyka na początku sezonu, ale przynajmniej przez pierwsze wyścigu Rubens był traktowany fair – na równi z utytułowanym kolegą. A tutaj? Młody talent, który podziwiają kibice i już podcięte skrzydła, kosztem człowieka, który kompletnie zmarnował swoje możliwości sezon wcześniej. A teraz opisując wyścigi krok po kroku.

Grand Prix Australii

Inaugurację sezonu 2019 mogliśmy obserwować tradycyjnie w Australii. Kwalifikacje i wyścig to kompletna dominacja Mercedesa, Ferrari nic nie mogło zrobić w walce o zwycięstwo. Jednak okazało się, że faworyzacje kosztem drugiego zawodnika zobaczymy już w Australii. W końcówce wyścigu problemy z samochodem zgłaszał Sebastian Vettel, który jechał o sekundę wolniej niż jego zespołowy partner, Charles Leclerc. Ferrari nie pozwoliło jednak Monakijczykowi na wyprzedzenie Niemca, a jechał tuż za nim. To było potwierdzenie przedsezonowych deklaracji, że Niemiec ma być liderem Ferrari. 

I teraz zasadnicze pytanie ,,po co?” Każdy powinien otrzymać na początek czystą kartę, przynajmniej na początek sezonu, żeby móc się wykazać, wtedy kiedy układ sił w klasyfikacji się dopiero kształtuje. Leclerc sprawował się równie dobrze podczas tego weekendu jak Vettel. Ale Ferrari tak zadecydowało i kibice uświadczyli po raz pierwszy w tym sezonie team order Ferrari.

Grand Prix Bahrajnu

Ferrari, mimo dwóch pierwszych lokat na starcie GP Bahrajnu, nie zdołało wygrać drugiego wyścigu w tym sezonie. Prawdę mówiąc Ferrari miało sporego pecha i to nie ich wina, ale na początku wyścigu zespół pokazał swój geniusz. Drugi wyścig sezonu i team order po raz drugi, prowadzi Vettel, za nim szybszy Leclerc.

Charles dostaje polecenie zespołowe by nie wyprzedzać kolegi z zespołu i się podporządkowuje…przez pewną chwile, ponieważ Sebastian Vettel poważnie spóźnił hamowanie do zakrętu, Charles mając wybór – zwolnić lub wyprzedzić wybrał to drugie i wspiął się na prowadzenie. Jechał po zwycięstwo, miał najlepsze tempo. Ale niestety trafił na ogromny pech. W samochodzie Monakijczyka doszło do awarii, wskutek której stracił pozycje na rzecz obu kierowców Mercedesa. Gdyby nie problemy młodego zawodnika to odniósłby swoje pierwsze zwycięstwo w F1. Zresztą to, że stanął na najniższym stopniu podium to i tak ogromny fart.

Nie będę tu krytykował Sebastiana Vettela, który w walce o pozycje z Lewisem Hamiltonem zaliczył kolejnego spina. Zabrakło mu docisku w tym konkretnym momencie i nie mógł nic z tym zrobić, tylko dlaczego musiało się to trafić akurat Vetteowi, który słynie z obrotów? Pechowy weekend, drugi dublet Mercedesa.

Grand Prix Chin

Trzeci wyścig sezonu i już trzecie polecenie zespołowe! Charles Leclerc otrzymał polecenie przepuszczenia Sebastiana Vettela. Monakijczyk później jechał szybciej i niszczył opony, ale nie mógł wrócić przed Niemca, a przez radio otrzymał polecenie, aby robić swoje. Robić swoje jadąc przed wolniejszym kolegą i nie móc go wyprzedzić, wspaniale. Vettel zakończył wyścig na 3. miejscu, a Charles na 5. Gdyby nie polecenie zespołowe Charles najprawdopodobniej stanął na podium a Vettel byłby czwarty, kolejna utrata punktów na rzecz Verstappena.

Grand Prix Azerbejdżanu

Tutaj nic Ferrari nie zawaliło, po prostu było za wolne, a Mercedes pokazał swoją dominację. Można doszukiwać się drobnych błędów, bo na przykład Charles rozbił swój bolid na twardszej mieszance, która była niedogrzana, ale to raczej brak szczęścia Ferrari niż wielkie, celowe błędy.

Grand Prix Hiszpanii

Hiszpania, czyli kabaret w wykonaniu Ferrari. Na tym torze jedynym realnym miejscem do wyprzedzania jest prosta startowa. Mercedes jedzie na dwóch pierwszych pozycjach, następnie Verstappen, a za nimi dwa Ferrari. Rozsądek podpowiada, że trzeba gonić Verstappena , próbować
go złapać. Szybszy Leclerc jedzie za Sebastianem Vettelem. Sebastian Vettel, który już na pierwszym zakręcie z własnej winy skrócił żywotność swoich opon, jechał słabym tempem, blokował Leclerca. I co się dzieje? Walka pomiędzy kierowcami Ferrari. Leclerc niszczy opony i utrzymuje się za spowalniającym go Vettelem, który go blokuje. Stratedzy nic z tym nie robią! Nie każą Vettelowi przepuścić Leclerca (co było by najrozsądniejsze) i z drugiej strony nie każą Leclercowi jechać za Vettelem. Jak by się bali, że czwarty team-order w sezonie na niekorzyść Leclerca mógłby fatalnie wyglądać PR-owo.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że Mercedesy walczyły ze sobą m.in. w Baku. Tylko, że w tamtej sytuacji to Mercedes miał 4 dublety z rzędu i jechał po piąty, należało próbować to powstrzymać. A tutaj, deklaracje przedsezonowe i zły odbiór wśród kibiców sprawiają, że nie ma decyzji na temat zmiany pozycji w trakcie wyścigu, jakby Mattia Binotto bał się o odbiór fanów i zastanawiał się co było by lepsze dla wizerunku, kosztem pozycji w wyścigu. Oczywiście po kilku okrążeniach padło polecenie zespołowe i Vettel przepuścił Leclerca. Ale było już po zawodach, opony Leclerca już były zużyte i nie przybliżył się do Verstappena.

W dalszej części wyścigu również nie było lepiej. Leclerc, który miał założone opony twarde i był skazany na jeszcze jeden postój, blokował Sebastiana Vettela, który podróżował za monakijczykiem ze zdecydowanie lepszym tempem, co finalnie dało miejsca poza podium. Tutaj też zabrakło polecenia zespołowego! W sytuacji, gdzie jeden kierowca jedzie szybciej i ma przed sobą jeszcze jeden pit-stop, a drugi kierowca jedzie wolniej, ale już nie korzysta z pit-stopu to polecenie zespołowe jest oczywiste. Podstawowa zasada w F1 jak 2+2. I tutaj znowu brak decyzji, bo zespół boi się wykonać polecenia zespołowego po raz 4 na niekorzyść Leclerca, bo źle to będzie wyglądało w mediach…, że też przy deklaracji faworyzowania Vettela nie pomyśleli o złym odbiorze tego przez fanów.

Vettel zjechał do pitstopu i wyjechał przed Gaslym, przed kierowcom, który się uczy dopiero jeździć bolidem Red Bulla. Oczywiście wyprzedził go bardzo szybko, ale co jeśli Gasly by wybronił 5 miejsce? To by była kompromitacja. Że też nikt nie obliczył kiedy ściągnąć Vettela, żeby nie wyjechał przed bolidem Gaslyego… 3 ogromne błędy – jeden wyścig.

W poniedziałek oraz we wtorek największe serwisy sportowe oraz gazety we Włoszech w ostrych słowach wypowiedziały się na temat ostatnich wyników Ferrari. Jak można było dopuścić do takiej sytuacji…przecież Ferrari to tradycja F1, zespół który inwestuje mnóstwo pieniędzy, ma jednych z najlepszych inżynierów, ma dobrych kierowców i nowe szefostwo. Były szef Ferrari Mauricio Arrivabene został zwolniony z powodu słabych wyników, ale z nim Ferrari przynajmniej zwyciężało i mogło walczyć, to nie była wina szefa, że Vettel się kompromitował, a co mamy teraz? Po 5 wyścigach Ferrari traci 96 punktów do Mercedesa, przepaść. Przyszłość nie wygląda pozytywnie, Mercedes ma już 5 dubletów z rzędu co jest rekordem w historii Formuły 1 i nie zamierza się zatrzymać. Problemy bolidu w wolnych zakrętach i w strategii zespołowej. Moim zdaniem Mercedes nie da już sobie wypuścić tej przewagi i zdobędzie kolejny tytuł Mistrzowski.

Zwłaszcza, że przed Ferrari teraz kolejny ciężki weekend na ulicznym torze w Monako. Powtórzenie wyniku z 2017 roku, zarówno z kwalifikacji oraz wyścigu, będzie dla wszystkich wielkim szokiem, jednak taki scenariusz jest mało prawdopodobny, ponieważ bolid ma poważne problemy na wolnych zakrętach, a sukcesem dla Vettela oraz Leclerca będzie pokonanie Red Bulla. Mercedes jest faworytem podczas tego weekendu, ewentualnie Max Verstappen z Red Bulla może im bardzo zaszkodzić.

Foto. @Scuderia Ferrari Press Office