Dynamic photo

Audi e-tron S jest SUV’em i elektrykiem, ale możesz nim driftować

Audi e-tron S może wydawać się ociężałym SUV’em, który z założenia jest wolny, niestabilny i nijaki, ale tak naprawdę to SUV, który może lecieć bokiem, jest bardzo precyzyjny i ma ogromną moc. Zdziwiony?

O elektrykach można powiedzieć zarówno wiele złego jak i wiele dobrego. Z jednej strony starają się być ekologiczne i nie emitować CO2 do atmosfery, ale z drugiej strony mają baterie, których nie ma gdzie składować po okresie ich użyteczności oraz zasilane są prądem pochodzącym z elektrowni węglowych (przynajmniej w Polsce). Jednak mają jedną zaletę, którą pokocha każdy motomaniak – moment obrotowy. To w jak szybki i bezpośredni sposób pojawia się pełny moment obrotowy może przyprawić o mdłości i to dosłownie, bo przyspieszenie potrafi wgnieść w fotel. Tak też jest w Audi e-tron S, czyli najnowszym wcieleniu elektrycznego SUV’a z Ingolstadt. Teraz Audi udowadnia, że jeśli chcesz to e-tron S może lecieć bokiem jak na zawołanie. Musisz być tylko w stanie go opanować.

Moc Audi e-tron S to standardowo 430 KM i 808 Nm. Sporo, lecz to wartości dostępne zaraz po zajęciu pozycji za kierownicą i wybrania skrzynią biegu D. Jednak naciskając jeden magiczny przycisk uruchamiamy prawdziwą bestię. Tak zwany “overboost” to 500 KM i 973 Nm dostępne przez 8 sekund, ale jadąc e-tronem S będzie to najdłuższe 8 sekund w twoim życiu. Sprint do setki zajmuje zaledwie 4,5 sekundy i może nie jest to tak samo zniewalający wynik jak w przypadku RSQ8, gdzie mamy czas na poziomie 3,8 sekundy oraz towarzyszy nam symfonia dźwięku 4-litrowego V8, ale e-tron da się lubić. Prędkość maksymalna została ograniczona do 211 km/h i nad tym trochę ubolewamy, bo przyzwyczailiśmy się do okrągłych wartości w postaci 250 km/h.

Wersja S, czyli ta bardziej sportowe występuje zarówno dla zwykłego e-trona jak i tego w nadwoziu Sportback. Poniższy materiał daje wyraźnie do zrozumienia, że nawet z elektryka można czerpać radość. Wszystko zależy od naszego podejścia do tematu. Może czas zmienić nastawienie do samochodów elektrycznych, bo jak się okazuje nie są one takie złe, jak sądzi opinia publiczna. Od czasu, gdy producenci przestali je specjalnie udziwniać i dodawać im elementy futurystyczne to poza długim czasem ładowania ciężko znaleźć argumenty przeciwne użytkowaniu elektryków. Jednak nie zmienia to faktu, że w zestawieniu z V8 czy V6 zawsze będą na przegranej pozycji. Taki już ich los…

Foto. materiały prasowe producenta