#TEST – Volkswagen T-Roc 1.5 TSI DSG 150 KM – daje więcej niż potrzeba

Moda na typy aut, które można zbiorczo określić crossoverami szaleje w najlepsze. Każdy szanujący się producent musi posiadać takie auto w ofercie. Oto propozycja producenta “aut dla ludu”, czyli Volkswagen T-Roc.

Byłem bardzo ciekaw jakich emocji dostarczy mi Volkswagen w roku 2020. Jasne, miałem styczność z paroma nowymi autami grupy VAG na przestrzeni ostatnich kilku lat, ale z tą najważniejszą marką w koncernie – właściwie wcale. Naszła mnie taka refleksja, gdyż zdałem sobie sprawę, że jedyne oblicze Volkswagena które znam, to to sprzed kilkunastu lat i które raczej nie pozostawia zbyt miłych wspomnień. Jednak teraz model T-Roc sprawił, że wszystkim którzy mają podobnie mogę szczęśliwie oznajmić: zmieniło się bardzo dużo, na lepsze.

T-Roc

Typowy mieszczuch

Zacznijmy od kwestii bardzo istotnej dla wielu nabywców tego typu aut. Czy T-Roc jest ładny? Zdecydowanie. Reakcje wszystkich znajomych były jednogłośnie pozytywne, auto nawet wyraźnie przyciągało też spojrzenia przechodniów. Możliwe, że to za sprawą pomarańczowego, metalicznego lakieru “Energetic Orange” oraz kontrastującego czarnego, również metalicznego dachu. Mimo iż jest to nieco wyższy samochód, linie nadwozia oraz okien bardzo dobrze to kamuflują. Linia boczna została naszkicowana tak, aby przypominała raczej hatchbacka niż SUVa. Wysoka burta boczna (co daje też miłe uczucie otulenia przez samochód wewnątrz, ale o tym za chwilę), stosunkowo niskie okna, nieznacznie opadająca ku tyłowi linia dachu i okien, krótki zwis tylny i brak dodatkowego okna za drzwiami tylnymi, które jest atrybutem kombi oraz SUVów – to cechy szczególne tego stylu. Do tego, testowy egzemplarz został wyposażony w pakiet stylistyczny R Line. Zawiera on nieco bardziej zadziorne zderzaki, kilka emblematów R oraz parę smaczków wewnątrz. Z tym pakietem znikają również plastikowe osłony progów i zderzaków dookoła auta, a w zasadzie stają się o wiele mniejsze – jest więcej lakieru. Egzemplarz ten to wersja wyposażenia Premium, co dla wyglądu jest o tyle ważne, że tradycyjne kierunkowskazy i światła do jazdy dziennej poniżej reflektorów zastępują tu nowoczesne LEDowe markery, służące jako światła dzienne i kierunkowskazy na przemian. Niestety T-Roc ma wiele sztucznych wlotów powietrza, ale autu które ma się podobać głównie ludziom nie do końca pasjonującym się motoryzacją można to wybaczyć.
Najważniejsze, że T-Roc wjeżdżając do tętniącego życiem miasta czuje się jak u siebie w domu. Nie wyróżnia się w żaden negatywny sposób, wpasowuje się w modę i wywołuje pozytywne emocje. Prawdziwy mieszczuch.

Wnętrze i bagażnik

Zajmuję miejsce w środku i myślę: “Kurczę, ładnie tu…”
Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest skórzana, spłaszczona u dołu kierownica R. Dokładnie taka sama, jaką znajdziemy w T-Roc’u R oraz Golfie R. Nasz pospolity egzemplarz otrzymał ją wraz ze wspomnianym wcześniej pakietem R Line. Tuż za nią wita nas duży wyświetlacz pełniący rolę zegarów, więcej o nim nieco później. Deskę rozdzielczą zdobi całkiem schludna, szara listwa, którą można również zamówić w kolorze nadwozia. Konsola środkowa składa się z nowocześnie wyglądającego dotykowego ekranu, z przyciskami, również dotykowymi oraz dwoma pokrętłami po bokach; po stronie kierowcy głośność a po prawej przewijanie. Są one jednak trochę małe i bardzo blisko przycisków dotykowych, oraz samego ekranu, co sprawia że czasem próbując z nich korzystać zdarzało mi się przełączać przypadkowo między wszelakimi stronami menu i na przykład zmienić źródło muzyki…

Poniżej znalazła się konsola sterowania wentylacją i klimatyzacją. Wszystko jest tu wzorowo rozłożone, dwa pokrętła temperatury dla dwóch stref, klasyczne, fizyczne przyciski, wszystko intuicyjne i tam gdzie tego oczekujemy – bez zastrzeżeń. Schodząc jeszcze niżej, mamy miejsce na dużego smartfona, wraz z ładowarką indukcyjną. Tunel środkowy w okolicach drążka skrzyni biegów jest niestety pokryty błyszczącym plastikiem w kolorze fortepianowej czerni, co oznacza, że po pewnym czasie ciężko będzie utrzymać ten element w czystości. Ale jak na razie wygląda ładnie.

Po zajęciu miejsca szybko czuć, że ogrzewane, pół-skórzane fotele są wygodne i mają całkiem niezłe (jak na crossovera) trzymanie boczne. Są one ustawiane manualnie i widać od razu, że Volkswagen umie dobrze zaprojektować manualną regulację foteli, co wbrew pozorom nie jest w dzisiejszych czasach tak oczywiste wśród nowych aut z tej półki. Wysokość reguluje się tu pompką, a oparcie precyzyjnym pokrętłem. Super. Jest nawet regulacja odcinka lędźwiowego.

…manualna! Pierwszy raz spotkałem się z takim rozwiązaniem. Nie daje tyle swobody co elektryczna regulacja w dwóch płaszczyznach i nie podpasuje raczej każdemu kręgosłupowi, ale działa, choć w pierwszej chwili pomyślałem, że T-Roc takowej regulacji nie ma wcale, szukając bezwiednie jakichś przycisków z boku siedziska, podczas gdy dźwignia chowa się na boku oparcia po lewej stronie.

T-Roc, dzięki dość wysokim burtom drzwi, daje wrażenie miłego otulenia przez samochód. Miejsca na nogi oraz nad głową z przodu – nadmiar. Podłokietniki miękkie, wygodne. Pod tym środkowym znajduje się dość głęboki schowek, typowych rozmiarów. Trochę przed nim oraz poniżej – dwa uchwyty na kubki, jeden mniejszy, drugi większy. Świetne rozwiązanie. Ale to nic w porównaniu z cupholderem w rozkładanym podłokietniku środkowym z tyłu! Tam bowiem jest jeden duży, długi uchwyt, w którym można sememu sobie poustawiać ścianki dwóch uchwytów, tak aby pasowały idealnie do naszego pojemnika. Myślę, że jeśli chodzi o błyskotliwość tego rozwiązania, to może ono śmiało konkurować z ukrytymi uchwytami na napoje nad schowkiem pasażera w Porsche 911 991.

Niestety z miejscem z tyłu nie jest już tak kolorowo. Przy wzroście około 194 cm (z czego większość to niestety nogi) nie byłem w stanie komfortowo zając miejsca za samym sobą. Jeśli kierowca i pasażer za nim będą nieco bardziej standardowych rozmiarów, myślę że nie powinno być problemów. Przestrzeń na głowę jest natomiast zdecydowanie wystarczająca. Pasażerowie z tyłu otrzymują również własne gniazdo 12V oraz nawiewy, klimatyzacji, które o dziwo działają prawie tak dobrze jak te z przodu.
Całe wnętrze, wraz z opcjonalną czarną podsufitką, podkreślają LEDowe lampki wewnętrzne o przyjemnej, białej, nieco chłodnej barwie, oraz białe oświetlenie ambientowe, obejmujące linię drzwi, oświetlenie bocznych kieszeni, oraz przestrzeni na nogi. Z tego co wyczytałem w konfiguratorze, może być ono również czerwone, na stałe.

Niestety, tak jak wszyscy inni dziennikarze, nie mogę nie wspomnieć o największym i w zasadzie jedynym znaczącym problemie tego wnętrza. Mowa o materiałach i wykończeniu. Jasne – wszystko jest piękne i funkcjonalne, ale niestety gdy spędzisz w T-Roc’u nieco więcej czasu, dostrzeżesz na przykład tani plastik, z którego wykonana została deska rozdzielcza, boczki drzwi i konsola środkowa, zobaczysz, że ta elegancka listwa ozdobna na desce również jest z twardego, cienkiego plastiku, a drążek skrzyni biegów (przynajmniej w przypadku skrzyni DSG i tego egzemplarza) wcale nie jest skórzany, z aluminiowym pasem jak mogłoby się wydawać, a wykonany z materiału, który ciężko było mi sklasyfikować, ale było to coś między bardzo twardą gumą a miękkim plastikiem, do dziś nie jestem pewien. Aluminiowy pasek to.. Zgadłeś, plastik. Ale w porządku. to jest miejski, modny crossover. Ma być ładny, krzykliwy, ale nie za bardzo, komfortowy, ale nie ociekający luksusem, nie musi mieć skóry na desce, a w czasie jazdy żaden z tych plastikowych elementów nie trzeszczy. Czyli wszystko w porządku!

No niestety nie.. Jedyną rzeczą, która naprawdę mnie zirytowała w tym samochodzie, są uchwyty do zamykania drzwi w środku.
Tak jak reszta powierzchni drzwi, uchwyt do ich zamykania jest wykonany z taniego plastiku. I naprawdę nie miałbym z tym absolutnie żadnego problemu, gdyby nie trzeszczał on nieznośnie przy każdym otwieraniu i zamykaniu drzwi od środka. Lekkie ściśnięcie uchwytu wywołuje niemiłosiernie tandetny, plastikowy dźwięk. To naprawdę duża wada – wyobraź sobie sytuację, w której podchodzisz do swojego nowego, modnego, zadziornie wyglądającego crossovera w jaskrawej pomarańczy, wyglądasz jak król życia, ale wsiadasz i gdy chwytasz drzwi aby je zamknąć, podziwiający Cię ludzie, którzy stali obok słyszą dźwięk ściskania chińskiego pistoletu na kulki dla dzieci za 5 złotych z bazarku. Naprawdę, nie przesadzam. Volkswagen, proszę, możecie robić plastikowe klamki i uchwyty, ale sprawcie chociaż, aby nie trzeszczały przy dotknięciu, błagam…

Całe szczęście, bagażnik sprawia, że T-Roc rehabilituje się po tej niefortunnej wpadce. Tylna klapa, która może być również automatyczna, skrywa 445 litrów całkiem ustawnej przestrzeni, którą można powiększyć do 1290 litrów składając oparcia tylnych foteli. Nie zabrakło tu też haczyków na torby z zakupami, ani zaczepów na siatkę transportową. Na środku oparcia tylnej kanapy znajduje się klapa pozwalająca przewozić narty i inne długie przedmioty bez składania oparcia. Podłoga, pod którą znajduje się miejsce na koło zapasowe i narzędzia ma specjalne zaczepy, które utrzymają ją w pozycji podniesionej, prosta rzecz a ile nerwów oszczędza.

Technologie

Tych w T-Roc’u nie brakuje. Nasz testowy egzemplarz otrzymał Pakiet Drogowy, w skład którego wchodzą między innymi: reflektory w technologii LED, fotochromatyczne lusterko wsteczne (przyciemniane automatycznie), wycieraczki automatyczne z czujnikiem deszczu, asystent jazdy w korku, asystent utrzymania pasa ruchu, system monitorowania martwego pola, oraz aktywny tempomat adaptacyjny działający w zakresie aż do 210 km/h. (jednak w tej wersji silnikowej, jeśli chcesz sunąć autobahnem z taką prędkością, równie dobrze można po prostu trzymać wciśnięty do oporu gaz, gdyż katologowa prędkość maksymalna wynosi 205 km/h…) Volkswagen T-Roc, dzięki rozwiniętemu asystentowi pasa ruchu oraz tempomatowi, oferuje jazdę półautonomiczną. Samochód sam zwolni przed poprzedzającym autem, zatrzyma się do zera, oraz ruszy, za delikatnym dotknięciem pedału gazu. Oczywiście nie zrobi tego ze skrzynią manualną. Do tego, pod warunkiem że pas ruchu naznaczają dwie wyraźnie widoczne linie, asystent sam steruje układem kierowniczym, prosząc tylko co pewien czas o przejęcie prowadzenia przez kierowcę. System ten w teorii powinien być używany jedynie na autostradach i drogach szybkiego ruchu, ale doskonale sprawdza się w wielu sytuacjach miejskich i przede wszystkim w korkach wszelkiego rodzaju. Samochód jest również w stanie wykryć pieszych, rowerzystów i inne przeszkody oraz awaryjnie zahamować bez interwencji kierowcy. Podczas cofania monitorowana jest przestrzeń po bokach pojazdu w poszukiwaniu szybko poruszających się pojazdów w ruchu poprzecznym do auta. Warto też dodać, że T-Roc rozpoznaje znaki z ograniczeniami prędkości i wyświetla je w widocznym miejscu na ekranie – przydatne.

Ekran, który zastępuje konwencjonalne zegary za kierownicą, tak jak w wielu innych modelach Audi, Volkswagena i Skody, oferuje szeroki zakres personalizacji, w zależności od tego, czego w danej sytuacji potrzebuje kierowca. Można na przykład zagospodarować niemalże całą powierzchnię ekranu na mapę nawigacji, zwalniając przy tym ekran środkowy, jeśli korzystamy na przykład z Android Auto lub Apple CarPlay, które również są tu wspierane. Ekran za kierownicą ma kilka menu, zawierających między innymi standardowe informacje takie jak ciśnienie w oponach, zasięg, czy średnia prędkość. Na pochwałę zasługują animacje przejścia między trybami wyświetlania – gładkie, płynne, przyjemne dla oka. Niestety, w trybie z pełnymi, okrągłymi prędkościomierzem i obrotomierzem, kolor niebieski jest jedynym wyświetlanym i nie zmienia się on w zależności od trybu jazdy – szkoda.

Jeśli jesteśmy już przy trybach jazdy, jest ich aż pięć; Eco, Comfort, Normal, Sport, oraz tryb indywidualny, w którym możemy dostosować działanie silnika, skrzyni biegów, zawieszenia, oraz klimatyzacji. W trybie Eco, skrzynia przechodzi w tryb ekonomiczny i wspomaga kierowcę w ekonomicznej jeździe; zmienia biegi szybciej i wcześniej, najwydajniej jak się da. Do tego częściej przechodzi w tryb żeglowania po odpuszczeniu gazu (odłącza skrzynię od silnika i pozwala autu toczyć się z rozpędu, jakbyśmy wcisnęli sprzęgło). Wersja z napędem na cztery koła ma również pokrętło przy skrzyni, służące do zmiany trybów działania napędu w zależności od warunków zewnętrznych. Nie wiem jak działa, bo nasz T-Roc miał napęd jedynie na przód.

Ekran systemu info-rozrywki działa płynnie, bez opóźnień, zawsze wykrywa dotyk i nie nie da się do niego przyczepić. Gdy wrzucimy bieg wsteczny, do życia obudzą się czujniki parkowania, oraz kamera cofania o całkiem niezłej jakości. T-Roc jest bardzo zaawansowanym technologicznie zawodnikiem wśród innych Crossoverów w tym zakresie cenowym.

Prowadzenie – to, co tygryski lubią najbardziej

Jak w takim razie jeździ ten praktyczny, modny i naszpikowany elektroniką crossover? Na papierze – raczej bez fajerwerków. Pod maską naszego egzemplarza zamontowano jednostkę napędową ze średniej półki spośród trzech benzyniaków, czyli 4-cylindrowe 1.5 TSI o mocy 150 KM i maksymalnym momencie obrotowym na poziomie 250 Nm. Napęd przekazywany jest na przednią oś za pośrednictwem 7-stopniowej przekładni dwusprzęgłowej DSG. Dostępny jest także tańszy manual, oraz napęd na cztery koła 4Motion. Przyspieszenie do pierwszej setki w czasie 8.4 sekundy faktycznie nie powala na kolana, a skrzynia jest w zasadzie dość wolna (jak na dwusprzęgłową), bo została zestrojona pod komfort i płynność, a nie uderzanie kierowcy zmianami jak młotem, jak ma to miejsce w supersamochodach. Jednakże, normalna jazda z tą skrzynią jest rewelacyjna, a i gdy potrzebujemy przykładowo wyprzedzić ciężarówkę, wciśnięcie przycisku kickdown pod pedałem gazu gwarantuje dość szybką reakcję skrzyni i wrzucenie odpowiedniego biegu. Podczas normalnej płynnej jazdy w mieście skrzynia jest bardzo posłuszna, komunikacja z nią za pośrednictwem pedału gazu jest bardzo intuicyjna i nie mam tu żadnych zastrzeżeń. Przesuwając dźwignię w dół w pozycji D, możemy przełączać się między trybem sportowym oraz trybem normalnym lub Eco (w zależności od trybu). Z kolei przesuwając dźwignię w prawo otrzymujemy możliwość manualnej zmiany biegów w stylu rajdowych skrzyń sekwencyjnych, z tym że tutaj góra to góra a dół to dół, czyli inaczej niż w rajdówkach. Nie jest to istotne, gdyż za kierownicą znajdują się małe i plastikowe, ale jednak – manetki do zmiany biegów.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić w przypadku skrzyni, to zaniechanie wrzucenia kolejnego biegu w trybie sportowym, gdy po szybkim przyspieszeniu odpuścimy gaz i lekko go naciśniemy. Skrzynia powinna utrzymać niski bieg po całkowitym puszczeniu gazu, celem hamowania silnikiem, ale lekkie wciśnięcie powinno dać jej sygnał “okej, wyluzuj, teraz już jedziemy normalnie” i skutkować wrzuceniem wyższego biegu. Ta ostatnia część przepisu na idealny automat została tu niestety chyba pominięta. Na szczęście przełączenie na tryb normalny D (lub E) od razu rozwiązuje ten problem. Skrzynia jest też trochę nieprzewidywalna przy niektórych skomplikowanych manewrach przy bardzo małych prędkościach parkingowych, ale wynika to po prostu z tego, że napęd jest rozłączany i załączany przez fizyczne suche sprzęgło jak w skrzyni manualnej i można się do tego przyzwyczaić.. Istotną kwestią jest natomiast spalanie i na szczęście nie jest wcale przytłaczające. Jeżdżąc po mieście, nie starając się zbytnio oszczędzać paliwa, ale jeżdżąc płynnie udało mi się zejść do 8,5 litra na setkę. Na autostradzie spalanie znacznie spada, dzięki 7 przełożeniom skrzyni.

Bardzo możliwe, że zastanawiasz się o co chodzi z tym tytułem tam na górze. Więcej niż trzeba… Przecież to zwyczajny crossover…
Może i tak, ale prowadzi się jak coś zupełnie oderwanego od definicji tego rodzaju auta.
Nie potrzebowałem dużo czasu, aby dostrzec ukryty potencjał adaptacyjnego zawieszenia DCC, które zmienia swoją twardość i charakterystykę pracy w zależności od trybu jazdy. W trybie sportowym T-Roc skręca fenomenalnie. Zero niechcianych przechyłów przy wejściu, wyrafinowanie i świetny balans oraz przyczepność w środku, oraz dobra trakcja przy wyjściu z zakrętu. Ten crossover prowadzi się jak gokart. Pchając T-Roca coraz dalej w stronę jego limitów i wciąż ich nie osiągając czułem jakbym definiował prawa fizyki. Nie jest to oczywiście prowadzenie superauta z centralnym silnikiem, ale w przeciwieństwie do testowanego przeze mnie niedawno Hyundaia Tucsona N-Line, T-Roc nie przechyla się, nie daje znać o swojej masie i gabarytach. (Wszak głęboko pod spodem jest to jednak Golf) Nawet wersja z napędem na przód prowadzi się wyśmienicie. Podsterowność właściwie nie istnieje, a przedstawiciele grupy docelowej takich aut, nigdy nie zbliżą się nawet do limitów możliwości tego samochodu. Gdy faktycznie mocno się postarasz i osiągniesz limit tego, co przednie zawieszenie i opony mogą znieść, najdrobniejsza podsterowność jest momentalnie eliminowana przez świetny system kontroli stabilności ESP, który we współpracy z ABSem dohamuje odpowiednie koła i wywoła nawet lekką, prostą do kontroli nadsterowność (którą równie szybko sam “stemperuje”, jeśli nie zrobi tego kierowca. Przede wszystkim ten elektroniczny anioł stróż nigdy mi nie przeszkadzał, zawsze czułem, że mam pełną kontrolę nad masą auta i że system wspomaga mnie w mojej głupocie zamiast ze mną walczyć. To sprawia, że angażująca jazda tym modelem jest niesamowicie satysfakcjonująca, zwłaszcza jak na miejskiego Crossovera, a przede wszystkim przewidywalna i bezpieczna.

Niestety, mimo adaptacyjnego zawieszenia, nawet w trybie komfortowym czuć priorytety inżynierów. Zawieszenie jest zdecydowanie bardziej sportowe niż komfortowe. Czuć różnicę między trybem sportowym i komfortowym, ale w tym drugim zawieszenie wydawało mi się nieco gorzej tłumiące nierówności niż we wspomnianym wcześniej Tucsonie. Coś za coś. Jednak nie chcę się wyrazić nieprecyzyjnie – T-Roc jest naprawdę komfortowym autem. Dobrze tłumi, ale biorąc pod uwagę, że ma adaptacyjne zawieszenie, mógłby o wiele lepiej.

Manewrując w mieście oraz jadąc autostradą docenisz progresywny układ kierowniczy, o zmiennym przełożeniu. W mieście wystarczy wykonać jeden obrót w każdą stronę aby skręcić koła do samego końca. Za to przy wyższych prędkościach, układ staje się typowo autostradowy, o leniwym przełożeniu, co zapewnia świetną stabilność i wyczucie auta w każdej sytuacji. Zmian przełożenia nie czuć i sterowanie pozostaje intuicyjne przy każdej prędkości. Na autostradzie docenisz również wyciszenie. Prędkości autostradowe to taki sam chleb powszedni dla T-Roca jak poruszanie się po mieście.

Czy to auto dla mnie?

To zależy, czy możesz pozwolić sobie na wydatek rzędu grubo ponad 100 tysięcy na auto miejskie, jeśli chcesz mieć większość wymienionych wyżej gadżetów. Całkowicie bazowy T-Roc, z 3-cylindrowym 1.0 startuje od 87 290 zł. Testowana wersja – Premium, z silnikiem 1.5 TSI oraz ze skrzynią DSG To już 116 590 zł przed opcjami, których raczej nikt nie pominie. Chociażby ten piękny lakier – 4210 zł. 19-calowe alufelgi o wzorze nazwanym po sławnym torze wyścigowym, “Suzuka” widoczne na zdjęciach to kolejne 5010 złotych. Pakiet drogowy ze wszystkimi tymi asystentami – 990 zł. Pakiet R Line, zewnętrzny i wewnętrzny – 8190 zł. I tak dalej…
Testowy egzemplarz został skonfigurowany za 152 290 zł przed wszelkimi rabatami. Jasne, to niemało. Natomiast jeśli mam być szczery, biorąc pod uwagę jak wysoki poziom technologiczny reprezentuje na tle konkurencji ten mały-duży Volkswagen, to cena wręcz okazyjna. T-Roc właściwie eliminuje większość swojej bezpośredniej konkurencji. Nie mówię tu oczywiście o Audi Q2 oraz Skodzie Kamiq, czy Seacie Arona, które są jakby nie patrzeć bliźniaczymi konstrukcjami z tym Volkswagenem, wewnątrz grupy VAG. T-Roc ma nawet wariant sportowy, T-Roc R, którego również jestem bardzo ciekaw, z układem napędowym prosto z 300-konnego Golfa R, o którym raczej każdy już słyszał. Poza tym, mamy do wyboru wspomnianą wcześniej sokowirówkę 1.0 TSI 115 KM, oraz 2.0 TSI o mocy 190 KM. Jest też jeden diesel, 2.0 TDI, osiągający moc 150 KM, i co istotne, 340 Nm momentu.

Tak więc, jestem prawie pewien, że w przypadku większości osób, krótka odpowiedź na pytanie z nagłówka brzmi: Tak.
Jeśli T-Roc jest autem, które swoim designem trafia w Twój gust, nie będziesz woził długonogich mutantów z tyłu, nie zamierzasz wybierać się nim na ekspedycję wgłąb Afryki i nie potrzebujesz ekskluzywnych materiałów wewnątrz, to przednionapędowy T-Roc zdaje się być bardzo rozsądnym wyborem.

Dziękujemy Volkswagen Polska za użyczenie samochodu do testu

Pełna galeria zdjęć: Volkswagen T-Roc 1.5 TSI

Volkswagen T-Roc Premium 1.5 TSI 150 KM DSG

Od 116 590 PLN
7.6

Wygląd

9.0/10

Zawieszenie

8.0/10

Dynamika

7.5/10

Silnik

8.0/10

Wydech

5.0/10

Pozycja za kierownicą

7.0/10

Użytkowanie

9.0/10

Radość z jazdy

8.5/10

Fejm na ulicy

6.5/10

+ Plusy

  • Masa technologii wspomagających kierowcę
  • Wspaniałe prowadzenie
  • Elegancki i nowoczesny design
  • Skrzynia dwusprzęgłowa DSG
  • Praktyczne rozwiązania w bagażniku

- Minusy

  • Wykończenie wnętrza (ten trzeszczący uchwyt drzwi...)
  • Odrobinę zbyt sztywne zawieszenie w trybie Comfort
  • Mało miejsca na nogi dla wysokich z tyłu
  • Masa sztucznych wlotów i wylotów, oraz sztuczne końcówki wydechu - po co?