McLaren zwalnia 1200 pracowników – następca P1 zagrożony?

Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa wciąż zbiera żniwa. McLaren zmuszony jest zwolnić 1200 osób, w tym 70 zaangażowanych przy zespole F1.

Od początku lockdownu pojawiają się dość niepokojące informacje o sytuacji finansowej McLarena. Redukcja gaży dla Lando Norrisa i Carlosa Sainza oraz bezpłatne urlopy dla części pracowników były rzecz jasna normalnym zagraniem. Większość osób spodziewała się przecież, iż okres bez stałych przychodów nie będzie trwał aż tak długo. Od planowego Grand Prix Australii minęło już jednak dwa i pół miesiąca, a pierwszy wyścig odbędzie się dopiero na początku lipca. Dodatkowo nie pracują fabryki aut drogowych. Sprawia to, że niebędący w wybitnej sytuacji finansowej jeszcze przed pandemią McLaren musi chwytać się brzytwy, by przeżyć.

Na początku miesiąca otrzymaliśmy informację, że producent z Woking ma zamiar zastawić swoje historyczne samochody i siedzibę, by otrzymać pożyczkę w wysokości 150 mln funtów. Prośba ta została jednak odrzucona. Rozpoczęły się więc próby szukania nowych inwestorów, a także nie tyle zastawiania, co sprzedaży bezcennych bolidów i samochodów. Na tym jednak się nie skończyło i zarząd brytyjskiej marki musiał podjąć jeszcze poważniejsze kroki.

McLaren

Grupa McLaren była zmuszona zwolnić 1200 swoich pracowników, co przy łącznej liczbie ponad 4000 zatrudnionych wydaje się naprawdę sporym procentem. Znaczna większość była odpowiedzialna za segment aut drogowych. 70 osób pracowało zaś przy zespole F1 McLarena. Zarząd nie ukrywa, że nie jest w stanie zapewnić zwolnionym ludziom regularnych wypłat i z wielkim żalem musieli szarpnąć się na taką decyzję. Dyrektor wykonawczy spółki, Paul Walsh przyznał, że pomimo dramatycznych cięć budżetowych nie pozostało im inne wyjście.

Jeśli myślicie, że jest to ostatni krok w kierunku ratowania marki, to niestety jesteście w błędzie. O ile będące już na etapie produkcji modele Elva i 765LT trafią do klientów bez przeszkód, lecz z opóźnieniami, o tyle zagrożony jest następca McLarena P1. Wnuka legendarnego F1 planowano na rok 2024, lecz według słów Mike’a Flewitta, CEO McLarena, nadrobienie strat zajmie naprawdę wiele czasu.

Cała pandemia będzie nas kosztować około dwa lata. W 2020 roku zrobimy naprawdę niewiele. Myślę, że powrót do stanu początkowego zajmie nam cały 2021 rok.

Mike Flewitt, CEO McLarena

Według wstępnych szacunków, McLaren ma dzięki swoim ruchom zatrzymać w budżecie nawet 275 milionów funtów.

Foto. materiały prasowe producenta