Kupił Mustanga i 3 dni później driftując wylądował w rzece

Stara zasada kierowców mówi – kupiłeś Mustanga, naucz się jeździć (sic!) – ten Kanadyjczyk najwidoczniej skupił się na pierwszej części owej zasady

Ile to razy mówiło się, że z autem o dużej mocy i napędzie na tylną oś, trzeba obchodzić się delikatnie? Zapewne dużo, ale nie do wszystkich ta informacja najwyraźniej dotarła. Pewien młody Kanadyjczyk, który od 3 dni był właścicielem Forda Mustanga, postanowił nieco pochwalić się przed kolegami. No bo przecież on ma 5.0 V8, ponad 450 KM i lakier “Need for Green”. Właśnie chyba wcześniej za dużo grał w “Need for Speed“, bo zachował się tak jakby nigdy nie siedział w samochodzie o mocy większej niż 100 KM. Nie mamy nagrania z samego zdarzenia, ale szkody pokazują, że chłopak musiał zachować się naprawdę zero jedynkowo. Skręcił koła, dał gaz do oporu i wpakował swojego nowego Mustanga prosto do rzeki.

Mustanga

Całe zdarzenie miało miejsce w Cranbrook w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. Z informacji w sieci wynika, że auto było w posiadaniu chłopaka od 3 dni, czyli świeżo co wyjechał nim z salonu. Na parkingu pod centrum handlowym chciał przyszpanować przed kolegami i pokazać im moc swojego auta. Niestety stracił kontrolę nad pojazdem, który finalnie wpakował do rzeki (lub małego strumyka). Straty są dosyć duże, bo cały przód Mustanga został skasowany, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Poniżej macie nagranie prezentujące stan wizualny pojazdu, więc oceńcie szkody sami.

Jeśli w najbliższych tygodniach zobaczycie w Polsce zielonego Mustanga z USA na internetowej aukcji – uważajcie! Oczywiście żartujemy, ale powinno się dać auto naprawić. Jednak to jednocześnie nauczka dla nas wszystkich, że duża moc, napęd na tył i cwaniakowanie to nie jest najlepsze połączenie. Czasami lepiej wrzucić “na luz” i nieco ochłonąć. Dobrze, że nikomu nic się nie stało, bo mogło dojść do prawdziwej tragedii. Dlatego przestrzegamy, zachowajcie trzeźwy rozum, gdy wsiadacie za kierownicę, żeby do takich sytuacji nie dochodziło.

Foto. Dakota Dayman