Ford Mustang Mach-E – a miało być po amerykańsku…

Legenda motoryzacji doczekuję się zupełnie nowej odmiany. Kojarzony głownie z prawdziwie zadziornego i głośnego usposobienia Ford Mustang, debiutuje w wersji elektrycznej, żeby tego było mało będzie SUV-em i nosił szczytną nazwę Ford Mustang Mach-E.

To nie jest Prima Aprilis, kiedy jakiś czas temu tworzyłem wpis o tuningowanej, przez Shelby wersji Forda Mustanga nie obawiałem się nadejścia chwili kiedy legenda zostanie zelektryfikowana. Jak widać nie musieliśmy długo czekać… Właśnie w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się przedsprzedaż nowego Mustanga Mach-E. Konsumenci po wpłaceniu zaliczki w wysokości 500 amerykańskich dolarów, mogą stać się szczęśliwymi posiadaczami rezerwacji na wersję “First Edition” elektrycznego suva. W głównej mierze odróżnia się ona dodatkowym akumulatorem wydłużającym zasięg oraz podwyższającym moc pojazdu i napędem na obie osie. Najtańsza konfiguracja przewiduje jedynie moc 190 kilowatów, a na pełnej baterii przejedziemy niecałe 400 kilometrów. Wybór większego akumulatora to wydatek rzędu 7000 dolarów. Po dodatkowym wydaniu pieniędzy zasięg wzrasta do 483 kilometrów, a pojazd legitymuje się mocą 282 koni mechanicznych.

O stylistyce możemy mówić dużo. Główną zaletą są oczywiście nawiązania do korzeni Mustanga. Zdradzają je logotypy kucyka na sześciokątnej kratce i pokrywie bagażnika. Jednak nie da się ukryć, że różni się on diametralnie od swojego rodzeństwa. Po pierwsze, nie ma klasycznych klamek. Zastępują je przyciski otwierające drzwi. Specjalnie dla każdej wersji wyposażenia, zostały zaprojektowane zupełnie nowe, nie występujące wcześniej w ofercie Forda obręcze kół.

We wnętrzu nowej Tesli… to znaczy we wnętrzu nowego Forda Mustanga możemy zaobserwować coś czego Ford nigdy wcześniej nie stosował w elektrycznych wersjach Mustanga. A no tak. Ogromny ekran dotykowy o przekątnej 15,5 cala znajduję się pośrodku deski rozdzielczej. Jest on dostępny we wszystkich wersjach wyposażenia jako standard, zupełnie tak jak nowy zestaw wskaźników cyfrowych. Zmiana na lepsze czy jednak warto pozostać przy tradycji?

Jeżeli chodzi o osiągi nie wiemy zbyt wiele. Z doniesień prasowych możemy dowiedzieć się, że wersja GT będzie rozpędzała go do pierwszej setki w czasie około 4 sekund. Podsumowując, ten model będzie z pewnością krokiem milowym firmy. Nie jesteśmy pewni co do tego czy elekrtyczny Ford kiedykolwiek powinien nazywać się mustangiem i mieć logo konia na masce. Podążając za najnowszymi trendami ochrony misiów polarnych Ford nie chce odstąpić kroku konkurencji. Jednak warto zadać sobie pytanie, czy takie nazewnictwo oraz liczne podobieństwa nie zepsują renomy legendzie motoryzacji jaką jest niepodważalnie Ford Mustang?

Foto. materiały prasowe Ford