BMW serii 4 idzie w ślady serii 3 wraz z nowymi 430d oraz M440d xDrive

Kontrowersje związane z grillem BMW są wciąż żywe. Mimo to producent podgrzewa atmosferę dając swojemu coupé/cabrio mocne diesle.

Znaczna większość nabywców aut marek premium w nadwoziu coupé oraz cabrio raczej zgodzi się, że silniki najbardziej pasujące do tego typu samochodu powinny być napędzane benzyną. To właśnie benzynowe silniki, nawet te dzisiejsze, turbodoładowane, wciąż dają sporo możliwości w kwestiach angażującej jazdy dającą zwyczajną czystą frajdę. Progresywna charakterystyka pracy, szerszy zakres obrotowy, brzmienie. To tylko kilka z zalet posiadania mocnej benzyny. Tymczasem, gdyby kontrowersji opiewających niemieckiego producenta w ostatnim czasie było mało, wprowadził on dwie nowe jednostki napędowe w Serii 4. Ale czy to na pewno takie irracjonalne? Według BMW, nie!

BMW + olej napędowy = tony momentu obrotowego

Nawet jeśli ktoś nie przepada za nudnymi “kopciuchami”, nie da się odmówić silnikom wysokoprężnym ich wydajności i opłacalności, zwłaszcza na długich trasach i podczas intensywnej pracy. Nowe, 3-litrowe M440d, tak samo jak M340d może i ma “tylko” 340 KM mocy maksymalnej, ale jednocześnie oferuje aż (lepiej usiądź) 700 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Ten absolutny Mount Everest momentu sprawia, że elastyczność przy prędkościach autostradowych pozwala przyspieszać efektywnie na praktycznie każdym biegu i przy każdej prędkości obrotowej. Nawet gdyby M440d miało skrzynię manualną, z pewnością nie miałoby ono problemu z ruszeniem z 3-ego lub nawet 4-tego biegu. Do tego, zarówno M340d jak i M440d, dzięki standardowemu napędowi na cztery koła xDrive osiągną 1. setkę w 4,6 s. Ale to nie koniec.

BMW

To się opłaca

Może i diesel nie brzmi zbyt przyjemnie, jazda nim bywa nudna i monotonna i raczej jest przeciwieństwem dobrej zabawy, ale jest bardzo wydajnym wołem roboczym. Dzięki wysokiemu stopniu sprężania, te silniki mimo zadowalających osiągów potrzebują o wiele mniej oleju napędowego niż porównywalne silniki iskrowe potrzebują benzyny. Według producenta, nowe M440d xDrive w cyklu mieszanym spali od 5,7 do 6,3 l/100 km według cyklu pomiarowego WLTP. To zauważalnie mniej niż 374-konne M440i, które spali od 7,5 do 8,1 l/100 km. Jasne, benzynowy brat jest szybszy od diesela, ale… jedynie o 0,1s w sprincie do setki… Zarówno najmocniejsza benzyna jak i najmocniejszy diesel otrzymały niedawno układ samoładującej się miękkiej hybrydy, z 11-konnym silnikiem elektrycznym odciążającym główną jednostkę spalinową, a więc spalanie obu nieznacznie spadło. Diesel jednak zawsze osiągnie odrobinę większe korzyści z takiej pomocy, gdyż podczas jazdy ze stałą prędkością, oraz dobrze rozgrzany, potrzebuje mniej energii elektrycznej niż silnik benzynowy, ze swoimi świecami zapłonowymi, a co za tym idzie – może przeznaczyć większą część prądu odzyskanego z hamowania na przyspieszanie. Mniejsze spalanie oznacza oczywiście rzadsze wizyty na stacji benzynowej oraz tańszą eksploatację.

Jeśli natomiast ktoś nie potrzebuje gór momentu obrotowego i nie zamierza ścigać się spod świateł, może go zainteresować nieco słabsza odmiana, która również niedawno dołączyła do gamy silnikowej Serii 4.
BMW 430d również dostępne jest jedynie z napędem na cztery koła xDrive, oraz używa tego samego 3-litrowego R6, jedynie w nieco słabszej konfiguracji. Osiąga 286KM, a moment obrotowy jest jedynie nieznacznie niższy niż w M440d – 650 Nm. Do setki rozpędzi się w 5,1 sekundy. Ceny słabszego oraz topowego modelu startują od odpowiednio 263 900, oraz 309 900 zł. Oczywiście lista kosztownych opcji standardowo jest bardzo długa.

Foto. materiały prasowe producenta