Yaris GR-4 z pierwszymi informacjami o specyfikacji samochodu

Nowy Yaris GR-4 to gorący temat w mediach motoryzacyjnych, nic dziwnego skoro prezentuje się świetnie i znamy jego specyfikację

Toyota ewidentnie nie chce dać nam chwili wytchnienia w temacie ich wyczynowej wersji nowego Yarisa. Niedawno dostaliśmy nowy teaser i zdjęcia szpiegowskie, a już dziś odbyły się testy dla dziennikarzy, a wraz z nimi wreszcie poznaliśmy konkrety dotyczące danych technicznych tego małego japońskiego potworka. Ale czy jest to coś, na co warto było tyle czekać?

Zanim przejdziemy do konkretów w postaci danych technicznych, warto zwrócić uwagę na wspomniane wcześniej jazdy testowe prototypu Yarisa. Odbywają się one na torze Autodromo do Estoril, znanego z goszczenia Formuły 1 przy okazji Grand Prix Portugalii w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych . Teraz, po niedawnych przejażdżkach nowym Yarisem w wykonaniu przez osoby związane z programem rajdowym Toyoty (w tym między innymi tegorocznym rajdowym mistrzem świata Tanakiem czy szefem rajdowego programu Gazoo Racing i czterokrotnym mistrzem WRC Makinenem) przyszedł czas na sprawdzenie torowego potencjału pojazdu a zarazem zaprezentowanie go gronowi dziennikarzy.

I właśnie ci dziennikarze obecni na testach w Portugalii dostarczyli nam informacji, na które Toyota kazała nam sporo czekać, czyli na specyfikację techniczną. Potwierdziło się to, co zobaczyliśmy na udostępnionych przez japońskiego producenta teaserach czy krążących po sieci zdjęciach szpiegowskich, czyli obecność napędu na cztery koła oraz manualnej sześciobiegowej skrzyni biegów, która będzie jedyną opcją dla tego pojazdu. Jest to w dużej mierze zasługa japońskiego rynku, gdzie entuzjaści dalej preferują tego typu przekładnię. To co nowego dowiedzieliśmy się od osób obecnych na testach? Toyocie mocno zależało na wielu aspektach tego pojazdu. Aerodynamika, masa i jej rozkład, oraz sztywność zostały dopięte na ostatni guzik w związku z prośbami Tommiego Makinena. W tym celu nie szczędzono kosztów i w produkcji nadwozia wykorzystano aluminium i włókna węglowe. Dzięki temu samo nadwozie waży jedynie 263kg, aż o 38kg mniej od standardowego Yarisa.

Choć na pierwszy rzut oka tak nie wygląda, to GR-4 w wielu aspektach znacznie różni się wymiarami od standardowej wersji nowego Yarisa. Linia dachu w celu poprawy aerodynamiki została obniżona aż o 95 mm, co jest imponującą wartością mimo, że Makinen oczekiwał jeszcze mocniejszego obniżenia. Wpłynęło to na rozmiar szyb, w tym tej tylnej, która w wersji GR jest tak niewielka, że nie doczekała się wycieraczki. Tylne zawieszenie zostało przeprojektowane na dwuwahaczowe (między innymi w celu zapewnienia napędu na tylną oś), zawieszenie jest bardziej pasywne w celu redukcji masy. Nadwozie zostało również poszerzone względem pierwowzoru w celu zapewnienia lepszych właściwości jezdnych. Za wyhamowanie odpowiadają hamulce z przodu czterotłoczkowe, a z tyłu dwutłoczkowe.

Toyota nie zastosowała również standardowego napędu na cztery koła. Zamiast centralnego, ciężkiego dyferencjały, zdecydowali się dyferencjały sprzęgłowe, będące w stanie doprowadzić 100% momentu na jedną oś. Możliwości sprzętowe zostają jednak ograniczone przez producenta. Toyota Oferować będzie 3 tryby jazdy z trzema rodzajami rozkładu mocy na daną oś: tryb Normalny z rozkładem 60 na przód i 40 na tył, tryb Sport z 70% mocy na tylną, a 30% na przednią oś oraz tryb torowy z rozkładem 50:50. Znanego z Focusa RS trybu Drift tutaj nie uświadczymy, bo jak tłumaczy to główny inżynier Naohiko Saito „tylnonapędowiec z silnikiem z przodu jest lepszy”. Czyli jeśli chcecie pojeździć bokiem, lepiej kupcie nową Suprę. Choć całe trzydrzwiowe nadwozie nadal pokryte jest kamuflażem, to nie był on w stanie zakryć potężnego przedniego grilla. Jeśli przyjrzymy się mu bliżej, zauważymy że został on wyraźnie podzielony. Poniżej tablicy rejestracyjnej znajduje się sporych rozmiarów intercooler, natomiast nad nią znajduje się chłodnica. Po bokach pod lampami znajdują się natomiast wloty chłodzące przednie hamulce.

Tym jednak, co najdłużej pozostawało niewiadomą w aspekcie technicznym GR-4 było serce tego potworka. I niestety, osobiście w tym przypadku lekko się zawiodłem. Bo o ile moc na poziomie ponad 250 koni mechanicznych i moment obrotowy wynoszący powyżej 350 Nm w takim pojeździe to wyniki naprawdę bardziej niż zadowalające, tak sporo wątpliwości mam związanych z tym, że takie osiąg dostarcza turbodoładowany silnik jednakże jedynie trzycylindrowy i o pojemności 1,6l. Wygląda to nieco słabiej, szczególnie na tle wersji GRMN, gdzie mimo mniejszej mocy dostaliśmy czterocylindrowe 1,8. Ale nawet mimo iż nie należę do zwolenników downsizingu, szczególnie w pojazdach wyczynowych i usportowionych, fakt ten nie zmniejsza mojego entuzjazmu do tego modelu. Z taką mocą Yaris stanie się najmocniejszym dostępnym na rynku trzycylindrowcem. Do tego Gazoo zarzeka się, że jest to najlżejsza na świecie jednostka 1,6. No i przecież w końcu doczekaliśmy się pierwszego od lat dziewięćdziesiątych pełnoprawnego samochodu specjalnej homologacji WRC. Moda na takowe znikła po wdrożeniu do sportu zasad ograniczających koszty, nie zmuszając przy tym producentów do seryjnej produkcji drogowych wersji ich rajdowych potworów. Dlatego działania Akio Toyody, choć nie raz kontrowersyjne (między innymi współpraca z BMW przy produkcji nowej Supry), powinny cieszyć petrolheadów. Mało który tak duży koncern decyduje się na tak szalone projekty.

Jeśli czytając to już sięgaliście po portfele lub do kont bankowych z chęcią zakupu tego modelu, muszę ostudzić wasze zamiary. Yaris GR-4 raczej na pewno nie będzie tanim pojazdem. Wspomniane wcześniej technikalia i zastosowane materiały (w tym włókno węglowe) będą nie należą do tanich i jak podaje Auto Express, możemy się spodziewać ceny na poziomie 35 do 40 tysięcy dolarów. Pocieszające są za to doniesienia, jakoby GR-4 w przeciwieństwie do limitowanego GRMN miał być sprzedawany w większym nakładzie.

Foto. EVO