Jednym poślizgiem oburzył społeczność LGBT – kierowca Mustanga odpowie za ślady opon na tęczowym przejściu dla pieszych.

Jeśli ktoś szuka pomysłu na to jak wywołać skandal to ten kierowca Mustanga zrobił chyba najgłupszą rzecz na jaką mógł wpaść za jego kierownicą

Czerwiec już dawno za nami, jednakże wciąż ostały się niektóre rzeczy, które zostały poczynione w celu promowania tolerancji oraz zrozumienia dla osób o innej orientacji. Jedną z nich było wykonane w tym czasie na ulicach West Vancouver przejście dla pieszych w barwach tęczy. Długo jednak nie obyło się bez kontrowersji wokół niego. Takiego typu dekoracja nawierzchni prawdopodobnie nie spodobała się bowiem jednemu kierowcy Mustanga, który „upiększył” wspomnianą tęczę śladem ze swoich opon. Nie obyło się bez interwencji ze strony władz, szczególnie, że przejście dla pieszych o którym mowa znajduje się tuż przed policyjnym posterunkiem.

Mustanga

„Chociaż nasza „flaga dumy” została zdjęta na rok, nowe przejście dla pieszych pozostanie wyrazem naszego zaangażowania w promowanie różnorodności i szacunku”.

W taki oto sposób pod sam koniec czerwca komenda policji skomentowała zmodyfikowane przejście dla pieszych, które znalazło się tuż przy komisariacie. Gest bez wątpienia istotny, szczególnie w obliczu wydarzeń, jakie spotkały Stany Zjednoczone w ostatnich miesiącach. Jednakże powstanie takiego rodzaju symbolu jedności i tolerancji nie mogło się obyć długo bez kontrowersji. Wystarczyło poczekać jedynie tydzień na pierwszy akt wandalizmu. Tęczowe przejście najprawdopodobniej nie spodobało się jednemu kierowcy czwartej generacji Forda Mustanga, który postanowił udekorować je śladami ze swoich opon.

Według doniesień komisariatu, 7 lipca z zewnątrz usłyszano „głośny i ciągły pisk z opon”. Po zbadaniu sprawy na zewnątrz funkcjonariusze odkryli świeże ślady opon na tęczowym przejściu dla pieszych. Po sprawdzeniu nagrań z monitoringu stwierdzają, że „podejrzany pojazd opuścił teren z dużą prędkością”. Choć policja uznała to zdarzenie za akt wandalizmu i nienawiści, tak po przyglądnięciu się nagraniu można mieć co do tego wątpliwości. Mimo braku dźwięku i roślinności zasłaniającej tylną część pojazdu, nie wygląda to na agresywny gest nietolerancji wykonany z premedytacją. Całe to wydarzenie trwa około osiem sekund, co lekko przeczy doniesieniom o ciągłym pisku.

Kierowca po prostu zatrzymał się przed skrzyżowaniu, po czym skręcił w prawo i zniknął z nagrań monitoringu. Typowy dla posiadaczy mocniejszego pojazdu z napędem na tył głupi wybryk, jednakże tym razem wykonany w dość niefortunnym miejscu. CBN News podaje, że policji udało się zidentyfikować kierowcę Mustanga. Nie wiadomym pozostaje na ten moment, jakie będą konsekwencje jego wybryku.

Foto. West Vancouver PD