DTM

DTM i pomysł na przyszłość motorsportu – zdalnie sterowane wyścigówki

Pomimo przejścia na klasę GT3, DTM wciąż ma plany powrotu do dawnej świetności. W tym celu eksperymentuje z najnowszymi technologiami.

Tegoroczny sezon DTM jest już bliżej końca niż dalej, a my otrzymujemy fascynującą walkę o mistrzostwo. Sporo w tym zasługi nowej dla serii homologacji GT3, która znacznie zwiększyła różnorodność i wyrównała stawkę. Mimo to wciąż spotkać możemy głosy narzekania, że to już nie jest to samo, co kiedyś. Do 2020 cechą charakterystyczną Niemieckich Mistrzostw Samochodów Turystycznych były specyficzne dla niej pojazdy. W dużym skrócie były to pełnoprawne prototypy wyścigowe konstrukcyjnie bliższe takim bolidom jak chociażby klasy LMP niż samochodom drogowym. Mimo to jednak wciąż zachowywały kształty pojazdów znanych nam z dróg. DTM zdaje sobie sprawę, że fundamentami serii było zaawansowanie technologiczne, o czym przypomnieli nam przy okazji weekendu na Red Bull Ringu. Ponownie ujrzeliśmy elektryczny samochód demonstracyjny opracowany przy współpracy z firmą Schaeffler, jednakże tym razem było nieco inaczej. Choć samochód jeździł po torze, tak kierowca siedział za kierownicą… symulatora.

Nie przesłyszeliście się. Na tor wyjechała zaprezentowana w zeszłym roku elektryczna bestia o mocy 1200 koni mechanicznych. Za jej kierownicą zasiadł początkowo ubiegłoroczny mistrz DTM, Rene Rast. Niemiec następnie opuścił pojazd, a ten ruszył dalej z pustym fotelem kierowcy. Był to widok naprawdę nietuzinkowy i dający wiele do myślenia. Zapewne większości z nas przez ręce przewinęło się kiedyś jakieś zdalnie sterowane autko. Tutaj mamy przykład takiej zabawki w pełnowymiarowej skali. W specjalnie przygotowanym stanowisku do symulatora zasiadł ubiegłoroczny mistrz DTM Trophy, Tim Heinemann, a przekazywane z urządzenia sygnały trafiały do samochodu. Wydawać by się mogło, że taki sprzęt rozłożono gdzieś wewnątrz padoku toru, ale jak to mawia klasyk, nic bardziej mylnego. Sygnały na Red Bull Ring wysyłano ze stanowiska w oddalonym o 82 kilometry od obiektu mieście Graz.

Za sprawą prostego pomysłu stworzenia zdalnie sterowanego samochodu wyścigowego możemy obserwować coś naprawdę ciekawego. Nie od dziś bowiem motorsport jest poligonem doświadczalnym dla nowych technologii. W ogniu walki na torach wyścigowych przetestowano takie wynalazki jak włókno węglowe, czy chociażby hamulce tarczowe. Nie dziwi zatem, że w erze rozwoju branży informatycznych, w tym sieci czy komputerów, branża motoryzacyjna również chce dokonać postępu. Na drogach pojawiają się pierwsze samochody autonomiczne, jednakże ich archaiczność budzi wiele sceptycyzmu. W taki też sposób naturalnym powinno być potwierdzenie skuteczności tego typu technologii właśnie na torze, nie ryzykując przy tym zdrowia, a nawet życia bogu ducha winnych pasażerów czy innych użytkowników ruchu.

DTM

No dobrze, ale w jakich aspektach tego typu pojazd daje pole do sprawdzenia nowych technologii? Najważniejsza jest oczywiście przede wszystkim kwestia przesyłu danych na odległość. Nie tylko samochód musi otrzymać w jak najszybszym czasie informacje od kierowcy, ale również osoba zasiadająca w symulatorze chce otrzymać jak najszybciej obraz z pojazdu. Łączność w przypadku tego prototypu zapewnia uwielbiana przez teoretyków spiskowych technologia 5G. Zadaniem inżynierów jest w tym przypadku jak najmocniejsze zmniejszenie opóźnienia w przesyle danych. Do tego w przypadku większych odległości między samochodem a symulatorem istotne jest również, aby paczki danych nie zaginęły gdzieś po drodze.

To zostanie przeniesione na drogi i logistykę. Właśnie dlatego jesteśmy tutaj — aby być kreatywnymi, innowacyjnymi oraz pionierami na torze.

Matthias Zink – członek zarządu ds. technologii motoryzacyjnych w Schaeffler AG

Jednakże jak wszyscy dobrze wiemy, motorsport to nie tylko technologie. Przede wszystkim jest to, jak sama nazwa wskazuje, sport. Od kilku lat temat wyścigów pojazdów autonomicznych pojawia się za sprawą serii Roborace. Jej debiut okraszony był jednak wieloma wpadkami, a sam koncept mistrzostw ma sens głównie jako poligon doświadczalny. Próżno tam bowiem będzie szukać emocji dla fanów dobrego ścigania, kiedy algorytmy programowane będą w celu bezproblemowego przejazdu wyścigu, z ograniczeniem ryzyka. Z punktu widzenia ekip najważniejsze jest przede wszystkim dowiezienie pojazdu do mety w jednym kawałku. Każde uszkodzenie czy kraksa są bowiem ciosami w budżet. W przypadku zdalnie sterowanych pojazdów sytuacja wygląda jednak zgoła inaczej. Tutaj bowiem wciąż dostajemy czynnik ludzki z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli przede wszystkim nieprzewidywalności podejmowanych pod presją decyzji. W taki sposób, gdybym miał wybierać między Roborace a DTM z samochodami kierowanymi w sposób zdalny, wybór byłby oczywisty.

Bierzemy samochód, symulator i kierowcę. Reszta ma zapewnić najlepsze możliwe połączenie za pomocą światłowodu, 5G i sygnałów radiowych oraz zmniejszyć wyzwania związane z opóźnieniami.

Michael Resl – dyrektor ds. rywalizacji i technologii w ITR

DTM i partnerzy technologiczni mistrzostw wydają się chętni do wprowadzenia tego typu koncepcji w ramach DTM Electric. Bez wątpienia byłoby to pionierskie. Sam pomysł daje też wiele nowych możliwości co do kwestii organizacyjnych. Najważniejsze jest przede wszystkim to, że taka seria nie wymagałaby od kierowcy obecności na torze. Do tego mógłby to być dla mających potencjał sim-racerów pewnego rodzaju krok przejściowy między ściganiem się w symulatorach a w rzeczywistych pojazdach. Potencjał jest spory. Resl wspomniał również o pomysłach między innymi wokół neutralizacji wyścigu. Wówczas, podczas wyjazdu samochodu bezpieczeństwa, kierowca miałby utracić kontrolę nad samochodem na rzecz autopilota, w celu zwiększenia bezpieczeństwa.

Bawimy się koncepcją implementacji autonomicznych interwencji samochodów bezpieczeństwa na pewnym etapie w przyszłości lub umożliwienia samochodom wjazdu na pola startowe bez kierowców.

Michael Resl – dyrektor ds. rywalizacji i technologii w ITR
Schaeffler

Seria DTM Electric wystartować ma już za kilka lat, a pokazana dzisiaj funkcja prototypu dała wiele do myślenia. Osobiście chciałbym zobaczyć te same samochody wykorzystywane na przestrzeni weekendu wyścigowego przez dwóch kierowców. Oczywiście jeden z nich prowadziłby go w sposób tradycyjny, a drugi ze stoiska symulatora. Taki format na pewno byłby czymś wyjątkowym na skalę światową, a seria DTM ponownie odzyskałaby swój innowacyjny charakter.

Foto. materiały prasowe producenta