Dacia Grand Duster – 7-miejscowy SUV z wewnętrzną nazwą “Projekt RJI”

Jeśli ktoś ma zrobić tanie 7-miejscowe auto to musi to być Dacia, a ten samochód będzie nazywał się Grand Duster i zadebiutuje w 2021 roku

Dacia swój sukces w dużej mierze opiera na modelu Duster, który to jest Crossover’em i tak naprawdę poza niską ceną, to jego użyteczność zadecydowała o powodzeniu w sprzedaży. Bo Dacia Duster to nie jest Crossover jaki znamy z salonowych wystaw. To auto, którego właściciele nie boją się wjechać w teren, jest w stanie przejechać 300 tysięcy kilometrów bez awarii i kosztuje połowę tego, co dobrze wyposażony model średniej półki. Widzicie ten klucz? Wydawałoby się, że każdy go zna, ale tylko Dacia na tyle dobrze wprowadziła go w życie, że odniosła sukces. Co gdyby pójść o krok dalej i stworzyć większy, bardziej rodzinny wariant, który pomieści do 7-osób? Otóż w gamie rumuńskiego producenta było auto 7-osobowe i nosiło nazwę Lodgy, ale to nowe auto, nazywałoby się Grand Duster.

Dacia Grand Duster

Jeszcze parę lat temu słyszeliśmy oficjalne komunikaty z ust dyrektora handlowego marki, Francois Mariotte, że nie ma w ogóle szans na taki samochód i nikt o nim na poważnie nie myśli. Teraz dziennik L’argus donosi, że „wewnętrzny projekt RJI przyjmie formę siedmioosobowego SUV-a, który będzie produkowany w fabryce Pitesti w Rumunii od października 2021 r.”. Miało to zostać potwierdzone między innymi faktem, że nie zobaczymy ani następcy modelu Lodgy, ani Logana MCV. Takie działanie otwiera drogę do stworzenia auta a’la Dacia Grand Duster, czyli czegoś na wzór Renault Koleos, ale z designem nieco podpatrzonym z Renault Kadjar i wciąż w budżecie Dustera. Brzmi świetnie, prawda?

Dacia Grand Duster

Według dziennika L’argus, nowopowstała Dacia Grand Duster ma bazować na płycie podłogowej CMF-B, czyli dokładnie tej samej co nowe Sandero. Pod maską znajdziemy silniki 1.3 TCe połączone z 12-woltową instalacją elektryczną (mild-hybrid) oraz silniki 1.6 TCe znane chociażby z Clio E-Tech, gdzie wspierane są przez jednostki elektryczne. Wszystko na razie wygląda pięknie i kolorowo, ale jest jedna wada tego rozwiązania – bardzo prawdopodobne, że nie zobaczymy napędu na obie osie. Wszystko przez rygorystyczne normy emisji spalin, a dołożenie napędu na drugą oś, znacząco zwiększy emisję, co dla rumuńskiego producenta może być bardzo kłopotliwe.

Foto. materiały prasowe producenta